324 632 + 8 + 14 + 200 + 30 + 2 = 324 886
Opis w budowie za komputerze proszę powrócić za 10 minut
Robi się. A wiec standardowe jazdy do sklepu, z dziećmi i czwartkowy wyjazd do Mławy na grób taty zapalić świeczki. W końcu był ostatnio dzień taty, brat wrzucił zdjęcie z info, że był i mnie zmotywował. Końcówka urlopu, z różnych względów bez wyjazdu, dzieci musiały być w przedszkolu/żłobku no to...
Wstępnie miałem pojechać tylko w jedną stronę Warszawa-Mława i powrót pociągiem. Ale później dorysowałem trasę z powrotem. Cały czas asfalt bo jakbym na Komocie wybrał trasę turystyczną to z pewnością piachy by były grane. A ja nie toleruję/nie lubię.
A więc negocjacje wykonane. Budzik nastawiony - start 5:15. Przed dwie godziny był wiatr neutralny. Jechałem spokojnie. A później zgodnie z prognozami zaczął bardziej przeszkadzać, a wręcz wiać w pysk. No niestety. Rano było jeszcze lekko chłodno, że dopiero pod Ciechanowem zdjąłem bluzę na długi rękaw i posmarowałem kremem ramiona i nogi. Generalnie jazda jak jazda bez przygód oprócz jednego wymuszenia pierszeństwa bo przecież rower na rondzie to nie pojazd tylko mucha do przejechania.
Za Ciechanowem wiało już konkretnie w pysk, że zwolniłem do 20 km/h. Poprowadziło mnie główną trasą więc jak mnie mijały ciężarówki (których było dużo) to dostawałem za każdym razem mega podmuch. No żesz... Za Konopkami spotkałem się z bratem. On świeży ja mocno padnięty musiał się pilnować, żeby mnie nie zgubić. Zajechaliśmy do Biedronki, gdzie kupiłem 2 jogurty pitne (żele mi nie podchodzą), butelkę wody i coś w stylu 4move - elektrolity. Myślałem, gdzie to przeleję ale wypiłem połowę na raz. Obok w McKaczorze frytki z kanapką i colą (tylko dla czego wziąłem zero). Brat się zdziwił, jak mu po wiedziałem, że mam 125 km i wstępnie wracam do Ciechanowa i zobaczę (30 km). Bo byłem naprawdę padnięty. Zajechałem na cmentarz, zapaliłem wkłady i z powrotem.
No i jak wyjechałem już w kierunku powrotnym to baja bongo ba ja. Wiatr pchał, siły powróciły, nagle miejscami jechałem 28-30 km/h stając też na pedałach. Do Ciechanowa wróciłem na lajcie. Krótki odpoczynek i jogurt przy dworcu. Pogawędka z miła, starszą Panią która spytała, czy może się przysiąść na ławce tam gdzie jest cień (o dzieciach, rowerach, itp). Generalnie robiło się już ciepło bardzo. Bardzo ciepło.
Nadal z wiatrem w plecy jechało się fajnie ale Garmin zaczął pokazywać 33-34 stopnie. O ile w zacienionym miejscu dało się wytrzymać to na pełnym, odkrytym terenie było już słabo. Miałem plan zaliczyć powrót w całości na kołach ale uznałem, że w tym upale to tak średnio. Bałem się, że rozboli mnie głowa itp. i skończy się kozakowanie. Wypiłem większość z bidony, przy stacji zjadłem loda i kupiłem zimną wodę i obrałem cel na Nasielsk. Zdążyłem na planowany pociąg. Wpadła kolejna, chyba już moja 10-ta w mojej karierze rowerowej 200tka którą nie wstyd pochwalić się facebook czy hejto w szerszej formie. W sumie nie mogłem inaczej bo @Furto i @fonfi robią x 2,5 tyle i nie marudzą. Wstyd by był przed tymi Panami, co ja bym powiedział. Ale jak oni to robią to ja nie wiem... ciągle planuje te morze na raz ale bez wiatru w plecy to nie ma co podchodzi.
No i suport mi umarł, trzeszczy i do wymiany...
Dzięki kremowi do opalania nie spaliłem się też tak bardzo, polecam na kilka najbliższe dni. Bo teraz to chyba można tak od 5-tej do 10tej...
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin





