Jako że tutaj sami starzy ludzie, to mam dla was ciekawą rozkminkę.
Oglądałem ostatnio filmik Łukasza Łamży (popularyzator nauki) gdzie opowiada o przyczynach śmierci.
https://www.youtube.com/watch?v=qBk6zSmv3T0
W Polsce przyczyny zgonów to:
36% choroby układu krążenia
24% nowotwory
7% choroby układu oddechowego (grypa i covid chyba się tu wlicza)
5% wypadki
...
Upraszczając, możesz umrzeć na zawał/wylew albo na nowotwór.
Dalej gość mówi tak: zmniejszając prawdopodobieństwo zawału ZWIĘKSZASZ prawdopodobieństwo, że umrzesz na raka. Niby jest to oczywistość, no bo prawdopodobieństwo śmierci zawsze wynosi 100%, ale ja to pierwszy raz usłyszałem tak jasno powiedziane.
Wszystkie kampanie zdrowotne, które zachęcają do ruchu, mówią o tym, że ćwiczenia fizyczne przedłużają życie. To jest oczywiście prawda, dodatkowo polepszają jakość tego życia. Ale oznacza to też, że zamiast umrzeć w wieku 70 lat na zawał, umrzesz w wieku 80 lat na nowotwór - czyli zazwyczaj ciężej i boleśniej.
I teraz płyną z tego 2 wnioski: pierwszy jest taki, że warto unikać czynników rakotwórczych (np. palenie) bardziej niż czynników prozawałowych (cholesterol).
Drugi wniosek, dosyć brutalny, jest dla państwa: leczenie onkologiczne jest najdroższe, więc lepiej jakby ludzie umierali z innych przyczyn - i to raczej niezbyt długo po przejściu na emeryturę.