Komórki nowotworowe kochają glukozę.
To nie opinia — to biochemia.
Większość nowotworów korzysta z tzw. efektu Warburga: zamiast wydajnie spalać energię w mitochondriach, żywią się fermentacją glukozy, nawet wtedy, gdy tlenu nie brakuje.
Dlaczego? Bo to daje im szybki wzrost, przewagę metaboliczną i odporność na stres.
Do tego dochodzi insulina — hormon wzrostu.
Wysoka insulina to sygnał: rośnij, dziel się, nie umieraj.
Dokładnie tego potrzebuje komórka nowotworowa.
I tu pojawia się pytanie:
czy naprawdę rozsądne jest żywienie organizmu wysokimi dawkami węglowodanów, skoro wiemy, że:
– podnoszą glukozę,
– podnoszą insulinę,
– stymulują szlaki wzrostowe?
Coraz więcej autorytetów mówi wprost, że nie.
Między innymi Thomas Seyfried (często w Polsce mylnie nazywany „prof. Seifert”) od lat pokazuje, że nowotwór to w dużej mierze choroba metaboliczna, a nie wyłącznie genetyczna.
Dlatego odżywianie niskowęglowodanowe ma sens:
– obniża glukozę,
– obniża insulinę,
– ogranicza paliwo dla komórek nowotworowych,
– sprzyja stabilizacji metabolicznej zdrowych komórek.
A czasem trzeba pójść krok dalej.
Post.
Post uruchamia autofagię — wewnętrzny system sprzątania komórkowego, za który przyznano Nagrodę Nobla.
Autofagia:
– usuwa uszkodzone struktury,
– eliminuje komórki dysfunkcyjne,
– wspiera odporność i regenerację.
To dokładnie odwrotność tego, co często słyszymy:
„jedz często”, „nie dopuszczaj do głodu”, „węglowodany jako podstawa”.
Biologia mówi co innego.
Mniej glukozy.
Niższa insulina.
Okresy bez jedzenia.
// Bracia Rodzeń
ps. Odrobina antyoksydantów też jest przydatna.
#zdrowie #rak #odzywianie #jedzenie #dieta #nowotwory #onkologia
