#pasta

36
648

Michał Białek kończył nocną wartę w serwerowni wykopu. Za oknem zadłużonej willi poznańskie koziołki ocierały się częściami, których Białek wolałby nigdy nie mieć. Przypomniał sobie o żonie, którą widywał głównie w niedzelne poranki.


Stękanie ćwiczącego lewicę Kinera dobiegało zza rzędu wykopowych monitorów. Białek automatycznie podłożył ociekające potem dźwięki pod obraz żony osadzonej na knadze Kinera. Intuicja podpowiadała mu, że lekko otyły kolega z pracy przebiera palcami po najkrótszej części ciała oglądając zdjęcia białkowej połowicy na fejsbuku. Nie mylił się. Czuł jednak dziwaczną dumę połączoną z rozbawieniem, które przyniosła mu owa wizja.


,,Puk puk".


Pierwsza myśl - Elfik32. Ku⁎⁎⁎⁎zcze, które zrobiłoby wszystko za status moderatora w serwisie.


Białek poczuł się ważny. Myśl o zdradzie żony przerodziła się w pewność, że w tę sobotnią noc powstaje dziecko, na które po badaniach DNA nie musiałby wyłożyć ani grosza. Zatliła się w jego biednym umyśle żądza zemsty. Ocknąwszy się wstał i nonszalancko otworzył drzwi.


Elfik32. Czarna owca rodu Steckich stała w progu oparta o framugę ze swoim kurewskim uśmieszkiem woźnej. Baletki, krótka spódniczka i motzno zarysowany dekolt jaśniały kontrastującą z nocnym krajobrazem bielą. - wstawiona jak zwykle - pomyślał Białek.


Elfik położyła palec na ustach. Białek domyślił się, że odseparowany od świata zewnętrznego Kiner nie usłyszał pukania aktywnej wykopowiczki, która właśnie przyniosła im kanapki. Spod granicy niemieckiej.


Elfik sprawnie zzuła obuwie i figlarnie mrugając ruszyła w stronę Kinera. Białek podążał wzrokiem za opalonymi stópkami zmierzającymi w stronę McKinera, nie mogąc powstrzymać wewnętrznego rozbawienia. Za chwilę miał wyjść na jaw fakt, którego nikt z pracowników wykopu osobiście nie widział, choć był świadom jego istnienia. Fakt, który miał zburzyć spokój Kinera na zawsze.


Elfik wczołgała się pod biurko i sprawnie wyskoczyła po drugiej stonie. Kiner wybałuszył oczy i odskoczył w tył z naprężonym ku⁎⁎⁎em w ręku. - Ale...


Spojrzenia Białka i Kinera spotkały się. Kiner był zażenowany całą sytuacją, o czym świadczył wyraźny rumieniec na jego aryjskiej twarzy.


Śmiech Elfika rozniósł się po pomieszczeniu.


- Mała pała jak na administratora. - powiedziała Elfik, ledwie powstrzymując śmiech. Kiner spąsowiał bardziej. Ręce machinalnie powędrowały w stronę rozporka, gdy podchmielona Elfik rzuciła się w tę samą stronę.


- Zostaw. - powiedziała stanowczo.


Zaskoczony Kiner wypuścił pytonga z ręki. Dziesięciocentymetrowy organ bezwładnie opadł lekko kołysząc się na boki, gdy Elfik doskoczyła do sparaliżowanego grubaska niczym wygłodniała kura i stanowczym ruchem opuściła nieco za duże spodnie. Od czasu nieudanego eksperymentu z rurkami Kiner powrócił bowiem do starych nawyków, co ułatwiło wykopowiczce zadanie.


- Jesteś pijana. - wystękał, gdy Elfik chwyciła go za lekko przywiędniętą pałę i chichocząc zaczęła prowadzić w stronę Białka, który obserwował sytuację z zaciekawieniem. Programista nie protestował jednak zbyt zaciekle. Był to pierwszy raz, kiedy kobieca ręka spoczęła na jego wypustce. Było to niewątpliwie ciekawe doznanie, gdyż sam Kiner zdawał się zapomnieć o dziwnych okolicznościach, w jakich doszło do tego przełomowego momentu.


Białek nie mógł już powstrzymać rozbawienia, obserwując zesztywniałego Kinera kroczącego za dzierżącą jego orzeszek Elfikiem. Wybuchnął serdecznym śmiechem, mimowolnie puszczając krótkiego bąka o dosyć wysokiej tonacji.


- Przepraszam, - rzekł Białek przez łzy - ale nie bardzo rozumiem sytuację.


Elfik puściła kinerowe przyrodzenie i kołysząc biodrami powoli podeszła do administratora o podkrążonych od pracoholizmu oczach, zalotnie kręcąc loczek wydłubany spod natapirowanej burzy blond włosów.


- Nie planowałam tego. Zawsze byłam spontaniczna. - wyszeptała prowokacyjnie, gmerając już teraz palcami w okolicy guzików różowej koszuli Białka.


Kiner zastygł jak posąg w centrum serwerowni. Nie zdawał sobie sprawy, jak komicznie wyglądał z opuszczonymi do kostek spodniami kupionymi przez mamę w second-handzie, z włosami łonowymi w nieładzie i zaczerwienioną od uścisku knagą smętnie zwisającą między otłuszczonymi udami. Poczuł ukłucie zazdrości widząc pierwszą kobietę, której pozwolił się dotknąć, z zapałem liżącą opalony tors Białka. To on powinien być na jej miejscu.


Białek zamknął oczy, czując wilgotne pociągnięcia elfikowego języka po swojej klacie. Nie była to zdrada, był to gwałt. Stąd też, domyślając się dalszego przebiegu sytuacji, nie miał żadnych wyrzutów sumienia. Aby jednak im zapobiec, wyobraził sobie że jego żona jest właśnie posuwana przez murzyna. ,,Co za k⁎⁎wa" - pomyślał. Czuł się całkowicie oczyszczony z zarzutów.


Elfik przeszła do lizania twarzy, by w końcu zbliżyć się do ucha Białka.


- Wiesz, do czego tasował twój kolega? - szeptnęła, po kurewsku przenosząc wzrok na jego twarz. - Do zdjęć twoich przeróbek zrobionych przez...


- Nie kończ. - przerwał jej Białek. Nie chciał by słowo codziennie odmieniane przez przypadki w miejscu jego pracy ostudziło podniecenie. Na moment jednak otrzeźwiał i odepchnął rozpaloną Stecką od siebie.


- Czego tak właściwie chcesz, hm? - zapytał, badawczo spoglądając na Elfika. Nie doczekał jednak odpowiedzi, gdyż Kiner niespodziewanie zwinnie, biorąc pod uwagę jego warunki fizyczne, chwycił drukarkę Samsunga i ogłuszył Elfika celnym uderzeniem w tył głowy. Elfik bezwładnie osunęła się na ziemie, potwierdzając swoją renomę kobiety upadłej. W sekundę


później Kiner stanął z roznegliżowanym Białkiem twarzą w twarz, oko w oko. Ich chuje równiez były całkiem blisko. Zszokowany Białek nie rozpoznawał nieśmiałego dotąd kolegi. Coś w nim zdecydowanie pękło, a w spojrzeniu programisty była niewidoczna dotąd determinacja.


- Zerżnij mnie. - wycedził Kiner. - Zerżnij mnie motzno w odbyt. - powtórzył. Powieka nawet nie drgnęła podczas wypowiadania tych słów.


Białek w swoim zaskoczeniu wydał niezidentyfikowany dźwięk, lecz Kiner natychmiast położył mu palec na ustach.


- Nikt się nie dowie. Ta k⁎⁎wa Elfik i tak ci już powiedziała. Nie mam nic do stracenia. - powiedział. Nie czekając na reakcję Białka, przeszedł od słów do czynów.


Świat Białka wywrócił się do góry nogami, starał się jednak chłodno kalkulować, jak wiele nieoczekiwana przygoda gejowska mogła zmienić w imidżu samca alfa, na który tak ciężko pracował. A Kiner nie żartował. Był silniejszy od niego, co potwierdził brutalnie atakując Elfika kilkanaście sekund wcześniej. Setki podobnych myśli przelatywały mu przez głowę, gdy rudawy programista delikatnie rozchylił mu wargi, by włożyć mięciutki palec do ust i wymusić odruch ssania.


Patrząc odważnie w oczy Białka, Kiner zrobił kilka kroków w tył i zdjął t-shirt jednym pewnym ruchem. Biała delikatna skóra i puchate sutki Kinera były dziwacznie atrakcyjne, choć jeszcze kilka minut wcześniej podobna myśl nie miała szans pojawić się w umyśle Białka.


- Maciek, ty tak na serio? Oddasz mi się? - zapytał z niedowierzaniem. Kiner skinął głową i oswobodził się ze spodni, które aż do tej chwili pętały mu kostki. Odwrócił się i ułożył w pozycji tylnej, która byłaby dla większości mężczyzn upokarzająca. Ciasna dziurka programisty zachęcająco przezierała przez gąszcz delikatnych włosków, aż prosząc się o rozepchanie. Penis Białka zareagował na ten widok od razu, ciekawie wynurzając się z rozpiętych jeszcze przez Elfika spodni. - Raz się żyje - pomyślał Białek. Wyruchanie kolegi z pracy mogło się okazać bardziej męskie, niż przypuszczał. To on miał przecież być stroną dominującą.


Białek pozbył się resztek odzienia i pewnym krokiem podszedł do wypiętego Kinera. Postanowił zaatakować znienacka. Napluł na rękę i jednym ruchem wbił naprężonego k⁎⁎⁎sa w miękki odbyt programisty. Sięgnął ręką do podbrzusza, by przekonać się, że i c⁎⁎j Kinera był tak nabrzmiały, jakby miał eksplodować. Dodało mu to siły i pewności siebie. Poczuł sie atrakcyjny.


Pierwsze ruchy były jeszcze dość powolne, lecz Kiner starał się przyjąć jak najwięcej pomimo słabego nawilżenia. Kolejne centymetry napiętej pały Białka znikały w czeluściach jego odbytu, a zwierzęce sapanie Kinera tylko podniecało właściciela dość dużej jak na polskie warunki kutangi. Białek złapał Kinera za biodra i przyciągnął do siebie. - Chciałeś rżnięcia? To masz. - wycedził i zaczął miarowo, całym ciężarem napierać na puszyste ciałko kolegi. - Pi⁎⁎⁎ol mnie, Michał! - krzyknął resztkami sił Kiner, uginając się do samej podłogi, a odgłosy największego rżnięcia w historii firmy ocuciły omdlałego Elfika, leżącego od dwa metry dalej.


Elfik wstała i zataczając się podeszła do sapiącego Białka. - Hej, chłopakii... - z ust dziewczyny wychodził pijacki bełkot, który trudno było rozszyfrować. - mogę się przyłączyć?


- Wypierdalaj stąd! - wrzasnął Białek i odtrącił rękę Elfika, która zaczęła mierzwić jego włosy.


Elfik prychnęła i odeszła na kilka kroków. Udawała obrażoną, choć ciekawie zerkała na Białka, który bez opamiętania pi⁎⁎⁎⁎lił Kinera jak maszyna. Sam Kiner odwrócił się w jej stronę i złośliwie wystawił język na wierzch. Wygrał tę partię.


Poszukiwania piersiówki w torebce w panterkę okazały się owocne. Elfik pociągnęła resztkę bimbru dla kurażu i postanowiła nie rezygnować z szansy zostania moderatorką swojego ulubionego serwisu. Stanęła na wysokości oczu Białka i ostentacyjnie rozpoczęła striptiz. Na pierwszy ogień poszła spódniczka. Dopiero w tym świetle znac było ślady spermy i wymiocin, które pokrywały jasny materiał. Elfik zaplątała się w bluzkę, lecz niezrażona tym faktem wciąż starała się wyglądać seksi. Będąc już w samej bieliźnie odwróciła się i wypięła prosto przed twarzą Kinera, który niewiele myśląc splunął prosto na naddarty materiał elfikowych majtek. Elfik wybuchnęła śmiechem. Po zdjęciu stanika ułożyła się na podłodze i uchyliła majtki, pokazując nieco zarośniętą cipkę o wyraźnie zarysowanych wargach. - Nudzi mi się. - powiedziała. - Długo jeszcze będziecie się pi⁎⁎⁎⁎lić?. Białek jednak nie odpowiedział, zbyt zaaferowany stanem przedorgazmicznym, który sobie zafundował.


