
Podobnie jak wielu mieszkańców Moskwy, 34-letnia Alina, kierowniczka projektu, straciła nawyk korzystania z gotówki po latach wszechobecnych płatności elektronicznych. Musiała na nowo odkryć swoje umiejętności analogowe w tym roku, gdy rosyjski wywiad przejął skuteczną kontrolę nad internetem w kraju, odcinając dostęp milionom ludzi w stolicy i poza nią. „Musiałam prosić kolegów o gotówkę na lunch. Potem o bilet autobusowy, żebym mogła wrócić do domu” – mówi Alina, wspominając wpływ pierwszych dni zamknięcia w marcu. „Zajęło mi trochę czasu, zanim znalazłam portfel i przyzwyczaiłam się do jego noszenia”.
Przerwy w dostawie internetu dotknęły miasta w całej Rosji od zeszłego lata, uderzając w kraj, który do niedawna miał jeden z najwyższych wskaźników korzystania z internetu na świecie i był silnie uzależniony od płatności elektronicznych. Tej wiosny przerwy w dostawie prądu w końcu dotarły do Moskwy, gdzie mieszka około 10 procent ludności kraju. Po raz pierwszy od rozpoczęcia szeroko zakrojonej inwazji na Ukrainę w 2022 r. w stolicy doszło do kilkudniowych przerw w dostępie do mobilnego internetu. To drastyczna zmiana w stosunku do wcześniejszej polityki Kremla, polegającej na chronieniu Moskwy przed skutkami wojny.
Od marca przerwy w dostępie do internetu były sporadyczne, ale nieregularne. Nadchodzą nagle, nie z powodu ustawy czy ogłoszenia, ale z powodu serii przerw: zanikającego sygnału sieci komórkowej, nieustannego ładowania się trasy, nagłej bezużyteczności aplikacji, od których zależało codzienne życie. W ramach odrębnych działań, połączenia na Telegramie, z którego wcześniej korzystało około 90 milionów Rosjan miesięcznie, teraz rzadko działają w całym kraju, a wiadomości są dostarczane sporadycznie.
Jednym z pierwszych sygnałów skali przerw w dostępie do internetu w Moskwie był marzec, kiedy przestały działać tzw. „złote” toalety publiczne – obiekty akceptujące wyłącznie płatności kartą i drogie w instalacji. Kolejnym był wzrost popularności płatności gotówką. Trzecim sygnałem było ostrzeżenie rosyjskich firm technologicznych, że ograniczenia mogą uderzyć w ich zyski.
„Nic nie działa” – powiedział Aigul, cukiernik z moskiewskiej sieci supermarketów, w filmie na TikToku podczas jednego z zamknięć. „Żyjemy jak w epoce kamienia łupanego”.
Ale to nie tylko kwestia niekompetencji instytucjonalnej. Według byłych i obecnych urzędników oraz biznesmenów, za przerwami w dostawach prądu kryje się cicha zmiana władzy w państwie rosyjskim, ponieważ FSB, agencja będąca następczynią KGB z czasów sowieckich, przejmuje kontrolę nad tym, kiedy i komu przyznać dostęp do internetu.
„Otrzymali oni w praktyce główny przełącznik kontrolujący rosyjski internet” – mówi Sarkis Darbinian, prawnik specjalizujący się w wolności internetu.
Ta zmiana świadczy o tym, jak głęboko wojna na Ukrainie – i reakcja Rosji na nią – zmieniła życie w kraju, w miarę jak FSB rośnie w siłę i stara się odeprzeć postrzegane zagrożenia dla rządów Władimira Putina ze strony wrogów zewnętrznych i wewnętrznych.
Nowe regulacje rozgniewały wielu zwykłych obywateli, którzy teraz szukają sposobów obejścia ich ograniczeń. Pokazują one jednak również, w jakim stopniu kraj taki jak Rosja może przekształcić internet dla własnych celów, nawet jeśli wiąże się to, jak ostrzegają niektórzy przedstawiciele branży, z wysokimi kosztami.
Paweł Durow, założyciel Telegrama, napisał w zeszłym tygodniu, że represje odstraszają rosyjskich specjalistów od technologii. „Specjaliści, którzy mogliby stworzyć w Rosji system operacyjny dla smartfonów, masowo opuszczają kraj” – powiedział. Durow, mieszkający w Dubaju, dodał: „Rosyjski urzędnik, który w imię „suwerenności cyfrowej” złamał internet i cofnął kraj o dekady, zasługuje na medal za bezpieczeństwo narodowe – od USA”.
