Cień szpikulca do lodu: Czym była lobotomia i jak zniszczyła dzieciństwo Howarda Dully’ego?

hejto.pl

Wyobraź sobie, że masz 12 lat. Nie jesteś idealny – czasem kłócisz się z macochą, zdarza ci się nie posprzątać pokoju albo zjeść coś prosto z lodówki. Typowy nastolatek. Twoja mama jednak cię nienawidzi. Idzie do lekarza i mówi: „Zróbcie z nim porządek”. Lekarz bierze do ręki narzędzie, które wygląda jak szpikulec do lodu, wsuwa je pod Twoją powiekę i uderzeniem młotka wbija się prosto w Twój mózg. Tak zaczyna się historia Howarda Dully’ego – człowieka, który przeżył własną egzekucję.


Zanim przejdziemy do Howarda, musimy zrozumieć potwora, który go okaleczył. Lobotomia była w latach 40. i 50. medycznym hitem. Dr Walter Freeman, nazywany „Showmanem ze szpikulcem”, podróżował po USA swoim „Lobotomobilem” (furgonetką przerobioną na gabinet). Wykonywał zabiegi masowo, czasem dwa naraz – po jednym szpikulcu w każde oko.

Technika była brutalna: lekarz wbijał stalowy pręt przez cienką kość oczodołu, aż poczuł, że jest w mózgu. Potem wykonywał ruch wahadłowy, przecinając włókna nerwowe. Nie było precyzji, nie było skanów. Było tylko chrupanie łamanej kości i krzyk, który szybko cichł, gdy pacjent zamieniał się w „potulną owieczkę”.


Howard Dully był najmłodszą ofiarą Freemana. Jego macocha, Lou, była kobietą o lodowatym sercu. W swoich notatkach dr Freeman zapisał jej skargi na 12-latka:

  • „Howard nie chce iść spać, gdy mu każę”.

  • „Marzy na jawie”.

  • „Podjada nocami w kuchni”.

Dla każdego współczesnego psychologa to opis dorastającego dziecka. Dla Lou Dully był to powód do „uśpienia” osobowości pasierba. Freeman, mimo że w swoich tajnych aktach przyznał, że Howard zachowuje się normalnie, uległ namowom kobiety. Za jedyne 200 dolarów (dziś to równowartość około 1800 USD) zgodził się przeprowadzić zabieg w swoim gabinecie, bez wiedzy ojca chłopca, który był zbyt słaby, by przeciwstawić się żonie.


16 grudnia 1960 roku Howard został zabrany na „badania”. Freeman zaaplikował mu elektrowstrząsy, by stracił przytomność, a potem wbił szpikulce w jego oczodoły. Kiedy Howard się obudził, nie pamiętał nic. Miał dwa ogromne siniaki pod oczami (tzw. oczy szopa). Macocha powiedziała mu, że to tylko skutek badań.


Ciekawostka: Freeman był tak dumny z operowania dziecka, że kazał Howardowi pozować do zdjęć tuż przed zabiegiem. Na tych fotografiach widzimy przerażonego chłopca, który nie wie, że za chwilę straci wszystko, co czyni go człowiekiem.

Życie jako „fantom”


Większość pacjentów po lobotomii zostawała „warzywami”. Howard miał niesamowite szczęście – fizycznie pozostał sprawny, ale jego wnętrze legło w gruzach. Przez kolejne 40 lat czuł się jak „fantom we własnym ciele”.

  • Apatia i gniew: Nie potrafił odnaleźć się w szkole. Tracił zainteresowanie wszystkim, co wcześniej kochał.

  • Margines społeczny: Spędził lata w szpitalach psychiatrycznych, poprawczakach i więzieniach. Był bezdomny, walczył z ciężkim alkoholizmem.

  • Puste miejsce w pamięci: Zawsze wiedział, że „coś” mu zrobiono, ale rodzina milczała. Macocha wyrzuciła go z domu niedługo po zabiegu, bo – ironicznie – lobotomia nie uczyniła go tak posłusznym, jak marzyła.


Prawda wyszła na jaw dopiero po 2000 roku. Howard, będąc już dojrzałym mężczyzną, z pomocą dziennikarza dotarł do archiwów dr. Freemana. To, co tam przeczytał, złamało mu serce po raz drugi. Znalazł listy swojej macochy, w których pisała: „Cieszę się, że to zrobiliśmy, teraz Howard jest cichszy”.


Znalazł też najbardziej wstrząsający dowód: notatkę Freemana napisaną krótko po operacji, w której lekarz przyznaje, że operacja była błędem, a chłopiec prawdopodobnie nie był chory.


