1 932,49 + 23,71 + 10,27 + 10,12 = 1 976,59


Jeśli się zastanawiacie co się dzieje z enronem... no to się cosik dzieje. Dzieje się już od jakiegoś czasu, ale dopiero ostatnio dopadło na tyle skutecznie, by zaburzyć regularność moich wpisów w #sztafeta


Jakoś na przełomie listopada i grudnia najstarszy syn przyniósł do domu jakąś infekcję. Na tyle wredną, że dopadła wszystkich - jeszcze nigdy tak nie miałem, by wszyscy trzej synowie byli na antybiotyku, a do tego rozłożyło zdrowotnie żonę a i mnie lekko siekło. Niby się nie dałem, ale osłabienie było wyraźne. Potem się poprawiło i niby odeszło w zapomnienie.

Dlaczego o tym piszę? Bo być może to miało jakieś powiązanie z tym, co się zaczęło dziać z moją skórą. Z początku jakieś lekkie łuszczenie i pękanie skóry za uszami, jakieś zaczerwienienia na udach (niby normalne przy bieganiu zimą), ale powoli postępowało coraz bardziej i przed świętami zaczęło być dość uciążliwe - zaczęło się ze mnie dosłownie sypać, a naskórek tu i ówdzie odchodził całymi płatami. Jako facet z wielkim bólem pogodziłem się z koniecznością smarowania się różnymi mazidłami (błeee) i próbami modyfikacji diety (choć generalnie nic nie zmieniałem w swoim życiu). Ale gdy nawet skóra na twarzy zaczęła odłazić płatami to poszedłem w końcu - dzień przed świętami - do dermatologa.

Tam diagnoza - łojotokowe zapalenie skóry, czyli teoretycznie w jakiś sposób zabiłem całą florę bakteryjną chroniącą moją skórę i teraz atakują ją grzyby i inne bakterie, co objawia się właśnie w taki sposób. Zalecone różne mazidła, jak najkrótsze kąpiele, jak najmniej mydła, polewanie się sokiem z cytryny żeby obniżyć pH. I co? I nic, zero efektu - po nowym roku przyszło takie zaostrzenie, że mógłbym bez charakteryzacji grać spalonego Słońcem Indianina. Nawet już przestałem prostować ludzi mówiących na mój widok "o, ktoś właśnie wrócił z nart" xD Kuracja cytrynowa nic nie dała, w końcu doszło do tego że tydzień temu musiałem się poddać i pogodzić z tym, że w sobotę sobie nie pobiegam. Coś naprawdę było na rzeczy, bo w nocy z piątku na sobotę przespałem prawie 10 godzin - chyba absolutny życiowy rekord, a na pewno dłużej niż kiedykolwiek w ciągu ostatnich 7-8 lat. Poszedłem do innego dermatologa i tam poszły już konkretne zalecenia - ani się wychładzać, ani grzać, a już za wszelką cenę unikać wysiłku i pocenia się. Cały misterny plan, by ratować się bieganiem na siłowni diabli wzięli

I tak od równego tygodnia jestem pozbawiony radości biegania, ratuję się spacerami i codzienną krzątaniną. Zalecenia od nowego dermatologa wydają się działać skuteczniej - nowe smarowidła chyba lepiej mnie traktują, powoli tracę wygląd jaszczuroludzia zrzucającego wylinkę. Póki co w styczniu przebiegłem 115 km i nie zapowiada się, by do tego dużo doszło - to nie tak, że przestanę biegać, generalnie widzę że przy spokojnym krótkim truchcie na zimnie powinno być OK, więc pewnie coś tam pobiegam... ale też raczej nie przy kilkunastostopniowych mrozach, jakie są zapowiadane na najbliższe poranki (przy problemach skórnych zbytnie wysuszanie w zimnie może pogłębić problemy). Przy okazji mnie ominęło parę smogowych dni, choć nie wątpię że jeśli dalej pogoda się utrzyma to i parę wybiegań w masce się trafi.

