Dziś miałeś fajny warun, w sam raz jak jest "nie za ciepło" to można dawać, ja dziś w siebie już wlałem około 5 litrów na trasach... bo w Krakowie prażyłoooo. Oby nie było tak strasznie deszczowo. Wrzucaj zdjęcia, masz cudną okolicę!
W końcu cieplej! Dziś zamknięto dla ruchu samochodowego drogę wokół jednego z piękniejszych i większych jezior Austrii, Wörthersee. Zgromadziło całe chmary rowerzystów, dla których przygotowano wiele atrakcji, szczególnie takich spod znaku chmielu;) Choć momentami bywało ciasno, można było jechać szybko. Co widać na załączniku:)
Wczorajsze wietrzne i zimne kręcenie z Alpami Julijskimi w tle.
Jeśli planujecie wakacje na rowerze, to mocno polecam Słowenię. Pełna różnorodność tras, od w miarę płaskich do killerów godnych Wielkich Turów. Do tego w miarę przystępne ceny no i Adriatyk rzut beretem.
Po upałach z zeszłej niedzieli nie zostało ani śladu. W poniedziałek wieczorem spadło 15cm śniegu, który wytapiał się przez cały ten zimny tydzień. Na szczęście dziś wyszło trochę słońca i przy 8C można trochę pokręcić.
Piękne lato tej wiosny. Dziś pierwsza porządna górka w tym roku (Sella Nevea, 900m w górę na 17km) - noga nieźle, płuca gorzej, ale spokojnie, wyrobią się. Kwietniowe (majowe zwykle) widoki są niezwykłe, u góry śnieg, na dole pełna zieleń.
Nieczęsto mam tak długie dystanse. Klasyczna przygoda za 10 funtów (choć tu euro, pozdro dla fanów Rex the Runt). A było to tak: udając się w delegację do sąsiedniego kraju, zabrałem sobie na pakę rower, bo czemu nie. Pogoda szalała, po drodze gdzieś termometr pokazał nawet 33 stopnie, także jak tylko dotarłem do hotelu, cyk przebranko i na rower.. W planach taki lekki rozjaździk po wcześniejszych gravelowych szaleństwach, i tak początkowo było. Jechałem sobie niespiesznie, popołudniowe płaskoniemieckości, wszystko wkoło miło ćwierkało i pachniało i na chwilę przystanąłem, żeby ogarnąć trasę i słyszę to ssssssssssssss. Dętka zapasowa: po co?. Pompka: bez sensu. Zestaw naprawczy: naprawdę?… 12km od hotelu. Droga taka, że 1 auto na 10 minur może jechało. A była prawie 19… Szedłem więc sobie, szczęśliwy humor szlag trafił. Zatyrzmała się para rowerzystów na ebikach, starszy Pan wyjął zestaw pianko-naprawczy, nie zadziałał. Podziękowałem za chęci i mimo wszystko spróbowałem pojechać na flapie, zawsze to szybciej niż z kapcia. Po drodze minąłem grupkę lokalsów, którzy zwrócili mi uwagę, że nie mam powietrza z przodu (jakbym przegapił ten fakt przy tej zabójczej prędkości) oraz skierowali do lokalnego gościa-w-garażu, Chłop popatrzył, coś tam mruknął w bawarskim, napompował koło, ale że nie miał łatek, to powietrze uleciało. Jemu też podziękowałem, minięci wcześniej lokalsi zdziwieni, że lokalny chechłanik nie pomógł, pokiwali z przejęciem jak im powiedziałem gdzie muszę się dostać i nara. No i tak sobie jechałem, uważając na na to by się nie wywalić i zdążyć przed nocą. Co prawie się udało:) Niestety, następnego dnia pogoda się kompletnie zepsuła, i nici z jeżdżenia.
Tak więc przyszedł czas na moje pierwsze ever ściganie. Były emocje, piękna pogoda i szalona jazda. Szczególnie prosów, jak mnie dublowali:) Ale co tam, teraz wiem ocokaman. Zrobione dwa kółka, pierwsze znacznie szybciej, bo udało mi się parę razy podpiąć na cudze koło i driftować - różnica jest gigantyczna, leci się około 7-8km/h szybciej na mniejszym wysiłku, ale wystarczy puścić koło i papa efektywność. No i jedno słyszeć o tym, a drugie odczuć na sobie. Fajne to. Pogoda dopisała, było wręcz upalnie. Wracam za rok, mam nadzieję, że z lepszą formą. Aha, nie bylem ostatni!
Zaleczyłem w końcu kontuzję, to okrutne chcieć jeździć i musieć cierpliwie czekać aż będzie ok. Zatem powoli, ale druga setka w tym roku wpadła i to w ramach świątecznych odwiedzin w PL. Dobry kolega pożyczył swojego gravelowego skarba i poujeżdzaliśmy co nieco okoliczne pola i lasy. Wiał wmordewind, było troszkę podjazdów, błota i piachu. Pełnia szczęścia
Dla odmiany w AT pogoda do bani, niesłonecznie i raczej mokro i chłodno, przez co niełatwo trafić okno pogodowe. Więc jak już pykło, to od razu wykorzystałem i wyszła pierwsza w tym roku setka. Bardziej szczególna, ponieważ jakiś czas w przypływie zimowego optymizmu zapisałem się na UCI gravel series który za miesiąc odbędzie się niedaleko (28km) ode mnie. No więc najwyższa pora była na rekonesans trasy, która wyniesie 3 x owe 49km. I ten tego, hm, będzie ciężko. Skąd mi się ten optymizm przyplątał???. Tam i z powrotem + trasa wyszło właśnie 105km i było całkiem nieźle, ale jak pomyślę, że to ledwie 2/3 wyścigu…
@austrionauta No, jak jak widzę na stravie jak koledzy trzaskają 100+ a dla mnie ciągle 50 "robi tętno git" ... chociaż przyznaję, że już nie zdycham po każdym, także coś tam się kondycha z czasem podnosi i podnosi.