Największa kurewna wykopu postanowiła zabawić się sama. Sięgnęła ręką po trzonek od łopaty, która była maskotką serwisu i zaczęła nim jeździć po wargach sromowych. Śluz gęsto skapywał na podłogę, a Elfik pociągała się za sutki, wijąc się jak piskorz po tanich panelach. Trzonek wszedł w luźną jamę Elfika jak w masło. Prawdopodobnie nie czuła niczego, a choć starała się zwrócić na siebie uwagę przez jęki i udawane podniecenie, Białek i Kiner byli zajęci sobą. Spojeni w jedność dochodzili właśnie razem, o czym obwieścił światu pierwotny ryk rudego programisty. Zmęczony m__b od razu wyszedł z Kinera, racząc się widokiem ciepłego jeszcze ciasteczka z kremem. Na pożegnanie przytulił się do mięciutkiego tyłeczka kolegi, który dostarczył mu wiele satysfakcji. I - jak podpowiadała mu intuicja - miał dostarczyć jeszcze nieraz. K⁎⁎as Białka pokryty był lekko kałem, lecz Kiner sprawnie sobie z tym poradził, naprędce zlizując brązową maź z mięknącego już c⁎⁎ja administratora wykopu. - Byłeś za⁎⁎⁎⁎sty, nikt mnie jeszcze tak nie j⁎⁎ał. - powtarzał zmęczonym głosem Kiner. - Zdejmij skarpetki, chcę ci podziękować jeszcze bardziej.


Zdziwiony Białek zsunął białe stopki z nóg, po czym Kiner rzucił się do ssania dużego palca. Znudzona Elfik naprędce znalazła się obok niego, próbując zmieścić w ustach jeszcze więcej palców, by zyskać sobie przychylność Białka. Ten zaś był w siódmym niebie. Nie spieszyło mu się już do domu tak, jak kilka godzin wcześniej. Kiner wykorzystał rozmarzenie kolegi, by na koniec usiąść mu na twarzy i zmusić go do ssania swoich kulek. W oczach Białka pojawiły się pierwsze ślady przywiązania, co bardzo Maćka wzruszylo. Nie zepsuło tej chwili nawet faux-pas Elfika, która odepchnięta zapachem stóp Białka zwymiotowała na jego nogi. Życie w serwisie już nigdy nie miało być takie samo.


#pasta #wykop #heheszki

Zaloguj się aby komentować

-Kurwaaa mać... No zobacz co


k⁎⁎wa narobiliście!


-To ja tego nie zrobiłem...


-A KTO INFORMATYKIEM K⁎⁎WA JEST?!


-Mówiłem że ja tego nie chce ten...


-A kto przeprowadzał aktualizację?


-Ania! Bo powiedziała tak...


-Z jakiej racji k⁎⁎wa dajecie kodować! Ile razy tłumaczyłem: jest informatykiem k⁎⁎wa ty i żaden c⁎⁎j nie ma bez mojej wiedzy dostawać!


-Panie Białku, ja powiedziałem tak: pan Białek mi nie kazał i nie będę oddawał... I mnie wywaliła...


-Jak mnie wywaliła?! To trzeba było k⁎⁎wa wziąć i przylecieć do mnie i nigdzie się nie ruszać! Jakim k⁎⁎wa... Zobacz co narobiłeś! Portal 40 milionów odsłon, zobacz co narobiłeś! Po c⁎⁎ja się rwiesz jak nie twoje!


-Michale nie denerwuj się...


-Jak mam się nie denerwować!


-Zaraz odzyskamy...


-Na pewno już nie odzyskasz k⁎⁎wa!


-No to zrobimy nowy backend i damy tobie.


-Takiego backendu już nie dostanę!


-To zrobimy rewert i będziemy przywracać!


-Ta k⁎⁎wa rewert... Czemu się rwiecie co nie wasze! Żaden informatyk nie siedzi za was i nie kodzi! K⁎⁎wa powiedziałem że nie ma! Tłumaczyłem tysiąc razy! K⁎⁎wa człowiek dba bardziej jak o żonę k⁎⁎wa o ten portal a k⁎⁎wa przyjdzie on tego... K⁎⁎WA MAĆ TŁUMACZĘ!!! Jest programista ten i ten! Żaden k⁎⁎wa nie koduje! Jakim prawem k⁎⁎wa tyle razy wam tłumaczyłem!


#heheszki #pasta #bekazwykopu #wykop #chorąży

@Edekzkrainykredek no z tego co kojarze to jako pierwszy w internetach spisalem z nagrania i przerobilem te paste gdzies w 2016. od tego czasu juz ktorys raz sie udaje

Zaloguj się aby komentować

#pasta #wiedzmin #klasyki


Białowłosy mężczyzna wszedł do izby. Przy drewnianym, bogato zdobionym stole siedział radca miejski, przenikliwie zaczytany w dokumentach.


- Przychodzę w sprawię ogłoszenia – rzekł przybysz, demonstrując kawałek skórzanego pergaminu.


- Witam Panie, witam. Tyś no ino wiedźmak tak? – radca wywnioskował to po medalionie w kształcie wilczej głowy, kołyszącym się przybyszowi na szyi.


- Tak.


-Usiądźcie Panie, usiądźcie! Bo widzi Pan – nieopodal zadomowił się chyba troll. Paskudne to stworzenie, oj paskudne. Początkowo nie wadził nam, jednak z czasem leśniczy zaginął. Później jego żona i grupka wieśniaków. My ino żeśmy zbrojnych posłali, cały tuzin. Jednakowoż żaden z nich nie wrócił. Po niespełna tygodniu bagna ludzie zaczęli omijać szerokim łukiem. Wielmożny grododzierżca, władca Dul’oqu wyznaczył zatem nagrodę za stwora.


- Ile?- odparł wiedźmin, poprawiając pas nośny.


- 800 Nowigradzkich koron. Nasz król, słynący ze swojej szczodrości i dobroci dba o swój lud, zatem nagrodę za ubicie pokraki wyznaczył sowitą. Sam dzielnie wyruszył na wyprawę zbrojną przeciwko zamorskim najeźdźcom, dlatego więcej zbrojnych przysłać nie może.


- Coś więcej możesz powiedzieć o tym stworze, jakieś szczegóły?


- Nic więcej poza tym, że no strasznie śmierdzi i groźny jest.


- Daj 1000 i biorę to zlecenie. Zanim rozpoczniesz nawałnice pretensji i pytań pozwól, że ci to wyjaśnię – okryty złą sławą stwór to nie jakiś tam leszy, mantikora lub bies. Dwunastu ludzi, zaprawionych w bojach watażków i weteranów nie było w stanie ubić tej paskudy. Każdy z nich zapewne miał jakąś rodzinę: jak nie żonę, babę lub dzieci to na pewno ojca i matkę. Dwunastu ludzi nie wróciło z tej wyprawy i uwierz mi człowieku – niebawem zacznie nie wracać ich znacznie więcej. Zima niebawem, a bez drewna ludzie pomarzną na śmierć, chyba że chcecie je przywozić z importu albo palić meble. Zatem decyduj – dobijamy targu, czy też ten twój Lord nie jest aż tak szczodry?


- Dobrze Panie, dobrze! Niech będzie 1000! Tylko błagam ubijcie tą zarazę! Zapłata natychmiastowo po wykonaniu zadania za okazaniem głowy stwora.


- Wyruszę jutro, muszę się przygotować. – odparł, zamykając za sobą bogato zdobione wrota izby.


Następnego ranka wiedźmin szykował się do wyprawy. Do pasa przymocował kilka osobliwych flakonów z przezroczystymi cieczami, miecz nasmarował śmierdzącym i tłustym smarowidłem. Upewniwszy się, że niczego nie zapomniał opuścił noclegownię i wyruszył w stronę mokradeł. Już wielokrotnie zabijał potwory tego świata za pieniądze, każda wyprawa nie budziła najmniejszych lęków czy nawet wątpliwości. Cięcie, odskok, parada i pchnięcie czubem głowni prosto w tętnice szyjną – wszystkie te ruchy były całkowicie intuicyjne, wyuczone niczym umiejętność chodzenia. Jednak mimo świetnego wyszkolenia wojownik czuł niepewność. Niepewność tak przenikliwą i obsesyjną, iż zaczął się zastanawiać czy wróci z tej wyprawy cało. Jednak musiał wyruszyć, gdyż takie było jego przeznaczenie.


Krocząc coraz głębiej, w stronę epicentrum wydarzeń napotkał coraz więcej znaków obecności stwora. Podążając krwawym szlakiem spostrzegł coraz więcej ciał. Niektóre były zalewie fragmentami silnie zbudowanych mężczyzn. W okolicy leżały rozrzucone miecze, buzdygany, pawęże oraz kusze. Część ciał miała na sobie kirysy i elementy zbroi kolczej – musiało to świadczyć o doświadczeniu i umiejętnościach zbrojnych. Nie każdy mógł sobie pozwolić na luksus pełnowartościowego rynsztunku. Jedynie wojacy walczący regularnie i wychodzący ze starć zwycięsko z czasem mogli uzbierać wystarczające środki na tego typu sprzęt. Wiedźmin miał już pewność, że zażądał za małego wynagrodzenia. Jednak nie miał wyboru – słowo się rzekło.


Podążając w głąb bagien poprzez ślady i truchła poprzedników zbliżał się do legowiska potwora. Z każdym krokiem narastał smród cebuli i zgnilizny. Wiedźmin wiedział już, że jest blisko i należy się odpowiednio przygotować. Otworzył trzy flakoniki ze wcześniej sporządzonymi miksturami i szybkim łykiem opróżniał zawartość każdej buteleczki.


Jego skóra zaczęła szarzeć, żyły i mięśnie uwidoczniły się, a oczy wypełniły się czarnym zabarwieniem. Trzeci z eliksirów całkowicie tłumił zdolność słuchu, jednak po kilkakroć zwiększał siłę, wytrzymałość i szybkość. Krótkotrwała utrata słuchu okazała się w przyszłości wysoką ceną. Po zakończeniu bolesnej i paskudnej transformacji był gotów na spotkanie z oprawcą.


Za krzaków, porastających jaskrawe poszycie polany wyłonił się zielony stwór. Wysoki na jeden sążeń, ważył co najmniej 2 centnary. Z impetem ruszył na zabójcę potworów. Wiedźmin z nadludzką prędkością uniknął zamaszystego uderzenia i ciął precyzyjnie sinistrem od lewej, przecinając kawałek barku . Potwór ryknął i szykował się do kolejnego wymachu, jednak wiedźmin był szybszy. Obszedł stwora od prawej, ciął dexterem od prawej w przeciwległy bark i ucho, następnie zmienił ułożenie miecza na fintę i pchnął z całą siłą w szyje. Potwór momentalnie padł na ziemie, która zatrzęsła się z podobnym hukiem, jaki następuje po szarży konnych. Ze strony lasu wyłoniły się kolejne stwory, jednak mniejsze od poprzednika. Wiedźmin nie zwracając uwagi na przewagę liczebną przeciwników ruszył do przodu, z mieczem trzymanym za głową. Unik, zwód, finta, pchnięcie w szyję, piruet z lewej zakończony sinistrem – wszystkie ruchy były wykonywane naturalnie, instynktownie i bezbłędnie. Po wielokrotnej powtórce wariacji uprzednio wymienionych ruchów trzeci także w końcu poległ. Wiedźmin wiedział, że na pewno jest ich więcej, jednak szedł dalej, w gęstwinę porastających dębów i sosen.


Gigant zaszarżował z ostrzem na Wiedźmina. Bloki i uniki niewiele dawały, ponieważ potwór cały czas atakował, bez wytchnienia. Nie musiał nawet parować, po prostu atakował. Wiedźmin przygnieciony nawałnicą ciosów próbował wykonać cięcie, jednak każda taka próba powodowała celny cios wroga, krwawo rozcinający zbroję i skórę. Wiedźmin skulił się i po wykonaniu bloku błyskawicznie kopnął przeciwnika w brzuch – to był błąd. Stwór na skutek kopnięcia wyrzucił z siebie pokaźną dawkę toksycznych wymiocin, które zaczęły palić nie tylko skórzane rzemyki zbroi, ale także stalowe kółka kolczugi. Potwór kopnął wiedźmina w ramach rewanżu, jednak chybił. Wiedźmin błyskawicznie ściągnął z pasa na plecach małą kuszę i wystrzelił bełt w stronę potwora. Gromada błyszczących iskier wydobyła się z bełtu wbitego w korpus rozpalając trujące opary wydobywające się z paszczy. Wiedźmin wykorzystał chwilę konsternacji i ciął od lewej sinistrem, odcinając nogę ogra, przyklęknął i koziołkując ciął w wiązadło krzyżowe w drugiej nodze. Potwór zamachnął się tasakiem i rozciął wiedźminowi kurtę pozostawiając paskudną ranę. Wiedźmin jednak nie zważał na nią – był zły.