Naukowcy do dziś zachodzą w głowę, jak Dully mógł po lobotomii założyć rodzinę, pracować jako kierowca i napisać książkę. Odpowiedzią jest neuroplastyczność. Jego 12-letni mózg był jak plastelina – gdy Freeman przeciął główne „autostrady” nerwowe, mózg Howarda zaczął budować wąskie, kręte ścieżki naokoło zniszczeń. Howard nauczył się żyć na nowo, choć do dziś twierdzi, że brakuje mu „emocjonalnej głębi”, którą mają inni ludzie.


Howard Dully żyje do dziś. Jest żywym pomnikiem walki o godność pacjenta. Jego historia przyczyniła się do ostatecznego potępienia lobotomii i wprowadzenia surowych zasad bioetycznych.

Kiedy dziś patrzy w lustro, wciąż widzi blizny w kącikach oczu. Są one przypomnieniem o czasach, gdy lekarze bawili się w bogów, a rodzice mogli legalnie „wyłączyć” własne dzieci.


#ciekawostki #medycyna #ciekawostkimedyczne #medyczneprzypadki

hejto.pl

Komentarze (10)

@DEATH_INTJ to jest bardzo ciekawy i wielopłaszczyznowy temat. Polecam się w niego wgłębić! I to raczej był amerykański fenomen, bardzo powiązany z ich purytańsko-chrześcijańską kulturą. W Europie dużo mniej obecny. A historia leczenia chirurgicznego zaburzeń psychicznych jest starsza niż wynalazek pisma, i dość uniwersalnie rozsiana po świecie. Także to raczej cecha ludzi, że szukają efektownych i prostych rozwiązań skomplikowanych problemów :P

@Miszcz_Joda Ja pi⁎⁎⁎⁎lę, każdy artykuł o lobotomii powoduje u mnie ciarki. Jak można było wpaść w ogóle na tak pokurwiony pomysł i go stosować?

@Aksal89 jak się prześledzi jej rozwój, to tok myślenia był nawet logiczny. Ale, k_rwa, owcześni lekarze/psycholodzy/filozofowie wychodzą na kompletnych barbarzyńców z gwoździem w głowie. To jest taki fenomen, że technologia rozwinęła się dużo szybciej, niż dały radę za nią podążyć jakiekolwiek procedury i system kontroli. A to co w samochodzie czy pralce skutkowało awariami, tutaj decydowało o całym życiu ludzi 😬

@Aksal89 Wiesz, to wówczas była nowoczesna metoda leczenia. Lepsza niż palenie na stosie

My teraz patrzymy na tę procedurę z obrzydzeniem i jak na coś barbarzyńskiego, ale pewnie za 100 lat ludzie będą patrzeć na naszą "nowoczesną" medycynę z podobnym zdziwieniem.

Nie wiadomo, jak się to rozwinie, ale pomyśl, że np. stworzą jakieś nanoboty, które będą w stanie samodzielnie przeprowadzać wiele zabiegów bezoperacyjnie. I w takim przypadku ktoś powie: "jak można było kogoś kroić, żeby zrobić ten zabieg? To jakieś barbarzyństwo!"

@LovelyPL 

Nie wiadomo, jak się to rozwinie, ale pomyśl, że np. stworzą jakieś nanoboty, które będą w stanie samodzielnie przeprowadzać wiele zabiegów bezoperacyjnie. I w takim przypadku ktoś powie: "jak można było kogoś kroić, żeby zrobić ten zabieg? To jakieś barbarzyństwo!"

Obstawiam że za jakiś czas wymyślą że "infinite scroll" w telefonach cały czas przy dupie to będzie azbest obecnych pokoleń.

Artykułu nie przeczytałem i może ta informacja w nim jest: Egas Moniz dostał nobla za lobotomię.

Ciekawy jest też przypadek Waltera Jackson Freemana - ten to leciał hurtowo.

Mam 3 córki. Nie raz i nie jedna doprowadza mnie do granicy wytrzymałości ale k⁎⁎wa nawet mi nie przyszło do głowy uderzyć którejś (chociaż 30 lat temu spokojnie kabel od prodiża by poszedł w ruch, a mój ojciec zastanowiłbym się czy może pasek jest lepszy albo otwarta dłoń).

Co dopiero taki horror dziecku zafundować. Też mam de facto pasierbice ale wszystkie są moimi córkami. Żadnej bym nie mógł tak krzywdzić. Na samą myśl niedobrze się robi człowiekowi.

Zaloguj się aby komentować