Wczorajsze krótkie, bo kapeć na zjeździe, i to akurat wtedy jak ten jeden jedyny raz bez zapasowej dętki. A dziś też nie za długo, żeby zdążyć przed deszczem.
Wczorajsza #szosa i dziś na #gravel. Czlowiek myślał, że wszystkie lokalne ścieżki objechane, a tu wystarczyło pojechać drugim brzegiem rzeki żeby trafić genialne szuterki. Do tego kompletna cisza, słońce i wszystkie zapachy przedlata.
Dziś widoki nie tak spektakularne, za to mnóstwo pobocznych dróg, gdzie jedyny hałas robiły świerszcze, a zapachy skoszonej trawy i ziół konkurowały z wonią sosnowych lasów. Jednym słowem cudownie.
Dziś w menu był #wmordewind zarówno w tą jak i w tamtą, a także pęknięte mocowanie pedału, także średnio powiedziałbym. Na szczęście widoki rekompensowały.
Dziś austriacko-słoweńsko, co oznacza dużo w górę. Zauważyłem znacznie więcej szosowców, i szosowcówek po słoweńskiej stronie, co wcale nie powinno dziwić zważywszy na ich super infrastrukturę rowerową i ilość pogaczarów itp w tak małym narodzie. Zmęczyłem się też okrutnie, a deszcz na ostatnim podjeździe i zjeździe wcale nie był potrzebny.
Pomyślałem, że poszukam jakiejś najbardziej płaskiej trasy, żeby zobaczyć jak to wyjdzie ze średnią. Z plaskatością wyszło tak sobie, ale ze średniej jestem zadowolony, zwłaszcza, że wiało na powrocie jak cholera. Przy okazji znalazłem też przecudne 15km szosowego złota
Wspaniałe masz te "szosowe ścieżki", duży jest na nich ruch? Średnia też bardzo dobra, zwłaszcza że niezbyt płasko w sumie miałeś, u siebie bym to zrobił z mniej niż 200m.
@austrionauta Ja jutro Dolinkuję Też będzie bajecznie o ile nas nie złapie jakieś urwanie (Chmury, łańcucha, przerzutki... wiesz w grupach jest czasem zabawa w polowe naprawy szpeju )
Dziś miałeś fajny warun, w sam raz jak jest "nie za ciepło" to można dawać, ja dziś w siebie już wlałem około 5 litrów na trasach... bo w Krakowie prażyłoooo. Oby nie było tak strasznie deszczowo. Wrzucaj zdjęcia, masz cudną okolicę!
W końcu cieplej! Dziś zamknięto dla ruchu samochodowego drogę wokół jednego z piękniejszych i większych jezior Austrii, Wörthersee. Zgromadziło całe chmary rowerzystów, dla których przygotowano wiele atrakcji, szczególnie takich spod znaku chmielu;) Choć momentami bywało ciasno, można było jechać szybko. Co widać na załączniku:)
Wczorajsze wietrzne i zimne kręcenie z Alpami Julijskimi w tle.
Jeśli planujecie wakacje na rowerze, to mocno polecam Słowenię. Pełna różnorodność tras, od w miarę płaskich do killerów godnych Wielkich Turów. Do tego w miarę przystępne ceny no i Adriatyk rzut beretem.
Po upałach z zeszłej niedzieli nie zostało ani śladu. W poniedziałek wieczorem spadło 15cm śniegu, który wytapiał się przez cały ten zimny tydzień. Na szczęście dziś wyszło trochę słońca i przy 8C można trochę pokręcić.
Piękne lato tej wiosny. Dziś pierwsza porządna górka w tym roku (Sella Nevea, 900m w górę na 17km) - noga nieźle, płuca gorzej, ale spokojnie, wyrobią się. Kwietniowe (majowe zwykle) widoki są niezwykłe, u góry śnieg, na dole pełna zieleń.