Ciął olbrzyma od pleców do karku, następnie ciął jeszcze raz od góry odcinając kawałek policzka i ucho. Moloch chwycił wiedźmina w muskularne łapska próbując go rozerwać jak zabawkę. Wiedźmin splótł ręce w znak ignii i wydobył z nich potężną fale ognia. Ogień wleciał prosto do paszczy potwora, wzniecając się od coraz bardziej od rzygowin. Potwór puścił wiedźmina i począł pełznąć w stronę pobliskiego oczka wodnego, aby ugasić palący ogień w jego wnętrzu. Wiedźmin jednak mu nie odpuścił, pobiegł za nim i przeraźliwym cięciem odrąbał głowę stworzeniu. Eliksiry przestawały działać i ból na skutek rozcięć i złamań zaczął się nasilać. Odrąbał głowy wcześniej pokonanym mniejszym stworzeniom – zapewne młodym i wrzucił je do worka, gdzie znajdowały już się głowy ich rodziców.


Przed wyruszeniem po nagrodę zajrzał to chatki, którą monstra zamieszkiwały. Pomyślał, że w spiżarni mogą znajdować się żywi ludzie, których bestie więziły . Nie znalazł jednak nic wartego uwagi oprócz dokumentu zatytułowanego „Akt własności ziemi”.


Z dokumentu wynikało, że stwory zamieszkujące te tereny robiły to w świetle prawa legalnie. Mord na ludziach był obroną konieczną. Wiedźmin zdał sobie sprawę, że przyczynił się do zabicia rozumnych istot, które do tego były niewinne. Pozory mylą, takimi jakie wydają się być, rzeczy są rzadko. Wyruszył czym prędzej w stronę miasta, zażywając po drodze kolejne eliksiry zmniejszające ból. Szedł odebrać nagrodę. Mimo, że nie chciał tych pieniędzy bardzo ich potrzebował. Życia niesłusznie zabitym ogrom, przecież nie mógł zwrócić.


Niebawem o Geralcie z Rivii zaczęło być głośno po tym, jak odczarował Addę, księżniczkę przemienioną w krwiożerczą strzygę. Jednak wiedźmin nigdy nie zapomniał tego, co wydarzyło się przed jego podróżą do Wyzimy. Nie zapomniał, że niegdyś, w Dul’oqu mieszkał wraz z rodziną niesłusznie skazany na śmierć "potwór".

@szybki-zuk żyjesz sobie z ziomkami utopcami na bagnach, oglądacie wschody i zachody słońca, a tu pewnego dnia wpada jakiś siwek z mieczem, z dzikim wzrokiem, drze się "ale śmierdzisz", kręci młynka dwoma miecz...

Zaloguj się aby komentować

Pamiętam to jak dziś, zimny listopad 1963 roku, Dallas. Dziadek jeszcze w latach 50, za życia Stalina, uciekł do Stanów z rodziną. Mieliśmy dużo szczęścia, Stalin zmarł, zimna wojna przeszła drobną odwilż, a kiedy w 1961 na czele rządu USA stanął John F. Kennedy, wszystko wydawało się iść ku lepszemu. Wszyscy go kochali. Ciepły, a jednocześnie pewny siebie i konkretny młody człowiek, który zdawał się znać rozwiązanie każdego problemu. Nic dziwnego, że dziadek zabrał mnie na wiec, żebym mógł na niego popatrzeć. Prezydencka limuzyna mknęła ulicą, a Kennedy machał do wszystkich gapiów, którzy przyszli go zobaczyć. Ludzie stali po obu stronach drogi smiejąc się, #!$%@?ąc, nawet bijąc brawo. Niektórzy otwarcie płakali - tak ważną dla nich postacią był ten uśmiechnięty gentleman przejeżdżający właśnie ulicami ich miasta wspólnie z małżonką. Wtem ciszę przerwał dźwięk puzonu. Takie przeciągłe TUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUT Zamarłem, usłyszałem krzyki, tłum ludzi przepychał się, jak najszybciej próbując oddalić od głównej drogi. Pisk opon. Zobaczyłem, jak prezydencka limuzyna nabiera pręskości. Dogonił ją agent secret service i próbował zakryć swoim ciałem prezydenta i jego żonę. Ale prezydent miał opuszczoną głowę, która bezwiednie podrygiwała, kiedy samochód trząsł się na wybojach w swojej pospiesznej ucieczce. W spanikowanym tłumie zgubiłem dziadka. Odbijałem się od uciekających ludzi starając zachować równowage, aż zostałem wepchnięty na wysokiego blondyna z kucykiem, który...właśnie chował puzon do futerału! Strach mnie sparaliżował. Ale postać przede mną nie zwróciła najmniejszej uwagi na przyglądającego się jej dzieciaka. Pewnie wiedziała, że i tak nikt mi nie uwierzy. Zamiast tego była wyraźnie skupiona na szukaniu kogoś w tłumie. Tak! Nagle z motłochu wyłonił się drugi, dokładnie taki sam blondyn z kucykiem i futerałem w ręce. Z uśmiechem zaczął zbliżać się do swojego lustrzanego odbicia - ten wyszedł mu naprzód. Wtedy z tłumu zaczęły się przebijać okrzyki: 'FREEZE! FBI!' i wszędzie pojawili się faceci w czapeczkach z daszkiem i okularach, celujący z pistoletów do dwóch identycznych postaci, które nie, mówiąc to amerykansku, gave 0 fucks about it, tylko zbliżały się do siebie z coraz szerszym uśmiechem śpiewając na cały głos "CREEEEEEEEEJZIIII, CREEEEEEEEEEJZIIII, CREJZI IS MAJ LAJF!!!"! Padły strzały ale żaden z nich nie trafił. Dwaj puzoniści podbiegli do siebie i zderzyli się głowami, a potem...znikneli. POP! - rozległ się dźwięk powietrza gwałtownie wypełniającego miejsce, gdzie jeszcze niedawno dwóch rosłych facetów krzyżowało puzony. FBI mnie zgarnęło i pierwsze 5 lat na zmianę kazało mówić, co widziałem, jednocześnie wmawiając mi, że nic takiego się nie wydarzyło. Ale nie udało im się. Żadne terapie i żadne prochy nie były w stanie usunąć z mojej głowy tego tubalnego dźwięku puzonu, tego dudniącego śpiewu. Jak gdyby lawina schodziła na dolinę, po której grasuje halny. Kiedy 40 lat później rodzina z Polski przysłała mi na święta góralskie kolędy i kiedy spojrzałem na okładkę, rozpoznałem ich od razu. Wiem, kto zabił prezydenta Kennediego, ale wiem też, że prawda nie wyjdzie na jaw. Umrze razem ze mną. Za oknem rozległ się głuchy dźwięk puzonu. Przyszli po mnie, wiem to. Bracia #!$%@?, jak ja ich #!$%@? nienawidzę


#pasta

Zaloguj się aby komentować

Coś się... coś się popsuło i nie można było mnie przeczytać, to powtórzę jeszcze raz. Wykop 2.0 Michaua Biauka to jest jakaś porażka, ja myślę że te polskie, kuwa głupie programisty, te kuwa banda imbecyli która pisała kod na tę nową wersję wypoku to jest jakieś kuwa nieporozumienie. Jeśli tyle dla was znaczy... jeśli tyle dla was znaczy, ludzie takie zaangażowanie mirkowe, jak moje gdzie postawiłem mój wolny czas, moje życie prywatne, biznes, wszystko inne i dla was tylko znaczyło te naprawianie tagów przez 10 lat i wypuszczenie gównianej wersji portalu to brak mi słów na to. Was to tylko na forum php by Przemo wysłać, ustawić baner aż was kukle będą swędziały


#wykop #pasta #heheszki

cd44b5ab-8805-481e-9e54-d9b27a8321c3

Zaloguj się aby komentować

Co by było, gdyby rozdrabnianie dzielnicowe Śląska nie ustało....


>bądź mno


>Henryk CCCV, książę śląski


>budzisz się w swoim wielkim łożu


>rozglądasz się po swoim księstwie, pokój 6x6 metrów


>tylko dwa metry od okna zaczyna się księstwo brata


>stary lubił cię bardziej, więc dał sukinsynowi tylko pasek pod ścianą


>nawet do drzwi nie może iść bez twojego pozwolenia


>xD


>chwilę patrzysz, z nieukrywaną satysfakcją na wściekłego brata siedzącego na glebie pod ścianą


>o c⁎⁎j zaczyna ci się chcieć srać


>próbujesz wstrzymać ale nie możesz


>no trudno


>po cichu wychodzisz na korytarz


>już myślisz, że udało cię wymknąć, ale wyskakuje kuzyn Henryk


>jebaniutki książę korytarza


>i cię naskakuje, że co granicę przekraczasz bez pozwolenia i że zaraz wojnę wywołasz


>sk⁎⁎⁎⁎syn domaga się hajsu za przejście przez jego ksiąstewko


>z trudem zbierz ze swoich monet piątaka


>sk⁎⁎⁎⁎syn ma już pewnie z pięć dych, jak tak dalej pójdzie to jeszcze zjednoczy wasze pięterko


>dobra idziesz do kibla


>w kiblu ani widu ani słychu wuja Ottona


>dobra nasza, przynajmniej za sracza nie zapłacisz


>otwierasz kabinę a tam wujowski synek, kuzyn Henio


>i mówi ci żebyś wypierdalał


>okazuje się, że wuj Otto kopnął w kalendarz i każdy z synalków ma teraz po kabinie


>poza najstarszym, on ma resztę kibla


>"To gdzie ja mam srać?"


>"No u siebie w księstwie, piętro niżej wujo Bolko nikogo nie wpuszcza na korytarz i nikt nie narzeka"


>k⁎⁎wa j⁎⁎⁎ny szczyl


>ugadaj się ze zjebem z korytarza


>złapcie chłopaka i każcie go zawlec do lochów


>a tak, książę klatki schodowej was nie wpuści


>może i dobrze, bo gość od piwnicy nawet szczyla lubił


>podpisujecie z jaśnie panującym księciem kabiny w kiblu traktat


>że da wam się wysrać i wy puścicie go wolno


>wracasz do siebie


>brat dalej łypie spod okna


>przynajmniej twoje księstwo jest w budynku, mogło być gorzej


#heheszki #pasta #historia #slask

Zaloguj się aby komentować

Mam konto na Hejto od 5 minut


Boże, życie jest piękne. Rano o 3:40, po starannym wyczyszczeniu butów szczoteczką i ścierką z mikrofibry (miałem to zrobić wieczorem, jednak kompletnie się zagubiłem w natłoku spraw), udałem się na siłownię, gdzie przerzuciłem łączny wolumen 6 ton żelastwa. Potem przyszedłem do pracy, wypiłem kawkę, zjadłem owsiankę z serkiem wiejskim i bananem. I wszedłem na wykop. To nie było to samo miejsce. Pierwsze skojarzenie-stroną opiekowali się przez noc inżynierzy z polskiej odpowiedzi na Facebooka, czyli Albicli. Drugie skojarzenie- gówno. Poszedłem się wysrać, wchodzę na aplikację w telefonie- nie działa.


W głowie mówię sobie "Dzięki Bogu". I wtedy ktoś przypomniał o Hejto. Wchodzę niepewnie, lecz szata graficzna od razu trafia w me serce. Wszystko chodzi płynnie jak spuszczana właśnie woda, która zwalcza gigakloca jakim jest wykop.


Zakładam konto.


Jestem szczęśliwy.


Jesteśmy uratowani.


Wykop niech płonie.