Przejęcie władzy
FSB od dawna odgrywa rolę w monitorowaniu i nadzorowaniu korzystania z internetu w Rosji. Do niedawna regulacje dotyczące internetu były w dużej mierze rozdzielone między władze cywilne, takie jak administracja prezydenta, Ministerstwo Rozwoju Cyfrowego i Roskomnadzor, organ nadzorujący filtry cenzurujące. Jednak od połowy ubiegłego roku, według osób znających sytuację, Druga Służba FSB, potężny organ bezpieczeństwa wewnętrznego, lobbował za bezpośrednią kontrolą.
Pod kierownictwem długoletniego szefa, generała pułkownika Aleksieja Siedowa, Druga Służba jest jednym z głównych instrumentów kontroli FSB, wymierzonym w działaczy opozycji, grupy społeczeństwa obywatelskiego i domniemanych wrogów wewnętrznych. Miała dwa główne argumenty za przejęciem władzy w internecie, o czym po raz pierwszy poinformował The Bell, niezależny rosyjski portal medialny na uchodźstwie.
Jednym z powodów do obaw było coraz intensywniejsze wykorzystywanie przez Ukrainę rosyjskiej infrastruktury mobilnego internetu do przeprowadzania ataków dronów w kraju. Rok temu, w ramach operacji znanej jako „Spiderweb”, ponad 100 dronów wystrzelonych z drewnianych skrzyń na ciężarówkach przemyconych do Rosji zaatakowało bazy lotnicze tysiące kilometrów od frontu.
„Drony działają poprzez połączenie z wieżami łączności komórkowej, więc najłatwiejszym sposobem ich unieszkodliwienia jest całkowite wyłączenie wież” – mówi wysoko postawiony rosyjski biznesmen. Gdy wieże przestają działać, dostęp do mobilnego internetu zostaje przerwany.
Dodatkowo, pojawił się problem Telegramu, który z perspektywy FSB stanowił podwójne zagrożenie: przestrzeń, w której Ukraińcy mogą planować ataki lub rekrutować Rosjan, a gdzie nadal może gromadzić się opozycja krajowa. Służby kontrwywiadu po raz pierwszy zaczęły obawiać się podatności Rosji na operacje przeprowadzane na zagranicznych komunikatorach pod koniec 2024 roku, jak twierdzi inny wysoko postawiony rosyjski biznesmen.
„Rosja nie chce znaleźć się w sytuacji, w której wrogie służby wywiadowcze mogłyby wykorzystać komunikator do sabotażu” – mówi.
W kwietniu szef FSB Aleksandr Bortnikow skarżył się podczas transmitowanej w telewizji rozmowy wideo na „wzmożoną aktywność wroga… w mediach społecznościowych i komunikatorach”. Miesiąc później opisał wykorzystanie oprogramowania wbudowanego w teherańskie systemy monitoringu wideo do atakowania irańskich przywódców jako „alarmujący sygnał”.
Zakaz korzystania z Telegramu pojawiał się z przerwami. Dostęp do niego był utrudniony od sierpnia ubiegłego roku, ale organ nadzorujący cenzurę potwierdził dopiero w lutym, że blokada nadal obowiązuje, od tego czasu usługa jest w dużej mierze niedostępna. Takie środki dały FSB nowy sposób na tłumienie sprzeciwu i zapobieganie „niekontrolowanej komunikacji między ludźmi”, jak twierdzi były wysoki rangą urzędnik.
W niedzielę w głównym cotygodniowym programie informacyjnym rosyjskiej telewizji państwowej pojawił się nieoczekiwany gość, który miał uzasadnić obawy FSB: Edward Snowden, sygnalista, który w 2013 roku ubiegał się o azyl w Moskwie po ujawnieniu szeroko zakrojonej inwigilacji prowadzonej przez USA. Snowden pojawił się u boku czołowych emerytowanych urzędników FSB, aby poprzeć twierdzenia agencji, że zachodnie firmy wykorzystują infrastrukturę firm technologicznych do szpiegowania Rosji.