Nieczęsto mam tak długie dystanse. Klasyczna przygoda za 10 funtów (choć tu euro, pozdro dla fanów Rex the Runt). A było to tak: udając się w delegację do sąsiedniego kraju, zabrałem sobie na pakę rower, bo czemu nie. Pogoda szalała, po drodze gdzieś termometr pokazał nawet 33 stopnie, także jak tylko dotarłem do hotelu, cyk przebranko i na rower.. W planach taki lekki rozjaździk po wcześniejszych gravelowych szaleństwach, i tak początkowo było. Jechałem sobie niespiesznie, popołudniowe płaskoniemieckości, wszystko wkoło miło ćwierkało i pachniało i na chwilę przystanąłem, żeby ogarnąć trasę i słyszę to ssssssssssssss. Dętka zapasowa: po co?. Pompka: bez sensu. Zestaw naprawczy: naprawdę?… 12km od hotelu. Droga taka, że 1 auto na 10 minur może jechało. A była prawie 19… Szedłem więc sobie, szczęśliwy humor szlag trafił. Zatyrzmała się para rowerzystów na ebikach, starszy Pan wyjął zestaw pianko-naprawczy, nie zadziałał. Podziękowałem za chęci i mimo wszystko spróbowałem pojechać na flapie, zawsze to szybciej niż z kapcia. Po drodze minąłem grupkę lokalsów, którzy zwrócili mi uwagę, że nie mam powietrza z przodu (jakbym przegapił ten fakt przy tej zabójczej prędkości) oraz skierowali do lokalnego gościa-w-garażu, Chłop popatrzył, coś tam mruknął w bawarskim, napompował koło, ale że nie miał łatek, to powietrze uleciało. Jemu też podziękowałem, minięci wcześniej lokalsi zdziwieni, że lokalny chechłanik nie pomógł, pokiwali z przejęciem jak im powiedziałem gdzie muszę się dostać i nara. No i tak sobie jechałem, uważając na na to by się nie wywalić i zdążyć przed nocą. Co prawie się udało:) Niestety, następnego dnia pogoda się kompletnie zepsuła, i nici z jeżdżenia.
Tak więc przyszedł czas na moje pierwsze ever ściganie. Były emocje, piękna pogoda i szalona jazda. Szczególnie prosów, jak mnie dublowali:) Ale co tam, teraz wiem ocokaman. Zrobione dwa kółka, pierwsze znacznie szybciej, bo udało mi się parę razy podpiąć na cudze koło i driftować - różnica jest gigantyczna, leci się około 7-8km/h szybciej na mniejszym wysiłku, ale wystarczy puścić koło i papa efektywność. No i jedno słyszeć o tym, a drugie odczuć na sobie. Fajne to. Pogoda dopisała, było wręcz upalnie. Wracam za rok, mam nadzieję, że z lepszą formą. Aha, nie bylem ostatni!
Zaleczyłem w końcu kontuzję, to okrutne chcieć jeździć i musieć cierpliwie czekać aż będzie ok. Zatem powoli, ale druga setka w tym roku wpadła i to w ramach świątecznych odwiedzin w PL. Dobry kolega pożyczył swojego gravelowego skarba i poujeżdzaliśmy co nieco okoliczne pola i lasy. Wiał wmordewind, było troszkę podjazdów, błota i piachu. Pełnia szczęścia
Dla odmiany w AT pogoda do bani, niesłonecznie i raczej mokro i chłodno, przez co niełatwo trafić okno pogodowe. Więc jak już pykło, to od razu wykorzystałem i wyszła pierwsza w tym roku setka. Bardziej szczególna, ponieważ jakiś czas w przypływie zimowego optymizmu zapisałem się na UCI gravel series który za miesiąc odbędzie się niedaleko (28km) ode mnie. No więc najwyższa pora była na rekonesans trasy, która wyniesie 3 x owe 49km. I ten tego, hm, będzie ciężko. Skąd mi się ten optymizm przyplątał???. Tam i z powrotem + trasa wyszło właśnie 105km i było całkiem nieźle, ale jak pomyślę, że to ledwie 2/3 wyścigu…
@austrionauta No, jak jak widzę na stravie jak koledzy trzaskają 100+ a dla mnie ciągle 50 "robi tętno git" ... chociaż przyznaję, że już nie zdycham po każdym, także coś tam się kondycha z czasem podnosi i podnosi.
@pluszowy_zergling problem nie z dystansem, tylko tempem należy się zrobić pierwszą setkę (z 1300m przewyższeń) poniżej 4h30, bo inaczej się odpada, co jest spoko na szosie, ale niezupełnie gravelem po trawach i kamolach, i nie na początki roku. no cóż, chcącemu nie dzieje się krzywda