Komentarze (15)
Ogólnie to spoko podsumowanie szura. No ale w rzeczywistości po przypierdoleniu z dużą prędkością w wodę, efekt byłby taki sam co o ziemię, czyli mielonka. Tu chodzi bardziej o rozległość oceanów i mniejsze ryzyko dla ludzi i infrastruktury w razie gdyby coś poszło nie tak, no i brak ryzyka, że kapsuła się usmaży na jakieś linii wys napięcia, albo stoczy się z góry czy coś.
Akurat wyjaśniałem to innemu użytkownikowi, więc zrobię autoplagiat i wkleję swój poprzedni post:
Głównie chodzi o paradoksalnie procedurę startu i ewentualnych scenariuszy awaryjnych. Amerykanie swoje misje załogowe prowadzą z wybrzeża Florydy i startują w kierunku wschodnim - nad Atlantyk. Jeśli w tym czasie dojdzie do awarii to awaryjne lądowanie będzie miało miejsce na wodzie. Sowieci z kolej swoje loty załogowe prowadzili z Bajkonuru i również startowali na wschód, jednak pod sobą mieli bezkresne stepy i pustynie, zatem gdyby u nich doszło do awarii to lądowanie awaryjne miało by miejsce na lądzie.
Inna rzecz to sama marynarka USA mocno lobbowała za wodnym lądowaniem. W czasie II WŚ USA zwodowało absurdalną liczbę okrętów które zaczeli złomować zaraz po wojnie. Żeby je utrzymać jak najdłużej w służbie admirałowie starali się znaleźć nowe zadania dla rozrośniętej floty i z tego powodu wodne lądowania bardzo przedłużyło życie wielu okrętom.
Zaloguj się aby komentować