Ani Kreml, który nie odpowiedział na prośbę o komentarz, ani FSB oficjalnie nie potwierdziły, że kontrola nad rosyjskim internetem uległa zmianie. Jednak oficjalne dokumenty i publiczne komentarze odzwierciedlają tę zmianę. Pod koniec maja Putin nakazał rządowi i FSB zapewnienie „nieprzerwanego działania” „krytycznie ważnych” usług podczas przerw w dostępie do internetu – co stanowiło wyraźne potwierdzenie, że takie przerwy będą się powtarzać. Ministerstwo Rozwoju Cyfrowego twierdzi teraz również, że „uzgadnia” ze służbami bezpieczeństwa, które strony powinny pozostać dostępne w takich momentach – słowa, które jeszcze rok temu byłoby nie do pomyślenia.
Nie wszyscy są pod wrażeniem nowej roli FSB. „Są jak małpa z granatem: włącza się przełącznik i połowa Syberii zostaje przypadkowo pozbawiona internetu” – mówi były wysoki rangą urzędnik. „To jest ich poziom kompetencji”.
Przymusowy detoks cyfrowy
Napisanie maila do rodziców zamiast zadzwonienia do nich przez komunikator. Wpadnięcie do kawiarni – a nawet do jednego z „publicznych punktów dostępu Wi-Fi” utworzonych przez władze – aby odpowiedzieć na wiadomość. Wyznaczanie tras z pamięci. Noszenie gotówki przy sobie i telefoniczne zamawianie taksówki zamiast zamawiania jej przez aplikację. To jedne z tych rutynowych czynności, które wielu Rosjan uważało za dawno zapomniane. Teraz jednak powróciły do codziennego życia.
Podczas marcowego zamknięcia Moskwy, państwowe media wkrótce zaczęły publikować alternatywne wskazówki dotyczące nawigacji, w tym sugestie, takie jak korzystanie z gwiazd czy zakup fizycznej mapy. „Nie można polegać wyłącznie na internecie. To nowa rzeczywistość” – powiedział w kwietniu rosyjskiemu serwisowi informacyjnemu poseł Jarosław Niłow.
Dla wielu nowa rzeczywistość to ogromna zmiana. Według danych OECD, Rosja ma większy odsetek użytkowników internetu niż takie kraje europejskie, jak Włochy, Francja, Niemcy i Polska. Kupujący mogli kupić kilogram pomidorów na targu, przelewając pieniądze bezpośrednio do starszej kobiety, która je sprzedawała, lub przekazać darowiznę ulicznemu muzykowi za pomocą kodu QR powiązanego z aplikacją bankową.
Tego typu transakcje zostały znacznie utrudnione przez zamknięcia. Chociaż statystyki z różnych źródeł różnią się, bank centralny przyznał, że przerwy w dostawie prądu były częściowo odpowiedzialne za wzrost popytu na gotówkę. Wysoki rangą dyrektor jednego z największych rosyjskich banków detalicznych twierdzi, że bank zaczął zezwalać na transakcje za pośrednictwem terminali POS podczas przerw w dostawie prądu – nawet jeśli nie może połączyć się z kontem kupującego. Zamiast tego zachowuje się tak, jakby „klient miał wystarczająco dużo pieniędzy”, aby pokryć płatność.
Rosyjskie grupy IT, takie jak Yandex, krajowy odpowiednik Google, i Ozon, sprzedawca detaliczny w stylu Amazona, uznały zakłócenia w internecie za jedno z głównych zagrożeń dla swoich wyników finansowych. Firmy związane z handlem online ucierpiały najbardziej: car-sharing, usługi dostawcze i sklepy internetowe, mówi Iwan Fiedjakow, dyrektor generalny Infoline, rosyjskiej firmy analitycznej. W obliczu ograniczeń i narastającego niepokoju ludzie zaczynają wydawać mniej, dodaje, a niektórzy zastanawiają się, czy wyjechać do innego kraju bez takich ograniczeń. „Sąsiedni Kazachstan wygląda natomiast jak oaza komfortu”.
Rozwiązania tymczasowe
Zakazy dotyczące Telegramu i WhatsAppa zmusiły zwykłych ludzi do wyboru państwowych alternatyw lub przejścia na wcześniej niepopularne aplikacje, takie jak amerykańska imo, południowokoreańska KakaoTalk i turecka BiP. Niektórzy zaczęli korzystać z Google Chat, wcześniej zarezerwowanego do komunikacji służbowej, lub teraz komunikują się ze znajomymi i rodziną za pośrednictwem poczty elektronicznej, a nie wiadomości prywatnych.
