@jimmy_gonzale Widzę, że nie sprawia Ci problemu generalizowanie. Ale powinieneś spojrzeć obiektywnie na fakty: Ukraińcy mieli pecha być częścią Związku Sowieckiego, a zatem po ogłoszeniu niepodległości startowali ze znacznie bardziej zjebaną świadomością historyczną i ogólnie społeczną (w 1988 i 1989 roku spędziłem trochę czasu w Biełgorodzie, trochę z tego pamiętam, choć miałem kilkanaście lat). Ich droga w kierunku Europy była trochę bardziej kręta niż nasza. Mieli za sąsiada państwo, którego przywódca, laureat pokojowej nagrody Nobla, nie miał oporów przed zaatakowaniem Litwy (która ogłosiła niepodległość niecałe półtora roku wcześniej). Zatem ich władze (Krawczuk, potem Kuczma) musiały balansować na ostrzu noża prowadząc swój kraj nową drogą. Czy zrobili to dobrze? Czy mogli zrobić to lepiej nie ryzykując agresji Rosji? Nigdy się już tego nie dowiemy, to gdybanie. Chodzi mi o to, że Ukraińcy nie mieli szansy przeprowadzić derusyfikacji/dekomunizacji w takim tempie i zakresie, jakby chcieli. Gdyby mieli taką szansę, to może dziś ich świadomość narodowa byłaby już na tyle okrzepnięta, że mieliby odwagę zmierzyć się z najciemniejszymi stronami swojej historii. Ale są tam, gdzie są, tak potoczyła się historia. Do tego dochodzi potworna wojna, która zapewne zmienia ich punkt widzenia na to, co teraz jest ważne w sposób, którego nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić. Zwróć uwagę, że Niemcy, którzy zlepili swój kraj z dwóch kawałków w mniej więcej w tym samym czasie, władowali we wschodnie landy ogromną kasę, wciąz muszą się użerać z enerdowską mentalnością, która nie chce zdechnać. Według mnie, Ukraińcy też muszą się najpierw uporać z Rosjanami i sowiecką mentalnością, a potem zmierzyć z kolejnym "demonem". Ale wymaganie tego od nich w tym momencie, gdy po czterech latach wojny potrzebują podtrzymać w społeczeństwie chęć ponoszenia wysiłku i wolę walki o niepodległość (przywołując imiona wszystkich swoich bohaterów, którzy kiedykolwiek walczyli z Rosją) jest według mnie brakiem zrozumienia w którym miejscu historii się teraz znajdują. W tym przypadku niczym się nie różnimy od rządu USA, który mówi "nie macie żadnych kart, róbcie to czego chcemy, albo będzie po Was". I trudno się dziwić, że autor tekstu pisze o pewnym rozczarowaniu obecną postawą polskich władz i stanowiskiem dużej części polskiej opinii publicznej (ale nie całej, jak raczyłeś zasugerować). Oczywiście, politycy ukraińscy też popełniają błędy, część być może nawet świadomie (kacapska agentura wpływu jest tam tak samo aktywna jak i u nas, a może nawet bardziej). Ale uważam, że ze względu na sytuację, a jakiej się znajdują można im teraz wybaczyć więcej. Nieznane, masowe pochówki naszych rodaków zamordowanych na Wołyniu nie znikną. Jeśli nie zrobimy eksumacji dziś, to zrobimy za 5 lat, za innej władzy w Ukrainie. No chyba, że Ukrainy już nie będzie. Dlatego uważam, że warto pomagać Ukrainie teraz.
Odnoszę wrażenie, że w 2022 roku nadarzyła się rzadka okazja (o ile wojnę można nazwać okazją) do zbudowania prawdziwej, solidarnej więzi między dwoma narodami. Tym bardziej autentycznej, że będącej oddolną inicjatywą społeczeństw, a nie politycznym układem stworzonym w gabinetach. I szkoda, żebyśmy to spierdolili, bo kto wie, kiedy będzie lepsza okazja.
@bojowonastawionaowca