Komentarze (10)

Sam słyszałem o dwóch przypadkach bezpośrednich trafień w głowę - zwykle przez snajpera. Jednego wywieźli do Niemiec i tam wybudzili ze śpiączki, a drugiego, który dostał w czoło, składali na miejscu. I trzeba powiedzieć, że zrobili świetną robotę. Chłop się nawet ożenił, choć 2 lata po tym zmarł z powodu wylewu (1,5 miesiąca temu). Uznali oczywiście, że to było skutkiem tego postrzału.

@Nemrod to mieli szczęście że brali udział w jakiejś strzelaninie gdzie zapewne było więcej osób, stabilna linia frontu i pojazdy, teraz rany postrzałowe to rzadkość, 80-90 to rany od odłamków, a na ewakuację czeka się wiele dni, ratownik u Strzyżewskiego mówił że jakieś 11 średnio. Tragedia.

@Opornik To były tematy z początku wojny. Wywieźli go do Dnipro, gdzie mu składali kości czaszki, potem gdzieś walczyli o mięśnie powiek, a potem jeszcze sanatoria.

@Nemrod Mogę Ci dorzucić trzeci przypadek - mój dziadek. Dostał postrzał w głowę, tuż nad łukiem brwiowym i kula wyszła pod uchem. Przeżył, aczkolwiek gorzej słyszał na lewe ucho.

@Lemon_ Pierwszy opisany dostał w ciemię, a drugi w czoło. Tu raczej nie weszły, bo hełm, ale siła uderzenia była tak duża, że pierwszego później musieli wybudzać ze śpiączki, a drugiemu wstawić metalową płytę.

Zaloguj się aby komentować