@Atexor mnie jeszcze przyszła ostatnio na myśl jedna rzecz, otóż czas "zwrotu inwestycji" jaką jest dziecko. Kiedyś to nie była tylko "gęba do wykarmienia", bo dzieci musiały pracować (pomagać) w domu, a na takiej wsi fizycznej roboty zawsze było dużo. Co ciekawe, dzieci było wielokrotnie więcej mimo gorszych warunków życia, gorszych perspektyw, gorszych możliwości, no gorszego wszystkiego. Dzisiaj dziecko musi się uczyć (co nie przynosi natychmiastowego "zwrotu inwestycji"), w domu owszem pomaga, ale chyba nie aż tak dawniej (mój starszy brat w wieku 12 lat ciął drewno piłą spalinową, na dzisiejsze warunki to trochę gruba sprawa jak na 12 latka, co? XD), no i wydłuża się okres tej inwestycji, bo zdolność do podjęcia pracy zarobkowej nie przychodzi nawet z pełnoletniością, więc dalej dziecko jest twoim utrzymaniem i to często aż do zakończenia studiów drugiego stopnia. Różnica na dzisiaj jest taka, że jest spora szansa że po studiach jest duża szansa na usamodzielnienie i całkowitą niezależność finansową (ale nie zawsze, co jest krytycznym problemem), wcześniej ta zależność wydaje mi się trwała znacznie dłużej, np. model mieszkania ze swoją własną rodziną i ze swoimi rodzicami w jednym domu. Świadomość tego wszystkiego według mnie może skutecznie opóźniać decyzję o powiększeniu rodziny.
Odróćmy narrację dla przykładu - gdybyś miał świadomość, że dziecko od powiedzmy piątego roku życia zacznie realnie pomagać w utrzymaniu domu, a w okolicach dziesiątego ograniczać je będzie głównie siła fizyczna, to wydaje mi się atrakcyjną myślą w kontrze do tego, że właściwie musi Cię być stać na pełne utrzymanie dodatkowej osoby w domu przez długie lata