Ja od września dobierałem leki na ADHD. Teraz wiem jak sobie zjeść pigulke, żeby być "normalnym". Taka plotka - nie potwierdzone info - ale na autystyków wiele leków i substancji działa mocniej. Czy na pewno trafiłeś na dobrego psychologa, który wiedział jak cię prowadzić? Terapia ponad 2 lata u tej samej osoby to oszustwo. No ale jak nie masz kasy na innego, to może w inny sposób?
Idź do klasztoru buddyjskiego albo świątyni. Naucz się medytacji.
Poczytaj filozofii. Jesteś na rencie? Masz czas. Polecam zacząć albo od Eckharta Tollego - Nowa Ziemia. A jeżeli to nie twój klimat to kurs psychologii dla studentów inżynierii (możesz być słaby z matmy nikt tego nie sprawdza). Personality and Its Transformations, Jordan Peterson. Koniecznie wersja z 2017 roku - jest na yt. Znajdziesz.
W szkole tak samo, poprawki itd. oblałem trzy razy pierwszy semestr na studiach. Do tej pory mam za złe mamie, bo wiedziała, że jestem "nienormalny", ale nie wysłała mnie do psychologa. Myślała, że jak mam Aspergera to będę jak Einstein. C⁎⁎ja wafla.
Ale wiesz co? Po latach, moi koledzy od jarania zaczęli wierzyć w płaską ziemię. Kłóciłem się z nimi. Znaleźli filmik jak inżynier tłumaczy matematykę płaskiej ziemi. Tam było coś mocno nie tak, ale byłem za słaby z matmy, żeby im wytłumaczyć.
Więc codziennie siadałem do matematyki z Khan Academy. Chciałem zacząć z liceum. Ale musiałem lecieć od końca podstawówki. I może nie w materiale z podstawówki, ale w tym z gimnazjum często musiałem powtarzać materiał. Rekord to koło trygonometryczne - trzy dni oglądania w kółko jednego filmiku. I po trzech dniach weszło.
Zgaduję, że nie tak wyglądała nauka matematyki u ciebie. Pewnie nauczyciel leciał z tematem i wyjebane (a tak serio to nie miał czasu) czy umiesz czy nie. Tylko że matematyka to nie historia. Wszytko zależy od tego co było wcześniej. Podwinie ci się noga i leżysz. I jeszcze tylko słuchasz, że jesteś idiotą.
Ale nie każdy myśli tak samo szybko. Natura stworzyła ludzi zróżnicowanych, bo takie społeczeństwo najlepiej radzi sobie z życiem. Społeczność identycznych ludzi wyautuje jeden odpowiedni problem. W zróżnicowanym ten problem załatwi jednego. A w dobrze funkcjonującym społeczeństwie inni pomogą mu wstać na nogi.
Co do braku uczuć - też tak miałem. Tak jakby nie byłem połączony z moimi uczuciami. Albo czułem się źle albo dobrze. Z rzeczy którymi mogę się podzielić na ten temat to pomogła mi yoga na osiedlu hippisów. Nauczycielka robiła zawsze duży nacisk na skupienie się na tym jak się czujesz. I z tych ćwiczeń + trochę czasu, udało mi się wejść na level, gdzie jako tako umiem "czuć" emocje. Najśmieszniejsze jest to że w sumie zawsze je czułem, tylko momentalnie się przestymulowywałem nimi. I nie umiałem ich czuć. Nie dostałem tego za darmo jak inni. Musiałem ćwiczyć i ćwiczyć.
A co do kokainy - to jest straszne gówno. "Hakujesz" swój organizm dając mu za darmo neuroprzekaźnik sensu. Już lepiej MDMA. Ułatwia połączenie się ze swoimi uczuciami. Tylko wymaga dużej wiedzy, żeby sobie nie zrobić krzywdy. Jak w sumie wszystko. Jest dużo info o tym jak poprawnie używać np. na erowid.org
A efekt kokainy poczujesz wchodząc do lodowatej wody na kilka minut - ew. lodowaty prysznic. Nie licząc bycia okradanym i wspierania ludzi, którzy obdzierają żywcem ze skóry innych. Ale poziom toniczny dopaminy jest taki sam.