Przecież to jest oczywista bzdura, przy tym jakie były drogi wtedy i jakimi średnimi prędkościami się poruszało zrobienie takiego przebiegu zajmowało jeszcze więcej niż teraz. W dzisiejszych czasach powszechnie uważa się że 30tys km rocznie to już sporo jeżdżenia, wobec tego przebieg z obrazka to niemal 30 lat jazdy. Chyba że mówimy o taksówkach, ale to jest tak reprezentatywna grupa użytkowników jak handlowcy...
Miałem w jednej z dawnych robót takiego Heńka. Dawna prószkowska złotówa z lat 90- archetyp wąsatego janusza, alkoholika i cebulaka, który na taxie woził klientów po burdelach i r⁎⁎⁎ał na potęgę dziwki w ramach prowizji od przywiezionych ludzi, ale jak go żona raz zdradziła to zwyzywał ja od starych kurwisk i nie wahał się chlusnąć jej z rondla wrzątkiem w twarz, a potem płaku płaku, że został sam, bo po tym numerze wszystkich trzech synów się od niego odwróciło i zerwało kontakty.
W każdym razie opowiadał, że miał wtedy taką beczkę 200D. Była tak zajechana, że dorobił jej rozruch na 24V, bo normalnie już nie chciała mu palić. Do tego jechała max 80 km/h. Taki to za⁎⁎⁎⁎sty silnik był. Fiu fiu, nie to co te dzisiejsze pierdziki.
Dzisiaj wszystko to już gównolit, ale jeszcze w dwutysięcznych zdarzały się takie auta - przypadek sprzed paru lat, e46 M57 184KM kumpla, na blacie oczywiście ~250kkm, po podłączeniu kompa wyszło ponad 700 xD nic się z silnikiem czy skrzynią nie działo, ale to niezajebywalny motor. Ba, nawet xdrive chociaż już trochę stukał przednim dyfrem chodził jak trzeba.
Aha... To co wyżej napisano.
Ponad 800 tys. km to taki Mercedes robił u dwudziestego właściciela po dwukrotnym remoncie kapitalnym silnika.
Ojciec miał 240D za końcówki komuny plusem było to że turkotało toto na olej napędowy. Wygoda ergonomia itd na bardzo wysokim poziomie. Bezawaryjne również ale jeśli chodzi o to ostatnie to nic nadzwyczajnego bo taką samą bezawaryjność miał stary Opel Omega/Senator czy golf I/II. Reszta tych bzdetow to marketing speców od MB.
Samochód dla mnie ładny solidnie wykonany i w miarę bezawaryjny. A jego legenda polega na tym że za tamtych czasów mieliśmy porównanie z poldolotami czy innymi Fiatopodobnymi wynalazkami które też swoją drogą były niezłe w momencie ukazania się na rynku ale nie dwadzieścia lat później ogołocone ze wszystkiego w wersjach kryzysowych.
DB a później MB nigdy nie potrafił zrobić silnika bezawaryjnego i za razem rozsądnego (patrz DB 605 do Messerschmitta). Albo wysilali silnik do granic wytrzymałości i padaka albo taki naddatek materiału że kucyków nie było. Z ichniejszym konstrukcji to można polecić 2.7 CDI bo on jako jedyny ma optimum pomiędzy KM a wytrzymałością. Że strasznych to chyba jedynie 2.9 TD ale to znów bez szału w mocy.
@Tichy dziadek mój miał prosto z fabryki, Mietek jeździł i kręcił kilometry jak dziki. Wiadomo były jakieś serwisowe naprawy, wymiana oleju itd. Ale nie było żadnych poważnych usterek. Mietek zrobił chyba z 800 000km lekko, aż się kurwa złamał w połowie. I mimo tego złamania na złom dojechał sam. Także jak się dba to się ma.
Zaloguj się aby komentować