#wykop #pasta

Zaloguj się aby komentować

Nie zapomniałem Karolu…


Wojtyła zbudził się z krzykiem. To one… Sny z jego przeszłości znów go nawiedzały. Wiedział, że zawiódł zarówno Płetvonurkowa, jak i całą Polskę Ludową… Wiedział, że czeka go za to kara.


Czuł, że Płetvonurkow się zbliża, psiakrew, psiakrew… Choć minęło już czternaście lat odkąd uciekł od kary śmierci w Oświęcimiu, to wciąż czuł na swych plecach dyszenie z jego skafandra, wciąż czuł zapach mułu. To było nie do wytrzymania, nieprzerwana presja, nieprzerwana ucieczka - ale co mógł zrobić? Płetvonurkow tamtego feralnego dnia zrobił to, czego Karol nie mógł zaakceptować, więc oczywista była jego reakcja. Nieważne co to było, to pozostawało tajemnicą, którą przyszły papież nie dzielił się nawet z najbardziej zaufanymi czterolatkami jakie znał, ważne było to, że podwodna kreatura przeżyła upadek z przeszło dwudziestu metrów na twarde skały. On nie był człowiekiem, nie mógł nim być.


"Pierdolony Übermensch" - pomyślał zwijając śpiwór. Noc była rześka, a k⁎⁎as twardy, na Uralu w najlepsze trwała zima, śniegu było co najmniej ze dwa metry. Mógł się spodziewać, że nim dotrze na Kamczatkę do letniego doku O.R.P. Popiełusznika zdąży już nazbierać przebiśniegów, ale póki co… Póki co czeka go ciężka wyprawa.


Naprędce spakowawszy śpiwór do plecaka wyciągnął garnek, by ugotować sobie zupę. Karol Wojtyła gotuje zupę pod Chołotczachlem, kto by pomyślał. A jeszcze niedawno miał szanse na zostanie kimś wielkim… Wszystko zaprzepaszczone.


Karolu!


Ryk przeszył powietrze, z drzew poderwały się sójki. Trzeszczący, wibrujący dźwięk postronnemu słuchaczowi mógł co najwyżej skojarzyć się z Generatorem Magrava działającym na pełnych obrotach, ale dla przyszłego papieża był on wręcz codziennością.


Nikt nie mógł wyjaśnić dlaczego codziennie wczesnym rankiem Płetvonurkow wykrzykuje ów imię. Sam Wojtyła uważał, że jego arcywróg, niczym nietoperz, wyszukuje go po wibracjach fal dźwiękowych, choć chodziły po świecie również inne teorie.


To okrzyk uruchamiający potężny orgonit skryty przedniej kieszeni jego stroju - stwierdził wybitny foliarz Klod Klodkiejewicz Monetkin, zapytany o to w trakcie jednej ze swoich audycji. Ile było w tym prawdy? Trudno powiedzieć.


Mało kto zdołał zbliżyć się do Płetvonurkowa na tyle, by wykonać zdjęcie w lepszej jakości, a tym bardziej zadać mu jakiekolwiek pytanie.


Ale dziś… Ten okrzyk zdawał się inny. Jakby przepełniony tryumfem. Dziwnie to brzmi, by można było przepełnić tryumfem warkotliwy ryk, ale coś było nie tak.


To coś skłoniło Wojtyłę, by jednak obszedł się smakiem z białym barszczem i ruszył szybkim krokiem w kierunku góry. Było ciemno, a dojmujący chłód zdawał się przechodzić przez wszystkie warstwy ubrania kując nieprzyjemnie Karola w skórę. Brakowało do tego…


…Śniegu. No k⁎⁎wa, wykrakałeś Wojtyła, stary capie - zaklął pod nosem.


- Stój, kto idzie! - rosyjski okrzyk przerwał nocną ciszę


- P-podróżnik, alpinista! - odkrzyknął przyszły papież


- Myśmy myśleli, że to niedźwiedzie! Igor mi jest.


- Karol… - rozejrzał się


Było to skromne obozowisko alpinistów, dookoła były porozstawiane namioty, zaś na warcie stał tylko Igor wraz z innym mężczyzną.


- Macie tu jakieś dzieci? - rozejrzał się ksiądz


- Niestety, żadnych - Igor uśmiechnął się cwaniacko


KAROLU!


Kolejny ryk przeszył powietrze. Jeszcze tylko jedno spojrzenie wstecz…


Błękitna aura odbijała się od śniegu naokoło miejsca gdzie stała wielka postać bóstwa Płetvonurkowa. Karol nie czekał - rzucił się biegiem w mrok.


Długo słyszał później wrzaski i przeraźliwe krzyki innych alpinistów. Nie spodziewał się takiego zakończenia, było mu przykro za los jaki zgotował wyprawie studentów, ale cóż… Co miał począć? Ruszył powoli wgłąb Syberii. Przed nim była daleka droga.


https://gfycat.com/dishonestlimpantbear


#pasta #2137

Zaloguj się aby komentować

wyobrazacie sobie program telewizyjny, takiego architektonicznego Makłowicza?


„jestem tu w tej chorwackiej wiosce. jak widzimy, eeeee okiennice przy chałupach mają nieco bardziej zaokrąglone yyyyyy krawędzie niż w Prowansji, gdzie yyyyy byliśmy w zeszłym tygodniu, kamień eeeee na elewacji kościoła przy yyyyy rynku ma też delikatnie eeeee bielszy odcień.


wejdziemy sobie do środka tej oto chaty: mamy meble z okresu komuny z FMD z Belgradu, proszę zwrócić uwagę na przyciski włączania światła – wszystkie są poziomo. co ciekawe, drzwi wewnętrzne mają tutaj w standardzie 105cm szerokości! [...]


dzisiaj zbudujemy sobie typowy chorwacki dom mieszkalny. mamy tu wszystkie skladniki: bloczki ytong, słoweńskie blachy dachowe i kamień z lokalnych kamieniołomów na podmurowanie. do wykończenia mamy też serbski styropian i tynk. zaczynamy budowanie, tutaj stoi eee yyy ee yyy dźwig. [...]


[siedzi na leżaku przed domem na tle klifu i morza, popijając wino] tak wygląda skończony chorwacki dom, wlasciciel Zlatko juz sie wprowadza [Chorwat w tle macha do kamery, nosząc toboły]. Do widzenia państwu, w następnym odcinku pojedziemy do Rosji obejrzeć, jak mieszkają Niemcy nadwołżańscy.”


#maklowicz #heheszki #pasta #architektura

78223b15-9700-454d-9f1a-db699a238813

Zaloguj się aby komentować

-wchodzi użytkownik na hejto


-DZIEŃ DOBRY


-DZIEŃ DOBRY K⁎⁎WA PO POLSKU NIE ROZUMIESZ?


-DAJ MI TĘ APKĘ


-NO DAJ


-PROSZĘ PAŃSTWA TO JEST MODERATOR


-HEHE PATRZCIE JAKI GŁUPI


-DOBRA IDZIEMY DALEJ


-O! A TU MAMY APKĘ. KOJARZĄ PAŃSTWO NA PEWNO APLIKACJĘ WYKOPU? MA Z 10 LAT A WYGLĄDA NA 20.


-A TU APKA HEJTO. PO GODZINACH TO ROBIĄ. ZAPIERDALAJĄ NA ETAT, KAŻDY JEDEN, A POTEM, PAN SIĘ PRZESUNIE, SIADAJĄ PO GODZINACH I, UWAGA STOPIEŃ, I ROBIĄ APKĘ.


-I TO SIĘ PROSZĘ PAŃSTWA TRZYMA. JEST SOLIDNE, NIE WYGLĄDA JAK GÓWNO I CO NAJWAŻNIEJSZE! SPEŁNIA SWOJĄ FUNKCJĘ. A NA WYKOPIE? NO NA WYKOPIE JAK W LESIE.


a wykopek, k⁎⁎wa


-chlip chlip jaka ta apka ch⁎⁎⁎wa


-to pewnie przez te p0lki k⁎⁎wy


-ehhh tak bym sobie chciał korzystać z wygodnej aplikacji


-a nie mogę


-dajcie wzruszającą muzykę


-trzymaj się michau


-będę do ciebie pisać


-kocham cię ehhh


Ze specjalną dedykacją dla @hejto co to do nich napisałem, że mam problem z apką i już k⁎⁎wa nie mam problem z apką.


A na wykopie?


No na wykopie jak w lesie.


#heheszki #pasta #hejto #wykop #jebacwykop

Rozpierpapierduchacz userbar

My, urodzeni w przeszłości, z nostalgią wspominamy tamten czas. Nikt nie narzekał.


Było nas jedenaścioro, mieszkaliśmy w jeziorze... na śniadanie matka kroiła wiatr, ojca nie znałem, bo umarł na raka wątroby, kiedy zginął w tragicznym wypadku samochodowym, po samospaleniu się na imieninach u wujka Eugeniusza. Wujka Eugeniusza zabrało NKWD w 59. Nikt nie narzekał.


Wszyscy należeliśmy do hord i łupiliśmy okolicę. Konin, Szczecin i Oslo stały w płomieniach. Bawiliśmy się też na budowach. Czasem kogoś przywaliła zbrojona płyta, a czasem nie. Gdy w stopę wbił się gwóźdź, matka odcinała stopę i mówiła z uśmiechem, "masz, kurna, drugą, nie"? Nie drżała ze strachu, że się pozabijamy. Wiedziała, że wszyscy zginiemy. Nikt nie narzekał.


Z chorobami sezonowymi walczyła babcia. Do walki z gruźlicą, szkorbutem, nowotworem i polio służył mocz i mech. Lekarz u nas nie bywał. Chyba że u babci – po mocz i mech. Do lasu szliśmy, gdy mieliśmy na to ochotę. Jedliśmy jagody, na które wcześniej nasikały lisy i sarny. Jedliśmy muchomory sromotnikowe, na które defekowały chore na wściekliznę żubry i kuny. Nie mieliśmy hamburgerów – jedliśmy wilki. Nie mieliśmy czipsów – jedliśmy mrówki. Nie było wtedy coca-coli, była ślina niedźwiedzi. Była miesiączka żab. Nikt nie narzekał.


Gdy sąsiad złapał nas na kradzieży jabłek, sam wymierzał karę. Dół z wapnem, nóż, myśliwska flinta – różnie. Sąsiad nie obrażał się o skradzione jabłka, a ojciec o zastąpienie go w obowiązkach wychowawczych. Ojciec z sąsiadem wypijali wieczorem piwo — jak zwykle. Potem ojciec wracał do domu, a po drodze brał sobie nowe dziecko. Dzieci wtedy leżały wszędzie. Na trawnikach, w rowach melioracyjnych, obok przystanków, pod drzewami. Tak jak dzisiaj leżą papierki po batonach. Nie było wtedy batonów, dzieci leżały za to wszędzie. Nikt nie narzekał.


Latem wchodziliśmy na dachy wieżowców, nie pilnowali nas dorośli. Skakaliśmy. Nikt jednak nie rozbił się o chodnik. Każdy potrafił latać i nikt nie potrzebował specjalnych lekcji, aby się tej sztuki nauczyć. Nikt też nie narzekał.


Zimą któryś ojciec urządzał nam kulig starym fiatem, zawsze przyspieszał na zakrętach. Czasami sanki zahaczyły o drzewo lub płot. Wtedy spadaliśmy. Czasem akurat wtedy nadjeżdżał jelcz lub star. Wtedy zdychaliśmy. Nikt nie narzekał.


Siniaki i zadrapania były normalnym zjawiskiem. Podobnie jak wybite zęby, rozprute brzuchy, nagły brak oka czy amatorskie amputacje. Szkolny pedagog nie wysyłał nas z tego powodu do psychologa rodzinnego. Nikt nas nie poinformował jak wybrać numer na policję (wtedy MO), żeby zakablować rodziców. Pasek był wtedy pomocą dydaktyczną, a od pomocy, to jeszcze nikt nie umarł. Ciocia Janinka powtarzała, "lepiej lanie niż śniadanie". Nikt nie narzekał.


Gotowaliśmy sobie zupy z mazutu, azbestu i Ludwika. Jedliśmy też koks, paznokcie obcych osób, truchła zwierząt, papier ścierny, nawozy sztuczne, oset, mszyce, płody krów, odchody ryb, kogel-mogel. Jak kogoś użarła pszczoła, to pił 2 szklanki mleka i przykładał sobie zimną patelnię. Jak ktoś się zadławił, to pił 3 szklanki mleka i przykładał sobie rozgrzaną patelnię. Nikt nie narzekał.


