Gałka lodów u mnie w mieście - 7,50. I to nie za żadne rzemieślnicze fiu-bździu. Pojebało ich z tymi cenami. Dwa piwa można za to kupić. Kosmiczne przebicie musi na tym być.
#zalesie #gownowpis
Gałka lodów u mnie w mieście - 7,50. I to nie za żadne rzemieślnicze fiu-bździu. Pojebało ich z tymi cenami. Dwa piwa można za to kupić. Kosmiczne przebicie musi na tym być.
#zalesie #gownowpis
@Nemrod chciałbym poznać ceny tych produktów. Nawet te lepsze lody na patyku raczej nie kosztują więcej niż 5 złotych. Wiadomo, skala i tak dalej, ale i tak kłuje mnie to w głowę.
Jeśli masz swoją bazę, to wtedy kupujesz składniki i sam robisz.
Jest u nas w mieście lodziarnia, która chyba sama wszystko ogarnia i cen wcale nie ma niższych. No bo nie muszą mieć nizszych, skoro i tak ludzie kupią.
@BoJaProszePaniMamTuPrimaSorta Oczywiście - taka lodziarnia często ma swoją renomę i też się ceni. Jeśli ktoś prowadzi to od bardzo długiego czasu, to ogarnia też cykle cenowe na cukrze i mleku w proszku - to się da kupić na dołku i magazynować, dzięki czemu możesz potem utrzymać ceny przez cały sezon. Reszta to lokalizacja i ceny konkurencji + koszty i mniej więcej znajomość ile kasy potrzebujesz, żeby przeżyć zimę (i mieć kasę na rozruch w następnym roku).
Lody na patyku są jednymi z bardzo wielu produktów danego sklepu spożywczego, a produkowane są w innym miejscu, na masową skalę. Lodziarnie stacjonarne muszą mieć dobrą miejscówkę, produkcja zwykle jest na miejscu, zarobią tylko na tym plus ewentualnie na jakiejś kawie, czy co tam mają w ofercie - przez pół roku, a czasem krócej (nad morzem sezon trwa właściwie 2,5 miesiąca).
[nie siedzę już w tym, ale prawdopodobnie mleko w proszku dalej jest w opór drogie]
@BoJaProszePaniMamTuPrimaSorta No to opisałem. Dobra lokalizacja kosztuje, a zarabia tylko pół roku - płacisz 12 miesięcy. Jeśli to jest typowa lodziarnia z własną produkcją, to i tak nie da się tam otworzyć niczego innego zimą, nawet gdybyś miał na to jakiś pomysł. Pracownicy również sezonowi - u nas wyglądało to tak, że co drugi rok zimą brali zasiłek dla bezrobotnych, bo przysługiwał. Ale zatrudnienie jest od kwietnia do października. Tu również wypłata musi być odpowiednia, żeby się takiej osobie to kalkulowało (zamiast iść do pracy i dostawać 12 wypłat). Prądu idzie w opór, utrzymanie i konserwacja tych maszyn jest droga. Same maszyny też w cholerę kosztują. Najwięcej idzie mleka w proszku - to się zamawia na tony, cukru - podobnie, jajek w proszku. Śmietankowe to jest baza. Na smaki musisz mieć albo owoce - u nas jagodowe były z jagód - te się kupowało od zbieraczy i robiło zapasy w zamrażarkach na cały rok, albo pasty. Więc niektóre smakowe były robione całkowicie własne: czekolada, truskawka, banan, cytryna, jagoda. Reszta to pasty. Najlepsze są te włoskie - też również kosztują odpowiednio. Jak chcesz mieć renomę, to jeszcze ogarniasz trendy i wprowadzasz nowości - niektóre pasty i dodatki są tak drogie, że gałka potrafi wyjść na zero. No ale masz bogatą ofertę, często taką, której nie ma nikt w okolicy. Oczywiście podatki, choć oprócz VATu na działalność sezonową masz ryczałt - są tabelki, gdzie jest określone ilu pracowników, czy miejscowość turystyczna i która strefa.
Za 15 złotych są pyszne lody, 900 ml, czy to biedronka, czy to Lidl, czy polskie dino, kupuję całą pakę i z drewnianymi łyżeczkami na grilla zamykam się w niecałych 20 PLN. Aż do porzygu
Zawsze mnie to zastanawia, jak to jest, że lodziarz u mnie narzeka, że cena wysoka, aby opłacić dwie pracownice, które stoją obok niego w budzie, kiedy on nakłada lody, druga podaje papierek, a trzecia kasuje hajsy na kasie...
Zaloguj się aby komentować