Inni znaleźli mniej proste rozwiązania. Alina Kudarova, blogerka mieszkająca na Bali, ominęła ograniczenia, używając kamery dla zwierząt zamiast bardziej tradycyjnej aplikacji, aby porozmawiać z rodziną w Rosji. Stała się viralem po opublikowaniu nagrania rozmowy, na którym jej rodzice leżą na podłodze i machają do obiektywu, a puszysty biały kot patrzy na nich z wyraźnym zdumieniem.
Rynek wirtualnych sieci prywatnych w Rosji „eksplodował” w tym roku, mówi Aleksiej Kozliuk, przewodniczący organizacji non-profit VPN Guild. Mówi, że tylko w marcu liczba pobrań aplikacji VPN w Google Play wzrosła 14-krotnie w porównaniu z rokiem poprzednim. Dodaje jednak, że obecnie toczy się „aktywna cyberwojna między cenzorami a dostawcami VPN. Usługa, która działała wczoraj, może dziś zostać zakłócona, a jutro zaktualizowana”.
Olga, menedżerka ds. kadr po sześćdziesiątce, zgadza się, że w jej rodzinnym Woroneżu VPN nie gwarantuje dostępu do zablokowanych stron internetowych. „Ciągle się zacina” – mówi. Kiedy niedawno przekroczyła granicę z Gruzją na wakacje, była zdumiona różnicą. „Czekaj, Telegram i WhatsApp działają?” – wspomina, wykrzykując. „Nawet filmy się pobierają, bez VPN-u, takie proste!”
Nietypowi krytycy Kremla
Moskiewskie ograniczenia internetu wywołały sprzeciw środowisk, które rzadko krytykują państwo rosyjskie – od uczniów i blogerów lifestylowych po reporterów prowojennych i gubernatorów regionów. W pierwszym kwartale tego roku ograniczenia te z dużą przewagą znalazły się na szczycie listy największych obaw Rosjan, według badania mediów i sieci społecznościowych przeprowadzonego przez KROS, dużą rosyjską firmę PR. Żadna inna kategoria nie zbliżyła się do nich.
„To się nie zdarzyło w przypadku COVID-19, ani nawet mobilizacji” na wojnę na Ukrainie – napisali jego autorzy.
Kanały na TikToku i Instagramie, dostępne w Rosji tylko przez VPN, pełne są wzruszających filmów młodych blogerów i zwykłych ludzi, często płaczących. „Więc zarabiam pieniądze, płacę im podatki, a oni blokują internet – gdzie zarabiam te pieniądze, żebym mógł im płacić podatki” – napisał Konstantin, przedsiębiorca z Tyumenu, w poście na Instagramie. „Czy dobrze zrozumiałem?”
Wiaczesław Gładkow, ówczesny gubernator obwodu przygranicznego Biełgorodu, ostrzegał w zeszłym roku, że Telegram to kwestia życia i śmierci, używana do śledzenia nadchodzących ataków. Blogerzy prowojenni, którzy zgromadzili na Telegramie miliony Rosjan, bili na alarm: żołnierze na froncie polegają na nim.
Administracja prezydencka Putina próbowała przeciwstawić się FSB, mając świadomość, że oburzenie opinii publicznej z powodu zakazów może wpłynąć na wrześniowe wybory parlamentarne, jak twierdzą dwaj byli wysocy rangą urzędnicy Kremla. „W internecie toczy się zażarta walka między FSB a cywilnymi urzędnikami Kremla, którzy są przeciwni zakazom” – mówi jeden z nich. „Putin będzie musiał w pewnym momencie wydać wyrok. Już teraz [zewnętrzne] sygnały świadczą o tym, że toczą zaciętą walkę”. Były urzędnik dodaje, że FSB „ciągle wymyśla najróżniejsze powody wprowadzenia zakazu, ale żaden z nich nie ma większego sensu… Putin również nie wyjaśnił tego do końca”.
Ale Aleksandra Prokopenko, pracownik naukowy Carnegie Russia Eurasia Center, twierdzi, że urzędnicy cywilni „nie mają żadnego wpływu na zmianę sytuacji”. Podobnie jak inni analitycy, spodziewa się dalszego zaostrzenia ograniczeń po wrześniowych wyborach.