Nikt nie latał co miesiąc do dentysty. Próchnica jest smaczna. Kiedy ktoś spuchł od bolącego zęba, graliśmy jego głową w piłkę. Mieliśmy jedną plombę na jedenaścioro. Każdy ją nosił po 2-3 dni w miesiącu. Nikt nie narzekał.


Byliśmy młodzi i twardzi. Odmawialiśmy jazdy autem. Po prostu za nim biegliśmy. Nasz pies, MURZYN, był przywiązany linką stalową do haka i biegł obok nas. I nikomu to nie przeszkadzało. Nikt nie narzekał.


Wychowywali nas gajowi, stare wiedźmy, zbiegli więźniowie, koledzy z poprawczaka, woźne i księża. Nasze matki rodziły nasze rodzeństwo normalnie – w pracy, szuwarach albo na balkonie. Prawie wszyscy przeżyliśmy, niektórzy tylko nie trafili do więzienia. Nikt nie skończył studiów, ale każdy zaznał zawodu. Niektórzy pozakładali rodziny i wychowują swoje dzieci według zaleceń psychologów. To przykre. Obecnie jest więcej batonów niż dzieci.


My, dzieci z naszego jeziora, kochamy rodziców za to, że wtedy jeszcze nie wiedzieli jak nas należy „dobrze" wychować. To dzięki nim spędziliśmy dzieciństwo bez słodyczy, szacunku, ciepłego obiadu, sensu, a niektórzy – kończyn.


Nikt nie narzekał.


#pasta #heheszki

42e0a425-f857-4695-8faa-890c76311948

Zaloguj się aby komentować

Jak ja kocham życie. Właśnie piję sobie drinka w domu, oglądam The Office najedzony własnoręcznie zrobionymi zapiekankami. Nic mi więcej nie potrzeba. Oglądam ten śmieszny serial na Amazon Prime Video, kotek siedzi mi na łóżku. Przypominam, oglądam The Office, więc zero potrzeb/testosteronu. Nie muszę z nikim walczyć, bo nie mam o co. Mam hajsy, jedzenie i bezpieczeństwo oraz oglądam The Office. Pozdrawiam.


#theoffice #pasta #pdk

e9c4465f-3681-4815-a2bf-03c32c575cfe

Zaloguj się aby komentować

Co za inba się odwaliła to ja nawet nie.


Mój brat, lvl 25, zamknął się w pokoju i nie chce wyjść. Próbowałem z nim pogadać przez drzwi, to krzyknął tylko, że śmierdzimy mainstreamem i z nikim nie będzie gadał, bo popsikał się niszą w swoim pokoju.


Ok, mówię, powiem mamie, że wyzywasz. Więc lecę do matki na skargę, no nie, i ona mówi, że z nim pogada. To idę z nią podsłuchać rozmowę. A ten krzyczy znowu przez drzwi, że mama jest p0lką, psika się jakąś Krupą z Rossmana i nie chce z nią siedzieć przy wigilijnym stole. Ponadto, że pewnie i tak największe jej marzenie to dostać jakieś La Vie Est Belle i nawet nie wie co to znaczy po polsku. Krzyczał tak głośno, że tate przyszedł i zapytał co się dzieje. Po streszczeniu całej sytuacji ojciec tak się wku$wił, że wywalił drzwi z kopa i wlazł do jego pokoju. Powiedział do brata, że jak śmie się tak odzywać do matki i że natychmiast ma ją przeprosić. A ten debil z ryjem do ojca i gada coś od rzeczy, że jakiś arabski książę, że Latafa enjoyer, że CDNIM to nawet obok Aventusa nie stał xD Ryczy w niebogłosy, że to niesprawiedliwe, że notino i tak anuluje, że lulua robi promocję tylko raz w roku i w ogóle życie jest do d⁎⁎y. Zaczął ojca wyzywać, że mógłby drugi etat wziąć, to by chociaż kupił jemu Amouage najtańszy na święta, a tak to pewnie Zino od niego dostanie xD Matka w płacz i histeria, bo debil oszalał i trzeba dzwonić po czubków, niech go zabierają do szpitala. Ojciec powiedział debilowi, że zepsuł nam święta. Przytulił matkę i zaczął ją pocieszać, a ten debil do ojca, że nawet nie wie jak batcha sprawdzić i najlepiej to siadają mu rozwodnione dekanty z olx, a w szpitalu to chociaż bandażami będzie pachnieć jak Baccarat Rouge 540. Ojciec nie zdzierżył i przypi%rdolił mu w jape, teraz czekamy na karetkę xD


Wesołych Świąt ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Zaloguj się aby komentować

To uczucie, gdy wypok chciał zarobić na pisowkim orlenie xD portal przez cenzurę tak bardzo rozjebany, a społeczność też tak bardzo zbanowana xD Żałuję trochę, bo spoko serwis był do czasu, a rozjebali przypadkiem, bo im mało było rogali xD Śmiecham, bo Białek płacze, a ja wale konia na hejto i lurkuję jeszcze czasem, a Anka go pociesza, chociaż sama musi codziennie usuwać filmy rumuna, a ja se siedzę za ścianą i k⁎⁎wa jestem śmieszkiem spierdoliną poza kontrolą, pasożytem zawadiakom, maskotką domową i strażnikiem internetowego ogniska. Siedzę za ścianą i k⁎⁎wa jestem w innym świecie, problemy z orlenem i pisem są tam, a ja tu jestem i k⁎⁎wa jestem też grubasem i mam skarpety góralskie za⁎⁎⁎⁎ście grube w święta i k⁎⁎wa nie mam koszulki i same majtki i się śmieje, w szafce mam czipsy i batony xD xD

Zaloguj się aby komentować

Dziady cz. 2137 "Kremówkarz wojtyła"


GUŚLARZ


Czarne z gara płyną buchy


Leca geste kłęby pary


Wzywam was, najcięższe duchy


Te bez czci i ten bez wiary


CHÓR


Pierzchaj ten kto w Boga wierzy


Swąd kremowek czuć nieswieży


Wchodzi DUCH


Duch piekielny w szacie białej


Papież Polak, Biskup Rzymu


W lewej dloni z pastorałem


W prawej akt aneksji Krymu


DUCH


Imię moje jest Jan Paweł


Jam pół człowiek jest, pół diabeł


Jam jest bestia straszna sroga


Jam jest szatan, śmierć i trwoga


Jam dowodził na Wolyniu


Jam pociągał spust w Katyniu


Prowadziłem Tupolewa


Celowałem prosto w drzewa


Jam jest święty


Co uderzyl w World Trade Center


Strącił Łuszcza z ośmiu pięter


A najbardziej na tym świecie


Lubił gwałcić małe dzieci


DUCH POLAKA


Ty Janie Pawle, ty bestio zapchlona


Na wieki wieków bądźże potępiona


Zapewniałeś ześ ty prawy jest katolik


A pisałeś - do Mossadu - wszystkich gojów roz⁎⁎⁎⁎⁎olić


Powiem ja i twą najskrytszą tajemnice


Tys Żydowi sprzedawał polskie kamienicy


Śmierć byś napotkał i rychły pochowek


Za te kamienice dla pięciu kremówek


GUŚLARZ


Czego pragniesz Ojcze Święty


Jeśli dziecka, bądź przeklęty


DUCH


Dobrze mnie Polaczki znacie


Małe dzieci mi tu dacie


Chcę duszyczki Józia, Rózi


Chętnie włożę im do buzi


Wchodzą JÓZIO I RÓZIA


JÓZIO I RÓZIA


Witaj papo, ojcze święty


Chcemy dać ci te podarki


Zapalniczka, tytoń, skręty


Byś mógł kopcić w rytmie "Barki"


PAPIEŻ


Schylcie o dziatki małe swe główeczki


Karol da wam kremóweczki


W nich rohypnol jest - dachówka


Byście nie pisnęły słówka


GUŚLARZ


Pomóc tobie się staramy


Ale dzieci ci nie damy


PAPIEŻ


Posłuchajcie choć chwile


Bracia, księża pedofile


Bo kto małe dzieci j⁎⁎ie


Ten nie będzie nigdy niebie


CHÓR


Słusznie dziś Jan Paweł prawi


Jednak duszy swej nie zbawi


Bo kto małe dzieci j⁎⁎ie


Ten nie będzie nigdy w niebie

Zaloguj się aby komentować

K⁎⁎wa tylko niech nikt mi się nie waży pojechać na święta do mamusi z plastikowymi pojemnikami z kurczakiem i ryżem. Matka cały dzień napierdala w kuchni a tu przyjeżdża wielki kafar co mówi, że nie spróbuje serniczka bo on trzyma formę i będzie żarł styropian z sosem 0kcal.


Chociażbyście mieli kolejny dzień napierdalać martwe ciągi aby zrzucić te makowce, serniki, jajka i galarety, to macie się zajadać aby matce przykro nie było i jeszcze pochwalić, że pyszne a nie k⁎⁎wa, że gluten czy inny biały cukier.


I nic nie gadać o siłowni tylko ładnie się ubrać i siedzieć cicho. Nikogo nie interesuje twój nowy trening pod siłę i hipertofię i każdy też wie, że kreatyna 5g dziennie.


W ten dzień nie róbcie też przykrości matce i jak mówi, że białko to chemia i sterydy, to nie kłócicie się tylko przytakujecie i mówicie, że nie bierzecie tego świństwa.

@naziduP a widzisz, nie wiedziałem, że to pasta i nikt nie mówi, że 2-3 dni jedzenia w opór do porzygu, ale tak normalnie sobie zjeść bez patrzenia na to, czy zdrowe czy mniej.

@rafal155


Jak chcesz porównać kogoś z obsesją formy czy siłowni, do alkoholika na detoksie, to tym bardziej coś jest nie tak z tym pierwszym


Porównuję otyłość do alkoholizmu/narkomanii. To są bardzo podobne mechanizmy. Dlatego jeśli ktoś miał problem z otyłością to nie śmiałbym powiedzieć mu "no nażryj się dziś makowca, raz ci nie zaszkodzi" bo owszem może zaszkodzić .

Zaloguj się aby komentować

co się odjebało.


Klub fitness, w którym pracuję należy do sieci obejmującej całe miasto (7 klubów). We wrześniu miało odbyć się otwarcie nowego, najlepiej wyposażonego z nich, więc zarząd zażyczył sobie otwarcia z pierdolnięciem i koniecznie z celebrytą i konferansjerem. Ale nie takim przeciętnym konferansjerem, pokroju Kasi Cichopek, takim, przez którego goście się posrają z podniecenia, w oczekiwaniu na kolejne atrakcje, a zarządy konkurencyjnych siłowni będą sobie pluć w brodę, że to nie oni zaprosili go na swoje gównoeventy. Celebryta był odgórnie ustalony przez samego prezesa- czerwoną wstęgę przy drzwiach klubu miał rozerwać nie kto inny jak żelazna pięść polskiej sceny mma i najsilniejszy, swojego czasu, człowiek globu- Mariusz Pudzian Pudzianowski. Jako, że jestem kierownikiem sprzedaży w jednym z klubów, zostałem poproszony o pomoc w organizacji eventu. Mieliśmy dwa miesiące na zgranie wszystkiego. Długo główkowaliśmy kto poprowadzi imprezę na poziomie, który zadowoli prezesa i załatwi nam niewyjebanie z roboty. Jako fan teleturniejów zaproponowałem Huberta Urbańskiego- więdnącą gwiazdę TVNu, gościa, który łapał się prawie każdej chałtury, byleby te dwa tysie uciułać za pokazanie japy. Udało się, zgodził się poprowadzić, ustaliliśmy warunki finansowe- prezes z zarządem podwaleni, szeptali sobie na ucho, jak to c⁎⁎j nie strzeli konkurencji, że oni, potentaci fitnessowi, wszystko robią najlepiej i najhuczniej, a tamci (konkurencja), jebane biedaki, nigdy nie osiągną więcej niż 10 grubych bab na zumbie, 2 razy w tygodniu.