Tak więc w tym miesiącu (a może i w kolejnych) będę raczej szorował dno rankingów, co nie zmienia mojego uwielbienia dla biegania i podziwu dla wszystkich, którym chce się ruszyć cztery litery Może stanie się cud i problemy magicznie miną (równie magicznie jak się pojawiły bez przyczyny), bo obecnie oprócz zakazu biegania mam też szlaban na różne przyjemności gastronomiczne (jak to w przypadkach skórnych - na wszelki wypadek) i fajnie by było znowu zacząć normalnie żyć. Tym bardziej, że o ile zimą jeszcze jest znośnie, to taka przypadłość gdy temperatury pójdą w górę to już poważny problem i dyskomfort.

Życzcie mi zdrowia. I biegajcie dalej!

Miłego weekendu

#bieganie

82eeeca1-678c-46b3-8e04-c14f252088a9

Komentarze (30)

Ten obrazek to powinienem normalnie w ramki oprawić xD
Według garmina ostatni raz przespałem 8 godzin 7. sierpnia 2019

b75bedf7-32aa-4379-b397-63e776272058

@onpanopticon to już był etap, gdzie wjechało zapalenie oskrzeli - wtedy nie ma żartów i trzeba się szybko wziąć za antybiotyki. Ja sam teraz jestem na antybiotykach i immunosupresantach

@enron No tak, jak jest pewność że bakteryjne to trzeba brać. Sam unikam jak ognia, tylko już naprawdę w ostateczności.


Zdrówka życzę!

@enron oj tam dno rankingu od razu, będzie dobrze! A zdrowie najważniejsze, oby wróciło w miarę szybko i można było wskoczyć na odpowiednie tory

No ja j⁎⁎ie, już miałem pisać że cyborg nam umiera bo mam lepsze miesięczne spalanie wg. Garmina, a tu się okazuje że dobrze było trzymać mordę na kłódkę. Dużo zdrowia i dobrych smarowideł.


A przy okazji - pamiętam twoją akcję z zapaleniem "twarzy" przed zakupem 3m 7500, pamiętam jak 10 lat leczyłem paznokcie na grzybicę, co się okazało rozpędzajacą łuszczycą, i tak mi się skojarzyło jak czytałem o tych płatach skóry...ja miałem "pewną" diagnozę od kilku dermatologów na przestrzeni tych lat, wszyscy się mylili.

@wonsz no generalnie sprawy dermatologiczne są przesrane: są upierdliwe, długotrwałe, bardzo ciężko nie tylko namierzyć bezpośrednią przyczynę ale nawet zdiagnozować co właściwie się dzieje. Pomijając rzeczy bardzo dobrze opracowane i łatwo rozpoznawalne jak AZS, to generalnie dermatolodzy poruszają się po omacku, strzelając w losowych kierunkach. Ja na razie byłem u dwóch, mam w odwodzie jedną cudotwórczynię namierzoną ale prywatnie można się do niej dostać na koniec marca a na CITO z NFZ na koniec października xD

Póki co druga terapia daje znacznie lepsze efekty od pierwszej, i oby coś konkretnego dała.

@enron ja tylko zwracam uwagę na fakt, że zaleczanie objawów też daje dobre efekty...dopóki całość nie pierdolnie. Dwa miesiące nie byłem w stanie bez bólu zwinąć rąk w pięści bo mi się ŁZS rozpędziło. 15 tydzień metotreksatu i jakoś żyję. Najważniejsza jest poprawna diagnoza, o nią fakt - nie łatwo - ale lepiej wiedzieć że warto wydać ostatni grosz na diagnostykę zamiast np. czynszu...czynsz kiedyś tam spłacisz


edit: jak człowiek napierdala kilometry to trudniej mu uwierzyć że organizm niedomaga

@wonsz najgorszym problemem nie jest dostępność kasy, a niedostępność dobrych specjalistów. Ale co do ŁZS, to początkowa terapia i typowe dla ŁZS maści i środki nie tylko nie poprawiły sytuację, ale wręcz zaogniły. Chwilami to miałem tak pościąganą twarz, że nie byłem w stanie jabłka zjeść bez pokrojenia go na plasterki...