Odważny nowy internet
Blokując zagraniczne platformy, Rosja buduje to, co urzędnicy nazywają „suwerennym Runetem”: krajową wersję internetu, którą służby specjalne mogą łatwo inwigilować i kontrolować. Kreml dąży do tego celu od lat, ale jego podejście zmieniło się od czasu pełnej inwazji na Ukrainę. Cenzura internetu przez długi czas opierała się głównie na blokowaniu konkretnych stron lub usług, ponieważ władze wybierały i blokowały poszczególne witryny lub usługi. Teraz system przeszedł na model białej listy – wciąż ograniczonej, ale stale rozszerzającej się listy zatwierdzonych przez państwo stron internetowych i aplikacji, które działają nawet podczas przerw w dostępie do internetu. „Obecnie realizują strategię domyślnego blokowania wszystkiego” – mówi Alena Epifanova, cyberbadaczka z Niemieckiej Rady Stosunków Zagranicznych w Berlinie.
Białe listy obejmują popularne od dawna rosyjskie usługi, takie jak Yandex Taxi i internetowe platformy handlowe, a także rodzime zamienniki, promowane w celu odciągnięcia użytkowników od blokowanych zagranicznych stron. Przykładem jest Max, komunikator opracowany przez VK, grupę mediów społecznościowych kontrolowaną w rzeczywistości przez Jurija Kowalczuka, jednego z najbliższych przyjaciół Putina. Wzorowany na chińskim WeChat, łączy w sobie funkcje wiadomości i usługi rządowe i nie oferuje kompleksowego szyfrowania.
Putin w zeszłym roku mianował Max „narodowym komunikatorem” kraju. Od tego czasu państwo poinstruowało pracowników organizacji finansowanych przez państwo, aby przeszli na tę platformę, przenosząc jednocześnie na nią wszystko – od czatów nauczyciel-rodzic po korespondencję pacjentów z lekarzami.
Jedną ze strategii był zakup taniego drugiego telefonu do Maxa i innych aplikacji powiązanych z państwem, przy jednoczesnym zachowaniu VPN-ów i zakazanych usług na osobnym urządzeniu – poinformowało FT kilka osób, które tak zrobiły. Niektórzy urzędnicy zaczęli drukować wizytówki ze swoimi prawdziwymi numerami telefonów komórkowych i numerami Maxa obok siebie.
Użytkownicy skarżą się, że ta wadliwa usługa może wysyłać wiadomości wideo do innych kontaktów niż zamierzony odbiorca. Instalacja aplikacji automatycznie subskrybuje również kanał informacyjny prowadzony przez Władimira Sołowjowa, jednego z czołowych rosyjskich propagandzistów, bez oczywistego sposobu na rezygnację z subskrypcji.
Jednak wielu zwykłych obywateli zakłada, że istnieje jeszcze jedna, ważniejsza cecha: Max jest w pełni transparentny dla rosyjskich służb bezpieczeństwa. „Rosyjski system cenzury i ograniczeń w internecie jest często porównywany z irańskim i chińskim. Jednak żaden z tych modeli nie oddaje w pełni tego, co dzieje się w kraju” – mówi Andriej Soldatow, starszy pracownik naukowy Centrum Analiz Polityki Europejskiej i ekspert ds. rosyjskich służb bezpieczeństwa. „Chiny od samego początku kontrolowały swój internet, podczas gdy Iran nigdy nie osiągnął takiego poziomu penetracji internetu i technologii jak Rosja” – mówi Soldatow. „Podejście Rosji, dodaje, jest „unikalne” i chaotyczne: „Improwizują rozwiązania dla konkretnych potrzeb, zamiast działać zgodnie z wielkim planem strategicznym”.
Pewien były wysoki rangą urzędnik wciąż jest pod wrażeniem skali zmian w kraju. „Nawet podczas wojny, jakieś trzy lata temu, «chiński internet» był w Rosji niemal brzydkim określeniem” – mówi. Ale po niedawnym powrocie z Chin zdał sobie sprawę, że w porównaniu z nim „internet w Chinach jest fantastyczny. Docierasz tam i możesz oddychać swobodnie”.
#wiadomosciswiat #rosja #politykazagraniczna
#owcacontent