@Cybulion Dla jednych wymarzone retro, a dla mnie ponura przeszłość PKP, do której nie warto wracać. W przedziale 6-osobowym upchnęli kanapy na łącznie 8 osób, ludzie siedzieli jak sardynki. Zawsze się o kogoś ocierałeś. Oparcie pośrodku stanowiło źródło konfliktu. Ponadto, kąt siedzenia i oparcia był jak na krześle, więc zasnąć się nie dało, chyba, że z wygiętą do tyłu głową na tzw. "skarbonkę". Złodzieje grasowali po pociągu non-stop i trzeba było, żeby ktoś nie spał, żeby nie okradziono wszystkich. Ludzie żarli kanapki z kiełbasą i gotowane jajka, popijali browarami i wódą. Grali w karty i darli ryja. Papierosy palili wszyscy w przedziale, więc była siekiera. Kosze były rozwalone, przejść się korytarzem nie dało, taki był ścisk. Ludzie spali na korytarzach i w kiblach. Drzwi między wagonami to dwie osoby musiały otwierać, a samo przejście między wagonami to był hardkor, bo wiał wiatr, śnieg i był straszny hałas. Sracz zapchany i śmierdzący, nigdy nie było papieru, ani wody. Drzwi zewnętrznych się nie dało się normalnie otworzyć, bo chodziły tak ciężko, a w dziurę między schodkami, a peronem co chwila ktoś wpadał. Walizki się ledwo mieściły w przejściach, nie mówiąc o wózkach dla dzieci. Więc szczerze. Nie tęsknię za tym gównem. To było jak w dniu świra....