@pluszowy_zergling problem nie z dystansem, tylko tempem należy się zrobić pierwszą setkę (z 1300m przewyższeń) poniżej 4h30, bo inaczej się odpada, co jest spoko na szosie, ale niezupełnie gravelem po trawach i kamolach, i nie na początki roku. no cóż, chcącemu nie dzieje się krzywda
Rano wybrałem się na narty, w końcu środek lutego, ale powiedzmy szczerze, przy tej temperaturze nawet najlepiej przygotowane stoki w południe robią się średnio przyjemne. Na dodatek jak człowiek wie, że tam na dole czeka wiosenna pogoda na kręcenie, to nawet szusować się odechciewa. Zmiana kresek na kółka zdecydowania poprawiła mi humor, Za ostatni tydzień dwa razy trenażer i dzisiejsze plenerowe 35km. W tle piękni się Mangart, jeśli kiedyś będziecie w okolicy, to bardzo polecam tam wjechać - jedna z fajniejszych, choć wymagających tras w Słowenii. jak co, to szczegóły na moim blogu
Same piwniczaki z rouvy i dzisiejsza, w końcu, terenowa jazda. Zmarzły mi stopy okrutnie, takie zimowe wyjazdy dwugodzinne to może troszkę za długie. Pogoda idealna, +2, ale trzeba uważać bo leśne ścieżki pełen lodu.
Chyba masz platformy, może trzeba jakieś cieplejsze wkładki do butów ? Niektórzy jeżdżą w podgrzewanych. Ja teraz unikam dłuższych longów, bo właśnie mi od bloków zimne powietrze daje po stopach i na minusach to nóżki drętwieją. Póki zima to adasie z goretexem na chłodne dni się sprawdzają jednak lepiej niż rowerowe buty z blokami.
Hmm pierwsz czesc tej jego trylogi przeczytalem, byly moment bardzo fajne ale ogulnie troche zamula, jakby caly pierwszy tom byl tylko intro do trylogi.
@dsol17 mnie to dziwi, że jest jeszcze jakiekolwiek zaufanie do Netflixa, ile oni łącznie takich naprawdę solidnych produkcji zrobili własnym sumptem? Osobiście nic takiego nie kojarzę, przynajmniej z aktorami. Maks średniaki się im udaje wydać ale czuć, że produkcją zajmują się tam ludzie którzy nie mają doświadczenia.
Jak u dziewczyny lekko ponad rok temu Netfliska przeglądałem to dosyć szybko mi się wyrobiła zasada żeby unikać wszystkiego ze znaczkiem N no niestety ale ich produkcje są po prostu znacznie gorsze od tego do czego jestem przyzwyczajony.
No nie można odpuścić takiej pogodzie., nawet jeśli kosztuje to lodową glebę. Ale za to błota w lesie nie było. Do tego dwa razy bezpieczne trenażerowe kilometry
W tym roku już nic nie dokręcę, bo d⁎⁎a zbita (na nartach) i trzeba chwilę odpocząć.
To trochę podsumowań:
Dużo więcej w górę (w '22 35km przewyższeń)
Zaliczony Glossglockner
Najfajniejsze trasy rowerowe wypadły w Słowenii: wjazd na Mangart i doliną Soczy na Vrsic. Jak ktoś chce detale to są na blogu austrionauta.com, bardzo te trasy polecam
Trenażer jest ok, godzinne treningi nie nudzą, a zawsze są pod ręką.
W przyszłym roku chciałbym zrobić Sellarondę albo Stelvio, no i zapisałem się na wyścig gravelowy w kwietniu (jeszcze nigdy nie próbowałem)
Życzę wszystkim równikowcom i rowerowcom wszelkich proweniencji wielu sił i chęci na nowe kilometry w trasie. Zrobimy 100k w przyszłym roku?
Zaległe trenażerowe kilometry + dzisiejszy ciasto-wypalacz na dworze, gdyż pogoda łaskawa. I powiem wam, że te trenażerowe kilometry robię różnicę, noga zdecydowanie mocniejsza, prawie jak w szczycie sezonu. Ale nie ma to jak słońce i świeże powietrze, nawet jeśli jest to wmordewind. Najważniejsze, że 1000kcal poszło, to mogę znów podpiąć się do lodówki:)
dwa razy trenażer, no i dzisiejsza wycieczka w śniegi, żeby uczcić właśnie zaliczone 5000km w tym roku. było fantastycznie, tylko jedna gleba, na szczęście niegroźna.
Widoków Ci tak zazdroszczę, a z tym lodem to może wyglądam na rowerze jak głupek ale zwalniam i baaardzo ostrożnie, bo tu sobie można na twardym "kuku", jak jest miękki śnieg to przynajmniej Ci wybaczy, a lód... no nie.