Gości miało być przedużo- na mieście pojawiły się jebitne banery zapraszające na otwarcie, ładne loszki roznosiły ulotki po pobliskich osiedlach, no i kręciło się po nich dwóch Januszy w swoich golfach trójkach, drąc ryje przez megafon, że zapraszają na Pudziana na siłkę. Do tego, zaproszenia dostała, hehe, śmietanka towarzyska miasta. Nadszedł dzień otwarcia, pierwsza niedziela września- ku⁎⁎⁎⁎ko gorąca niedziela. Pot ciekł mi po d⁎⁎ie, już sekundę po przebudzeniu, a wiedziałem, że to dopiero początek ciężkiego dnia. Otwarcie zaplanowaliśmy na 12, ale zbieraliśmy się w klubie już o 7 żeby wszystko zorganizować. Aby zadowolić prezesa i jego gości (Warszawka w Ferrarkach) oraz potencjalnych klientów, wszystkie hosstesy popierdalające po klubie z próbkami odżywek, balonikami i firmowymi gadżetami ściągneliśmy z agencji modelingowej. Loszki 10/10, szpila, spódniczka pokazująca podpiździe przy najmniejszym ruchu, cycek wielkości głowy noworodka. Przy recepcji porozkładały się sklepy z odżywkami, sprzętem sportowym, fit catering. Na siłce zaplanowane pokazy, konkursy, otwarte treningi, no i wisienka na torcie- Pudzian będzie odpierdalać mma, pokazując jak masakruje trzech typów po kolei. Prezes przyjechał z hotelu już o 8 doglądnąć interesu, a że akurat byłem najbliżej wejścia gdy wbijał odjebany na biało, jak Michał Wiśniewski w kajne grencen, to zagadał do mnie- No Anon, jak przygotowania? Mam nadzieję, że nic nie spierdolicie dzisiaj. Pamiętaj, że jak c⁎⁎j nie strzeli konkurencji z zazdrości, wypierdolisz stąd szybciej niż myślisz. -Oczywiście Panie Prezesie, wszystko bangla jak należy, będzie Pan zadowolony. Gdy odchodził pożyczyłem mu pod nosem murzyńskiej kniagi w d⁎⁎ę i klocków lego pod bosymi stopami. Po chwili na parking zajechał Urbański na swoim Harleyu, odjebany w kurtę i spodnie z frendzelkami wyglądał jak Reno Raines z Renegata. Widać, że miał przećwiczone schodzenie z motocykla w gwiazdorski sposób, bo robił to cholernie zamaszyście, żeby przypadkiem wszyscy zauważyli, że na posesję wjebał się mistrz milionerów, Hubert Urbański. Dzisiaj pokaz robił tylko dla mnie- nikogo innego nie było wtedy na parkingu. Niestety, stawiając nóżkę zaczepił nią o jeden z frendzli w spodniach i gdy poderwał się z siodełka z impetem wy⁎⁎⁎⁎⁎olił się na kostkę przed klubem, ciągnąc za sobą swojego czarnego harleya, który przygniótł mu plecy. - Ja pi⁎⁎⁎⁎le, Panie Hubercie, w porządku? Krzyczałem podbiegając i ściągając z niego motor. Gdy go stawiałem, Hubert wstał, otrzepał swoje ubranie z frędzlami, zdjął kask i mówi - Słuchaj młody, jak nie powiesz nikomu co się tutaj odjebało to kopsnę Ci stówę ze swojej gaży, wchodzisz w to sk⁎⁎⁎⁎synu? -Panie Hubercie, nie trzeba, hehe, każdemu może się przytrafić. Masz k⁎⁎wa swoje frendzelki pajacu- pomyślałem, po c⁎⁎j staremu facetowi taki outfit to chyba nigdy nie pojmę. -Dobra, prowadź mnie do garderoby i dawaj rozpiskę tej szmiry. No i sushi mi zamów, muszę zjeść jakieś dobre zawsze gdy się wkurwię. Hubert nie przebierając w słowach dał wytyczne. Nie ukrywam, że trochę się zdenerwowałem, bo skąd ja mu k⁎⁎wa miałem zorganizować sushi o 9 rano w niedzielę. Zaprowadziłem go do szatni gdzie przebierały się loszki z agencji, dałem rozpiskę i pojechałem na Orlen kupić mu paczkowane surowe ryby. Wróciłem po 30 minutach, podgrzałem mu żarcie w mikrofali i zaniosłem do garderoby. Gdy wszedłem, loszki napierdalały sobie z nim fotki, wciskając jego siwy łeb w swoje, prawdziwe niczym święty mikołaj, cycki. Loszki się trochę wkurwiły, że one dostały kanapki z dżemem, a Hubert opierdala kulinarną definicję Japonii, ale olałem je i wyszedłem na parking gdzie miał przyjechać multicelebryta Pudzian. Dochodziła 11. Pudzian z piskiem opon wpadł na parking w swoim żółtym Hammerze, wyskoczył z niego niczym sarenka i szedł ku wejściu. Chciałem mu wyjść na przywitanie, ale w drzwiach dopadł mnie prezes, pierdolnął mną o futrynę i wyskoczył pierwszy na parking. Jednego zjeba na głowie mniej- ucieszyłem się i zawinąłem się na pięcie na stoisko z odżywkami żeby opierdolić jak najwięcej darmowych próbek do domu.


Zbliżała się godzina zero, wszyscy czekają przed wejściem, ludzi cały parking, więcej niż na promocji croockswów Lidlu, Pudzian przez 30 minut przed startem napierdalał wszystkimi sztangami na siłce żeby każdy z jego mięśni był widoczny z kosmosu, nasmarował się oliwką dla dzieci i wytoczył się przed wejście stając koło prezesa. Na podeścik wskakuje Hubert, przebrany już w swój niedzielny, biały garnitur i zaczyna odpierdalać swój szajz sypiąc żarcikami i heheszkując jakby to wcale nie przegrał życia i nie zaliczył upadku społecznego z gmachu TVNu w kupę gówna twarzą. Tak jak było w planie, Pudziań najpierw zerwał z siebie koszulkę, później rozerwał w strzępy czerwoną wstążkę obejmującą cały, k⁎⁎wa, budynek siłowni (oczywiście ja musiałem popieprzać przez żywopłot w koszuli i garniturowych spodniach żeby tą pierdoloną wstążkę poprzyklejać- moje eleganckie mokasyny nadawały się po tym jedynie do wyjebania). Prezes z zarządem podnieceni jak pedofil w przedszkolu, skakali z nogi na nogę klaskając i napierdalając zdjęcia swoimi nowymi ajfonami. Potem poszło gładko, Hubert nakręcał ludzi, Pudzian rozdawał autografy i kręcił się po siłce rozmawiając z sebixami o sposobie na dojebanie klaty i bica. O 18 miał być główny punkt imprezy, na przygotowanym ringu Mariusz miał zlać po mordach trzech chłopaczków. Godzina 17.50, Hubert zaprasza wszystkich pod scenę, gdzie zaraz odbędzie się show. Pudzian już na ringu, napalony jak pochodnia na obicie ryjów biednych statystów, z głośników napierdala piosenka jego brata. Nagle pod scenę podchodzi trzech gości, w krótkich spodenkach i w szlafrokach z kapturami na głowach, muzyka cichnie. Szanowni Państwo, zaszła mała zmiana w programie, nasz fajter Pudzian zmierzy się z trzema, ale innymi niż zakładano przeciwnikami. Co do c⁎⁎ja. Prezes już patrzy na mnie jakbym matkę mu zapierdolił. Czuje jak dwa kawałki surowej ryby, którą zajebałem Hubertowi z talerza podchodzą mi do gardła. Goście wskakują na ring, ustawiają się w rządku i po kolei zdejmują kaptury. Publiczność piszczy, ja rzygam do kosza na zaciski do sztang, Pudzian zdziwiony rozgląda się nerwowo dookoła szukając prezesa. Na przeciw naszego Mariuszka kochanego stoją kolejno- Boguś Linda, na⁎⁎⁎⁎ny Krzysztof Krawczyk i wróg publiczny numer 1- Marcin, elTestosteron Najman. Co się tu odpierdala. Nagle Hubert Urbański ucisza towarzystwo, i mówi niższym niż zawsze basowym głosem- Szanowni Państwo, za chwilę, za pośrednictwem moich serdecznych przyjaciół, pan Mariusz Pudzianowski zostanie ukarany za rozbicie mojego małżeństwa i dostanie sromotny wpierdol. Bardzo dziękuję Anon, że w końcu dałeś mi możliwość wymierzenie sprawiedliwości. Załatwił mnie, j⁎⁎⁎ny siwy nieudacznik załatwił mnie w najważniejszym dniu mojego zawodowego życia. No ale srał pies, nie codziennie widzi się jak Krzysiek Krawczyk w kooperacji z Najmanem i Lindą spuszcza lanie komukolwiek, tym bardziej Pudzianowi. Przepchałem się pod samą scenę i krzyczę - Parostatkiem w imię zasad sk⁎⁎⁎⁎syny! Jak na sygnał wszyscy trzej muszkieterowie Urbańskiego doskoczyli do Pudziana, który był tak zdziwiony tym wszystkim co się dzieje, że nawet nie stawiał oporu. Bili go mocno, twardy jak skała Mariusz piszczał gdy Krzysiek Krawczyk swoimi tombakowymi sygnetami napierdalał go w twarz, wybijając przy tym wszystkie, tak starannie wybielone zęby. W tym samym czasie Boguś Linda miażdżył dłonie Pudziana obcasem swoich kowbojskich butów. Najman do tego momentu się tylko przyglądał. Gdy Mariusz padał na matę krzycząc, że tanio skóry nie sprzeda, elTestosteron zdjął spodnie i oddał stolec na plecy Pudziana, rozmazując przy okazji napis „Kosbud systemy ociepleń”, który zawsze gościł na plecach strongmana. Prostując się i podciągając spodnie Najman krzyknął- KSW to gorsze gówno niż to tutaj, to przynajmniej jest prawdziwe, a tam wszystko jest ustawione! W klubie cisza, rodzice z małymi dziećmi zaczęli wychodzić, prezesa już od dawna nie widziałem, a sam miałem radochę jak wtedy gdy na komunii odbierałem koperty z hajsem od gości, mając w głębokim poważaniu swoją karierę w strukturach firmy. - Jak widzicie Państwo, z Pudziana jest gówno nie fajter. Wydymałeś mi żonę, teraz ja wydymałem Ciebie- krzyczał Hubert, ocierając zaschniętą ślinę z kącików ust. Zeskoczył z podestu, z którego komentował całą walkę, poszedł do szatni przebrać się w swój strój z frendzelkami, powiedział, że pi⁎⁎⁎⁎li te dwa tysiące, że najlepszą zapłatą dla niego jest twarz Pudziana obsranego przez Marcina elTestosterona Najmana. Wsiadł na motocykl i odjechał w dal nie zakładając kasku i pozwalając wiatru rozwiać jego bujną, siwą czuprynę. Pudzian nie odezwał się słowem do nikogo, owinął się trzema szlafrokami po oprawcach i zostawiając wszystko pobiegł prosto z ringu do Hammera i tak jak wjechał, z piskiem opon opuścił parking klubu. Większość gości była zachwycona widowiskiem, myśleli, że gówno Najmana było sztuczne, a cała scenka zaplanowana. Po zakończeniu tej imby, 3/4 sebixów i karyn będących na otwarciu kupiło karnety bo takiej wyjebanej siłowni to oni dawno nie spotkali. o 21 gdy wszystko się skończyło, podszedł do mnie prezes, wręczył mi kluczyki do swojego czerwonego niczym pierwsza miesiączka Ferrari i powiedział, że to prezent za zaangażowanie w firmę bo tak za⁎⁎⁎⁎⁎tego otwarcia to nawet w Warszawie mu będą zazdrościć. Powiedziałem mu jednak, że pi⁎⁎⁎⁎le jego pedalskie Ferrari, że skoro w takim chujowym miejscu zorganizowałem taką ekstra wixę, zakładam agencję eventową i zajmę się zemstami celebrytów na innych celebrytach bo to nisza, którą trzeba zagospodarować. Co prawda, teraz, po roku wiem, że był to najchujowszy pomysł na świecie, bo mogłem rwać loszki na samochód warty więcej niż moje życie i być królem sprzedaży w fitnesie, a tak trafiłem na magazyn w ikei i skręcam jebane meble bo przecież nie miałem pojęcia jak prowadzić agencję eventową i po miesiącu musiałem ją zamknąć. Jednak tych pięknych wspomnień z tamtej wrześniowej niedzieli nie zamieniłbym na wszystkie samochody świata.

