Dzień dobry się z Państwem,
Imprezy, imprezami. Można jeść, pić, gadać, generalnie pysznie się bawić do późnej nocy, ale później trzeba rano wstać, żeby (na ostatnią chwilę) dokończyć sonet, bo się przecież edycja kończy.
Na tym polega odpowiedzialność.
Albo nerwica natręctw.
Leśna ptaszyna
Gdzie owoc na krzaczku jeżyny dojrzewa,
Skąpany w objęciach słonecznego żaru,
Piecuszek - choć ptaszek to lichych rozmiarów,
Melodyjne trele dźwięcznym głosem śpiewa.
Lecz milknie po chwili, żeby nie rozgniewać,
Pani piecuszkowej, która wśród konarów,
W gniazdku miała czekać na obiad z komarów,
I jajeczka kruche ciepłem swym ogrzewać.
Więc on się uwija, aż z wysiłku kwili,
Łapie muszki w locie i pajączki z ziemi,
Licząc, że małżonka starania doceni.
Lecz nadzieje prysły w gnieździe w jednej chwili,
Bo mizernym nagle zdał się zbiór obfity,
Gdy sześć, żreć chce dziobów w skorupkach rozbitych.
#zafirewallem #nasonety #diriposta


