Komentarze (13)

Miałem takiego kumpla, z którym pojechałem na wspólny wyjazd. Co 2 godziny musieliśmy robić przerwę w zwiedzaniu, bo on jest głodny i musi coś zjeść (╯°□°)╯︵ ┻━┻

@mannoroth Zazwyczaj śmieszy, ale czasem smuci. Mój ojciec jest dokładnie taki. Być gdzieś dla samego bycia, żeby powiedzieć kolegom z pracy, że "byłem w X", a na miejscu jedzenie, spacer z 300m, przerwa na kawę/lody, siedzenie, spacer, obiad, i do auta i do domu/noclegu.


Jako dzieciaki widziało się to mimochodem, radość była, bo nie jesteśmy znowu na podwórku, ale mimo wszystko człowiek widział i analizuje po latach. Największe rozczarowanko - wizyta u podnóży Trzech Koron - parking, żarcie, spacer z kilometr [!] wzdłuż rzeki, w stronę gór. Myślałem, że tam wejdziemy, ale nie. Zwrot, kupno koszulki, bo w górach byłem, żarcie, parking, do domu.


Także wyrośliśmy na takich zasiedziedziałych dorosłych (ja i siostra), wydawało się, że wycieczki to w ogóle dla bogatych. Trzeba się było nauczyć podróżowania i przede wszystkim odkrycia, że to fajne, dobre na psychikę, stres. Tyle ładnych/fajnych miejsc, a zna się tylko swoje podwórko, miasto i trasę dom-praca.


Mamy też mi szkoda. Całe życie jej obiecywał, gdzie to jej nie zabierze. Kiedyś mi się zwierzyła, że pierwsze lata to jeszcze w to wierzyła, po parunastu przestała. A on czasem opowiada, po alkoholu głównie.


Ciężki człowiek, całą książkę by napisał. Zabrałem ich (rodziców) raz na wycieczkę gdzieś dalej, razem z siostrą i jej rodzinom. Ale ciężko już rozplanować wycieczkę na tyle różnych gustów, w tym właśnie ojca, gdzie liczy się tylko być i jeść i do domu. Teraz mama chciałaby jeszcze na wycieczkę samolotem, gdzieś daleko. No kurde nie wyobrażam sobie tego. Ale będę próbował, ważne, żeby mamie się spodobało i tata nie marudził za dużo.

@antylop Ja inaczej, nie jeździłem nigdzie, bo rodzice uznali, że samochód im w życiu niepotrzebny. I tak jakiekolwiek wycieczki to albo ze znajomymi albo z dalszą rodziną Ale nie wiem co gorsze, chyba Wasz permanentny niedosyt.

@antylop Też tak miałem (jak Ty), aż poznałem żonę. Ona jest świetna w wymyślaniu różnych fajnych wycieczek, ale wprost ma niesamowity talent, żeby jeszcze znaleźć parking, dzień wstępu wolnego, odpowiednią godzinę na zwiedzanie (kiedy nie ma ludzi), tanią knajpkę ze świetnym jedzeniem, idealny hotel, w którym jest wszystko i w doskonałej cenie.

IMO powinna prowadzić jakieś miniaturowe biuro podróży z ciekawymi, mało odwiedzanymi destynacjami, ale zniechęca ją myśl, że Janusze i Grażyny narzekałyby na różne drobne niedogodności, niezależne od organizatora.

@Lemon_ Ja się chyba nauczyłem czegoś podobnego, ale przyznam, że to męczy strasznie. Ale lubię mieć zaplanowany cały dzień, gdzie parking, gdzie bilet, gdzie jemy. No chyba, że wakacje typu plaża. To co mówisz brzmi ciekawie, z drugiej strony chyba lepiej jak te mało znane miejsca pozostaną mało znane i będzie się można nimi cieszyć. A reszta niech lata za influ

@mannoroth Miałem szczęście mieć kolegę, którego ojciec jest bardzo społecznym człowiekiem, i byłem jako dziecko z rodziną kolegi na bardzo wyjątkowych basenach w Miszkolcu (Miszkolc Tapolca, obecnie nieczynne). To trochę pokazało, że da się zrobić fajną wycieczkę (i tanio, bo jego ojciec lubi też oszczędzanie) i że na świecie są świetne miejsca do poznania.


Moją pierwszą prywatną dorosłą wycieczką dalej niż pociągiem do województwa obok była właśnie podróż na Węgry, bo znałem miejsce, a jednocześnie mogłem się trochę sprawdzić w podróżowaniu, porozumiewaniu się bez języka, itd.

@antylop Miałem to szczęście że na studiach poznałem ludzi, dla których podróże były pasją i bardzo szybko się tym zaraziłem. Zwiedziłem kawał świata i nadal, mimo braku czasu, chcę poznawać nowe miejsca.

Zaloguj się aby komentować