Zaloguj się aby komentować

Powrzucam trochę kultowych past. Chciałem wziąć na pierwszy ogień pastę o serwerowni, ale zgadnijcie co xD


Mam prawie 2 metry wysokości, więc nawet kiedy próbuję być miły nie jest dla mnie problemem zastraszyć dziecko. Na przykład, na spotkaniach rodzinnych dzieciaki często chowają się za nogi swoich matek widząc spoglądającą na nich z odległej góry groźną twarz.


Ale pomówmy o innym przypadku. Pewnego razu, już nieźle podpity byłem z kumplem w Tesco rozglądając się za gęsiwem i innymi towarami. Przechodziłem właśnie obok działu z zabawkami, gdy usłyszałem (i zobaczyłem) małego dzieciaka (na oko 5 - 7 lat) w tych luzackich nowych młodzieżowych nowoczesnych dynamicznych ubraniach świadczących o nie najlepszym guście jego rodziców. Dzieciak był nieznośny, wrzeszczał, darł się i awanturował że było go słychać 5 alejek dalej. Powiedziałem do kumpla: "Pierdne temu gówniarzowi w twarz - patrz i ucz się".


Poszedłem spokojnym krokiem w kierunku alejki obserwując scenę przyszłej zbrodni. Mały guwniak krzyczał na swoją matkę że jest debilką za to że nie chce mu kupić jakiejś je⁎⁎⁎ej figurki z współczesnym he-manem (jakby to chociaż chodziło o jakąś grę czy coś, ale ten dzieciak chciał najbardziej gówniany typ zabawki ever). Dyskusja wyglądała mniej więcej tak:


kupiłam Ci ostatnio, i zepsułeś, nie dostaniesz nowej


ZAMKNIJ SIE JA CHCEEEE TYLKO TEJ MI BRAKUJEEE


nie mam teraz pieniędzy


GŁUPIA JESTEŚ IDIOTKA JA CHCEEE


Matka miała na oko dwadzieściaparę lat, więc wpadka z bonusem bankowa.


W owym czasie byłem na diecie składającej się z chińczyka i mrożonek z pierogów ruskich. Akurat w momencie gdy się przyglądałem, poczułem znajomy pomruk w jelitach, świadczący o rychłej konieczności wysrania się. O, przygodo!


Podszedłem nieco bliżej, udając zainteresowanie zabawkami z kucykami, rozważając jednocześnie ich pedalstwo. Kto dorosły to kruwa ogląda? Dzieciak krzyczy


JEBAJ SIE, NIENAWIDZE CIE


Matka przewraca oczami i odwraca się od dzieciaka, próbując go ignorować. A ten mały skurwiel klęka i zaczyna rozpakowywać j⁎⁎⁎ną figurkę. W samą pore, guwniaku.


Ustawiam się na przeciw niego, jakieś pół metra odległości. On, cały zaaferowany rozrywaniem pudełka i tych plastikowych gówien co trzymają zabawkę nie zauważa nic. To już ten czas. Pochylam się aby sięgnąć zestaw klocków lego ze strażakami i policjantami. W tym momencie moja d⁎⁎a zbliża się na jakieś 10cm od jego twarzy.


Teraz, generalnie, najlepsza taktyką jest zachować chłód, j⁎⁎⁎ąć bombę, i odejść po kilku sekundach jakby nic się nie wydarzyło. Zwykle odchodzę do alejki obok i z przyjemnością słucham reakcji dzieciaka. Ale dziś było inaczej. Nie mogłem się powstrzymać - odwróciłem się i patrzyłem na niego, upewniając się że celuję dobrze.


Jestem tak blisko że prawie na nim siedzę. Kumpel, widząc to nie może już się powstrzymać i dławiąc się wydaje dźwięki jak upośledzony mamut na hiperwentylacji, będąc przy tym głośny co najmniej jak człowiek małpa.


Dzieciak natychmiastowo podnosi głowę szukając źródła śmiechu. Teraz, jedyne co widzi to moja d⁎⁎a skierowana prosto w jego stronę. Moje uczucia rozciągają się od niekontrolowanej radości do paniki, bo przecież złapałem z nim kontakt wzrokowy. Dzieciak instynktownie szuka wzrokiem matki, ale ona już dawno zdążyła wykurwić prawie na koniec alejki, odwrócona plecami do nas. Czas zastyga na moment, gdy patrzę się w jego zdziwioną, naiwną twarzyczkę.


Wstępny podmuch był potężny i hałaśliwy. Przysięgam, widziałem jak jego włosy lekko załopotały jak flaga na wietrze. Gdyby nie fakt że byłem w spodniach, zapewne mógłbym zdmuchnąć pustą puszkę po fancie. Nazwałbym to "bardzo zabawnym pierdem", kategorii co najmniej A+. Jednakże, to co nastąpiło potem było iście przerażające. Natura bąka zmieniła się nagle i niespodziewanie. Z postaci "wesoły róg rohanu" jakby znikąd ewoluował w nikczemne, syczące i podstępne wyziewy. Zdaje się, że ten mały hałaśliwy guwniak odnotował tę transfigurację wcześniej niż ja, bo wyginał rozpaczliwie swój kark próbując uciec od spersonifikowanego zła wdzierającego się w głąb jego duszy. Ze względu na jego pozycję (klęczał, trzymając kurczowo zabawkę), cały jego wysiłek był daremny - jedyne co mógł zrobić to pochylić się w przód - a to oznaczało pewną śmierć. Z jednej strony Ja, z dogodnej pozycji mogłem umknąć w każdej chwili a z drugiej strony on - biedny i unieruchomiony. Odliczałem tylko czas, w którym cała tortura się zakończy.


To wszystko trwało może 4 sekundy, ale dla tego dzieciaka była to cała wieczność. Długoterminowe uszkodzenie mózgu, które z pewnością zaszło u tego malca, tylko spotęgowało efekt.


Kiedy skończyłem moje dzieło, nastąpiła chwila brzemiennej ciszy. Dzieciak był zaszokowany i oszołomiony. Nikt nigdy się temu małemu psycholowi nie postawił w taki sposób, w jaki ja to zrobiłem. Zebrałem uczucia całego świata i wypełniłem nimi mój pierd.


Poruszyłem się jako pierwszy, odkładając zestaw klocków lego na polkę, odszedłem parę kroków i patrzyłem na niego przez kilka chwil. Jedyną rzeczą, jaką teraz mógł zrobić był rozpaczliwy płacz. Kumpel, węsząc zagrożenie, zaczął pośpiesznie umykać w kierunku wyjścia. Matka odwraca się i widzi swoje płaczące dziecko z otwartą zabawką i mnie, zajmującego się swoimi sprawami.


Podchodzi do niego i pyta co się stało, lecz dzieciak nie może mówić. Jedyne dźwięki jakie udaje mu się wydobyć z gardła to


ŁEEEEŁEEŁĘEEEEEBUEEEEŁEEE


Skupiam się jak omeg, byle tylko się nie roześmiać. Jeszcze raz odwracam się w stronę dzieciaka rzucając mu nonszalanckie spojrzenie, po czym spokojnym krokiem wychodzę z alejki. 


Dzieciak, wyczuwając że jego zamachowiec może się wymknąć bez konsekwencji, skupia się na chwile i krzyczy


ON PIERDNĄŁ NA MNIEEEEEE


Czuję, że wskazuje na mnie palcem, ale nadal udaję że nic nie wiem o całym zajściu. Już prawie wyszedłem za regał, gdy matka krzyczy 


Proszę pana.... HALO!


odwracam się zaskoczony 


Hmm kto, ja?


Tak. Czy pan właśnie PIERDNĄŁ na mojego syna?


szybko rozważając rożne opcje odpowiedzi, wybrałem rżnięcie głupa 


Co? Hmm.. w sumie to tak, tak zrobiłem.


Na mojego syna?


Cóż, zależy jak na to patrzeć... Mam namyśli, co pani rozumie przez "na pani syna"?


JAK MÓGŁ PAN TO ZROBIĆ, DLACZEGO?


W tym czasie dzieciak, już nieco otrząśnięty, zmienił wyraz twarzy na typowy szadenfrojdowy uśmiech, widząc mnie w tarapatach. Pomyślałem


PI⁎⁎⁎OL SIĘ GÓWNIARZU, JA TU JESTEM MĘŻCZYZNA I BĘDĘ PIERDZIAŁ NA CIEBIE JEŚLI SPRAWIA MI TO PRZYJEMNOŚĆ


Skierowałem więc na niego wzrok i powiedziałem do matki 


Ponieważ cały sklep musiał słuchać jak pani dziecko zachowuje się jak małe, wkurwiające, śmierdzące gówno. Postanowiłem więc potraktować go w odpowiadający temu sposób


Matka patrzy na mnie, na dzieciaka, i na rozjebane pudełko po zabawce. Zbita z tropu mówi tylko "Idź pan stąd". To moja szansa! Odwracam się, i szybkim zdecydowanym krokiem wychodzę ze sklepu. Po drodze widzę czarne kule kamer przemysłowych, i przed moimi oczami przelatują mi wszystkie znane historie o napastowaniach seksualnych. Dopiero teraz pomyślałem, jak bardzo przejebane moglem mieć.


Kumpel, instynktownie wyczuwając zagrożenie, czeka już pod wejściem do Tesco z włączonym silnikiem. Wsiadam, i odjeżdżamy z miejsca zbrodni niezauważeni.

Zaloguj się aby komentować

Byłem na rogalowni pierwszy raz od usunięcia swojego konta i to już kolejna pasta o pedofilach z wykopu (dzisiaj widziałem u nas inną), brawo panie bialek!


Na mikroblogu od c⁎⁎ja mirków z logo orlenu w otoczce wykopu. Ciekawe ile osob z banami do świąt...


Afera na cztery faferki. xD


Michał Białek kończył nocną wartę w serwerowni wykopu. Za oknem zadłużonej willi poznańskie koziołki ocierały się częściami, których Białek wolałby nigdy nie mieć. Przypomniał sobie o żonie, którą widywał głównie w niedzelne poranki.


Stękanie ćwiczącego lewicę Kinera dobiegało zza rzędu wykopowych monitorów. Białek automatycznie podłożył ociekające potem dźwięki pod obraz żony osadzonej na knadze Kinera. Intuicja podpowiadała mu, że lekko otyły kolega z pracy przebiera palcami po najkrótszej części ciała oglądając zdjęcia białkowej połowicy na fejsbuku. Nie mylił się. Czuł jednak dziwaczną dumę połączoną z rozbawieniem, które przyniosła mu owa wizja.


,,Puk puk".


Pierwsza myśl - Elfik32. Ku⁎⁎⁎⁎zcze, które zrobiłoby wszystko za status moderatora w serwisie.


Białek poczuł się ważny. Myśl o zdradzie żony przerodziła się w pewność, że w tę sobotnią noc powstaje dziecko, na które po badaniach DNA nie musiałby wyłożyć ani grosza. Zatliła się w jego biednym umyśle żądza zemsty. Ocknąwszy się wstał i nonszalancko otworzył drzwi.


Elfik32. Czarna owca rodu Steckich stała w progu oparta o framugę ze swoim kurewskim uśmieszkiem woźnej. Baletki, krótka spódniczka i motzno zarysowany dekolt jaśniały kontrastującą z nocnym krajobrazem bielą. - wstawiona jak zwykle - pomyślał Białek.


Elfik położyła palec na ustach. Białek domyślił się, że odseparowany od świata zewnętrznego Kiner nie usłyszał pukania aktywnej wykopowiczki, która właśnie przyniosła im kanapki. Spod granicy niemieckiej.


Elfik sprawnie zzuła obuwie i figlarnie mrugając ruszyła w stronę Kinera. Białek podążał wzrokiem za opalonymi stópkami zmierzającymi w stronę McKinera, nie mogąc powstrzymać wewnętrznego rozbawienia. Za chwilę miał wyjść na jaw fakt, którego nikt z pracowników wykopu osobiście nie widział, choć był świadom jego istnienia. Fakt, który miał zburzyć spokój Kinera na zawsze.


Elfik wczołgała się pod biurko i sprawnie wyskoczyła po drugiej stonie. Kiner wybałuszył oczy i odskoczył w tył z naprężonym ku⁎⁎⁎em w ręku. - Ale...