@enron przypomniałem sobie nazwę - wokółustne zapalenie skóry, pół roku z życia wyjęte, obyś nie szedł moją drogą z tą spuchniętą twarzą swego czasu...

@enron aha, ŁZS to w moim przypadku "Stawów"


edit: co ja bym dał żeby mieć problemy skórne zamiast stawowych, jprd

@wonsz a wtedy to była róża, generalnie miałem dużego fuksa - do krwi mi się dostał paciorkowiec, po raz pierwszy w życiu zasłabłem/straciłem przytomność a potem przez pół miesiąca byłem spuchnięty... Równie dobrze mogła się trafić pełnoskalowa sepsa.

@enron tak, ja wiem że to są w miarę różne diagnozy, mimo że objawy/lokalizacja zbieżne. Daję tylko znać że 10 lat się leczyłem na widmo, a jak się prawdziwe skurwysyństwo rozpędziło to klękajcie narody. Ot skojarzyło mi się w trakcie czytania...

@Opornik mógłbym nawet za enrona odpisać bo jego historię pamiętam dobrze, a rozwiązanie jakie znalazł pozwoliło mi w covidzie latać w czymś takim po ulicach (nie wspominając jak bardzo wyjebalo wartość tego ustrojstwa razem z zapasowymi filtrami wtedy XD). a się januszerka srała że panikę nakręcam.

7929b993-81c3-428e-a1fb-4c79bdbd8936

@Opornik Miałem zadrapanie na policzku, a typowa gównomaseczka sportowa/antysmogowa to przylegający do twarzy filtr. Co gorsza, wydychając powietrze niby wydmuchujesz je wentylami, ale przede wszystkim dmuchasz w te filtry - idzie w nie wilgoć oddechu, drobiny śliny i wszystko co w niej, dodatkowo filtr ociera się o twarz więc zbiera jeszcze resztki naskórka i wszystkiego co na nim. Potem wracasz do domu, odkładasz maskę a w ciepełku życie w niej dosłownie kwitnie... No i weź to przyłóż do rany

@enron

Flora bakteryjna chroniąca skórę, czyli mikrobiom, to złożony ekosystem bakterii, grzybów i wirusów, który tworzy naturalną, żywą barierę obronną, reguluje pH skóry i chroni przed patogenami, np. gronkowcami czy grzybami chorobotwórczymi. Kluczowe dla tej ochrony są korzystne bakterie z rodzajów Firmicutes, Actinobacteria, Bacteroidetes, oraz grzyby Malassezia, utrzymujące równowagę i wspierające funkcje bariery naskórka, a ich zaburzenie prowadzi do problemów.

Kurde ja nawet nie wiedziałem że coś takiego istnieje, myślałem że jedyna flora bakteryjna to ta w jelitach.

No proszę.

To nieźle cię ten antybiotyk przetrzepał.


do krwi mi się dostał paciorkowiec, po raz pierwszy w życiu zasłabłem/straciłem przytomność

Chryste.A zdrowy dbający o ruch człowiek, nie? Jak się nagle potrafi zdrowie posypać...

@GazelkaFarelka co nie zmienia faktu, że nawet teraz zdecydowanie lepiej mi jest po ekspozycji na mróz Tak samo jak poleciałem GPK 4. stycznia przy paru stopniach na minusie i w swoim standardowym stroju, to po biegu wyglądałem zupełnie normalnie - i dopiero powrót do ciepłego domu, kąpiel i zabiegi zrobiły ze mnie na powrót czerwonoskórego.

Ale fakt, na fotkach z GPK wyglądam dość dziwnie (zwłaszcza na twarzy widać przebarwienia)

19308ffa-5a12-40a0-ac10-7b84fa1c0926

Zaloguj się aby komentować