Spojrzenia Białka i Kinera spotkały się. Kiner był zażenowany całą sytuacją, o czym świadczył wyraźny rumieniec na jego aryjskiej twarzy.


Śmiech Elfika rozniósł się po pomieszczeniu.


- Mała pała jak na administratora. - powiedziała Elfik, ledwie powstrzymując śmiech. Kiner spąsowiał bardziej. Ręce machinalnie powędrowały w stronę rozporka, gdy podchmielona Elfik rzuciła się w tę samą stronę.


- Zostaw. - powiedziała stanowczo.


Zaskoczony Kiner wypuścił pytonga z ręki. Dziesięciocentymetrowy organ bezwładnie opadł lekko kołysząc się na boki, gdy Elfik doskoczyła do sparaliżowanego grubaska niczym wygłodniała kura i stanowczym ruchem opuściła nieco za duże spodnie. Od czasu nieudanego eksperymentu z rurkami Kiner powrócił bowiem do starych nawyków, co ułatwiło wykopowiczce zadanie.


- Jesteś pijana. - wystękał, gdy Elfik chwyciła go za lekko przywiędniętą pałę i chichocząc zaczęła prowadzić w stronę Białka, który obserwował sytuację z zaciekawieniem. Programista nie protestował jednak zbyt zaciekle. Był to pierwszy raz, kiedy kobieca ręka spoczęła na jego wypustce. Było to niewątpliwie ciekawe doznanie, gdyż sam Kiner zdawał się zapomnieć o dziwnych okolicznościach, w jakich doszło do tego przełomowego momentu.


Białek nie mógł już powstrzymać rozbawienia, obserwując zesztywniałego Kinera kroczącego za dzierżącą jego orzeszek Elfikiem. Wybuchnął serdecznym śmiechem, mimowolnie puszczając krótkiego bąka o dosyć wysokiej tonacji.


Przepraszam, - rzekł Białek przez łzy - ale nie bardzo rozumiem sytuację.


Elfik puściła kinerowe przyrodzenie i kołysząc biodrami powoli podeszła do administratora o podkrążonych od pracoholizmu oczach, zalotnie kręcąc loczek wydłubany spod natapirowanej burzy blond włosów.


- Nie planowałam tego. Zawsze byłam spontaniczna. - wyszeptała prowokacyjnie, gmerając już teraz palcami w okolicy guzików różowej koszuli Białka.


Kiner zastygł jak posąg w centrum serwerowni. Nie zdawał sobie sprawy, jak komicznie wyglądał z opuszczonymi do kostek spodniami kupionymi przez mamę w second-handzie, z włosami łonowymi w nieładzie i zaczerwienioną od uścisku knagą smętnie zwisającą między otłuszczonymi udami. Poczuł ukłucie zazdrości widząc pierwszą kobietę, której pozwolił się dotknąć, z zapałem liżącą opalony tors Białka. To on powinien być na jej miejscu.


Białek zamknął oczy, czując wilgotne pociągnięcia elfikowego języka po swojej klacie. Nie była to zdrada, był to gwałt. Stąd też, domyślając się dalszego przebiegu sytuacji, nie miał żadnych wyrzutów sumienia. Aby jednak im zapobiec, wyobraził sobie że jego żona jest właśnie posuwana przez murzyna. ,,Co za k⁎⁎wa" - pomyślał. Czuł się całkowicie oczyszczony z zarzutów.


Elfik przeszła do lizania twarzy, by w końcu zbliżyć się do ucha Białka.


- Wiesz, do czego tasował twój kolega? - szeptnęła, po kurewsku przenosząc wzrok na jego twarz. - Do zdjęć twoich przeróbek zrobionych przez...


- Nie kończ. - przerwał jej Białek. Nie chciał by słowo codziennie odmieniane przez przypadki w miejscu jego pracy ostudziło podniecenie. Na moment jednak otrzeźwiał i odepchnął rozpaloną Stecką od siebie.


- Czego tak właściwie chcesz, hm? - zapytał, badawczo spoglądając na Elfika. Nie doczekał jednak odpowiedzi, gdyż Kiner niespodziewanie zwinnie, biorąc pod uwagę jego warunki fizyczne, chwycił drukarkę Samsunga i ogłuszył Elfika celnym uderzeniem w tył głowy. Elfik bezwładnie osunęła się na ziemie, potwierdzając swoją renomę kobiety upadłej. W sekundę


później Kiner stanął z roznegliżowanym Białkiem twarzą w twarz, oko w oko. Ich chuje równiez były całkiem blisko. Zszokowany Białek nie rozpoznawał nieśmiałego dotąd kolegi. Coś w nim zdecydowanie pękło, a w spojrzeniu programisty była niewidoczna dotąd determinacja.


- Zerżnij mnie. - wycedził Kiner. - Zerżnij mnie motzno w odbyt. - powtórzył. Powieka nawet nie drgnęła podczas wypowiadania tych słów.


Białek w swoim zaskoczeniu wydał niezidentyfikowany dźwięk, lecz Kiner natychmiast położył mu palec na ustach.


- Nikt się nie dowie. Ta k⁎⁎wa Elfik i tak ci już powiedziała. Nie mam nic do stracenia. - powiedział. Nie czekając na reakcję Białka, przeszedł od słów do czynów.


Świat Białka wywrócił się do góry nogami, starał się jednak chłodno kalkulować, jak wiele nieoczekiwana przygoda gejowska mogła zmienić w imidżu samca alfa, na który tak ciężko pracował. A Kiner nie żartował. Był silniejszy od niego, co potwierdził brutalnie atakując Elfika kilkanaście sekund wcześniej. Setki podobnych myśli przelatywały mu przez głowę, gdy rudawy programista delikatnie rozchylił mu wargi, by włożyć mięciutki palec do ust i wymusić odruch ssania.


Patrząc odważnie w oczy Białka, Kiner zrobił kilka kroków w tył i zdjął t-shirt jednym pewnym ruchem. Biała delikatna skóra i puchate sutki Kinera były dziwacznie atrakcyjne, choć jeszcze kilka minut wcześniej podobna myśl nie miała szans pojawić się w umyśle Białka.


- Maciek, ty tak na serio? Oddasz mi się? - zapytał z niedowierzaniem. Kiner skinął głową i oswobodził się ze spodni, które aż do tej chwili pętały mu kostki. Odwrócił się i ułożył w pozycji tylnej, która byłaby dla większości mężczyzn upokarzająca. Ciasna dziurka programisty zachęcająco przezierała przez gąszcz delikatnych włosków, aż prosząc się o rozepchanie. Penis Białka zareagował na ten widok od razu, ciekawie wynurzając się z rozpiętych jeszcze przez Elfika spodni. - Raz się żyje - pomyślał Białek. Wyruchanie kolegi z pracy mogło się okazać bardziej męskie, niż przypuszczał. To on miał przecież być stroną dominującą.


Białek pozbył się resztek odzienia i pewnym krokiem podszedł do wypiętego Kinera. Postanowił zaatakować znienacka. Napluł na rękę i jednym ruchem wbił naprężonego k⁎⁎⁎sa w miękki odbyt programisty. Sięgnął ręką do podbrzusza, by przekonać się, że i c⁎⁎j Kinera był tak nabrzmiały, jakby miał eksplodować. Dodało mu to siły i pewności siebie. Poczuł sie atrakcyjny.


Pierwsze ruchy były jeszcze dość powolne, lecz Kiner starał się przyjąć jak najwięcej pomimo słabego nawilżenia. Kolejne centymetry napiętej pały Białka znikały w czeluściach jego odbytu, a zwierzęce sapanie Kinera tylko podniecało właściciela dość dużej jak na polskie warunki kutangi. Białek złapał Kinera za biodra i przyciągnął do siebie. - Chciałeś rżnięcia? To masz. - wycedził i zaczął miarowo, całym ciężarem napierać na puszyste ciałko kolegi. - Pi⁎⁎⁎ol mnie, Michał! - krzyknął resztkami sił Kiner, uginając się do samej podłogi, a odgłosy największego rżnięcia w historii firmy ocuciły omdlałego Elfika, leżącego od dwa metry dalej.


Elfik wstała i zataczając się podeszła do sapiącego Białka. - Hej, chłopakii... - z ust dziewczyny wychodził pijacki bełkot, który trudno było rozszyfrować. - mogę się przyłączyć?


- Wypierdalaj stąd! - wrzasnął Białek i odtrącił rękę Elfika, która zaczęła mierzwić jego włosy.


Elfik prychnęła i odeszła na kilka kroków. Udawała obrażoną, choć ciekawie zerkała na Białka, który bez opamiętania pi⁎⁎⁎⁎lił Kinera jak maszyna. Sam Kiner odwrócił się w jej stronę i złośliwie wystawił język na wierzch. Wygrał tę partię.


Poszukiwania piersiówki w torebce w panterkę okazały się owocne. Elfik pociągnęła resztkę bimbru dla kurażu i postanowiła nie rezygnować z szansy zostania moderatorką swojego ulubionego serwisu. Stanęła na wysokości oczu Białka i ostentacyjnie rozpoczęła striptiz. Na pierwszy ogień poszła spódniczka. Dopiero w tym świetle znac było ślady spermy i wymiocin, które pokrywały jasny materiał. Elfik zaplątała się w bluzkę, lecz niezrażona tym faktem wciąż starała się wyglądać seksi. Będąc już w samej bieliźnie odwróciła się i wypięła prosto przed twarzą Kinera, który niewiele myśląc splunął prosto na naddarty materiał elfikowych majtek. Elfik wybuchnęła śmiechem. Po zdjęciu stanika ułożyła się na podłodze i uchyliła majtki, pokazując nieco zarośniętą cipkę o wyraźnie zarysowanych wargach. - Nudzi mi się. - powiedziała. - Długo jeszcze będziecie się pi⁎⁎⁎⁎lić?. Białek jednak nie odpowiedział, zbyt zaaferowany stanem przedorgazmicznym, który sobie zafundował.


Największa kurewna wykopu postanowiła zabawić się sama. Sięgnęła ręką po trzonek od łopaty, która była maskotką serwisu i zaczęła nim jeździć po wargach sromowych. Śluz gęsto skapywał na podłogę, a Elfik pociągała się za sutki, wijąc się jak piskorz po tanich panelach. Trzonek wszedł w luźną jamę Elfika jak w masło. Prawdopodobnie nie czuła niczego, a choć starała się zwrócić na siebie uwagę przez jęki i udawane podniecenie, Białek i Kiner byli zajęci sobą. Spojeni w jedność dochodzili właśnie razem, o czym obwieścił światu pierwotny ryk rudego programisty. Zmęczony m__b od razu wyszedł z Kinera, racząc się widokiem ciepłego jeszcze ciasteczka z kremem. Na pożegnanie przytulił się do mięciutkiego tyłeczka kolegi, który dostarczył mu wiele satysfakcji. I - jak podpowiadała mu intuicja - miał dostarczyć jeszcze nieraz. K⁎⁎as Białka pokryty był lekko kałem, lecz Kiner sprawnie sobie z tym poradził, naprędce zlizując brązową maź z mięknącego już c⁎⁎ja administratora wykopu. - Byłeś za⁎⁎⁎⁎sty, nikt mnie jeszcze tak nie j⁎⁎ał. - powtarzał zmęczonym głosem Kiner. - Zdejmij skarpetki, chcę ci podziękować jeszcze bardziej.


Zdziwiony Białek zsunął białe stopki z nóg, po czym Kiner rzucił się do ssania dużego palca. Znudzona Elfik naprędce znalazła się obok niego, próbując zmieścić w ustach jeszcze więcej palców, by zyskać sobie przychylność Białka. Ten zaś był w siódmym niebie. Nie spieszyło mu się już do domu tak, jak kilka godzin wcześniej. Kiner wykorzystał rozmarzenie kolegi, by na koniec usiąść mu na twarzy i zmusić go do ssania swoich kulek. W oczach Białka pojawiły się pierwsze ślady przywiązania, co bardzo Maćka wzruszylo. Nie zepsuło tej chwili nawet faux-pas Elfika, która odepchnięta zapachem stóp Białka zwymiotowała na jego nogi. Życie w serwisie już nigdy nie miało być takie samo.


#pasta

1cd0d26f-6627-4b31-843e-41c50fa23284
7b0b1ab7-24a8-438e-a260-1fa7445f6aab
fc144858-1207-4097-8d0d-6c4e9e7ae19d

Zaloguj się aby komentować