#dziwengrawgry

0
3

Właśnie ukończyłem Dispatch i muszę przyznać, że faktycznie ta gra jest warta tego hype'u, jaki dostała, choć z pewnością nie spodoba się każdemu. Jedną z moich ulubionych produkcji tego gatunku, czyli przygodówka z wyborami to The Wolf Among Us i Dispatch chyba dorównuje, o ile nie przebija ten poziom.


Warto zaznaczyć, że nie dla wszystkich to będzie "gra", bo realnie to zbiór minigierek i masy decyzji, a nie realna kontrola nad postacią. To, co cieszy i odróżnia Dispatch od produkcji nieistniejącego już studia Telltale, to fakt, że te wkurzające przerywniki da się wyłączyć. Czyli jak postać ma skoczyć, to już nie trzeba reagować na ekranie, tylko można oglądać po prostu cinematica. W Batmanach chyba było tak, że żeby utrzymać uwagę gracza, jak Bruce coś miał robić, to np. trzeba było przesunąć palcem po ekranie switcha w kierunku akcji i tak po kilkanaście razy podczas jakiejś sceny. Tu można wybrać, czy chcecie QTE, czy nie.


O co chodzi w Dispatch? W zasadzie o wysyłanie "superbohaterów" na misje. Robert przestał być superbohaterem i dostaje swój zespół złoli, których trzeba nawrócić. Taki trochę Suicide Squad, tylko tu nikt raczej nie umiera. No o ile nasze decyzje do tego nie doprowadzą. Każdy członek zespołu zaczyna ze swoimi dość niskimi, ale charakterystycznymi cechami i podczas gry, o ile dobrze nam pójdzie i misje okażą się sukcesem, będą zdobywać poziomy i nowe umiejętności, które potem sprawią, że coś będzie łatwiejsze. Każdy odcinek podzielony jest na dość typową strukturę, w której zaczynamy od przerywników filmowych, Robert siada do komputera, tam ogarniamy wysyłanie ludzi i hakowanie, by znowu zakończyć przerywnikami filmowymi. Decyzji do podjęcia jest sporo, choć nie każda diametralnie zmieni przebieg wydarzeń. Zakończeń jest pewnie kilkanaście, zależnie jak chcemy to liczyć, choć nie każde będzie się diametralnie różniło od innych. Decyzje podczas całej gry wyznaczą główny motyw, a my będziemy mogli wpłynąć na lekką jego zmianę na końcu.


Jak zwykle w tego typu grach po każdym z 8 odcinków mamy podsumowanie naszego dnia, zarówno "w pracy", jak i decyzji z uwzględnieniem tego, ile procent graczy dokonało podobnych wyborów. Nie ukrywam, całkiem fajnie było zobaczyć, że coś zrobiłem lepiej, niż 100% graczy. Mały boost do czegoś. xD


Dispatch ukończyłem w jakieś 10h, bo to trochę jak oglądanie serialu podzielonego na 8 odcinków, a ja lubię binge watching i jakoś poszło.


Zrzuty ekranu nie są moje, bo podczas gry często trudno jest o nich pamiętać. Sporo się dzieje, a czasu na podjęcie decyzji nie ma za wiele. Jak ktoś nie mówi płynnie po angielsku, to też raczej bym odradzał. Przynajmniej póki nie będzie spolszczenia.


W kategorii takich gier dałbym 9/10 i odjął jeden tylko za niepotrzebne sceny... Nazwijmy to rozbierane, choć jedna w sumie podchodziła pod soft porn, albo nawet nie taki soft. Wiem, że niektórzy takie rzeczy lubią, a ja raczej wolę skupiać się na całej reszcie. Zwłaszcza jedna scena jest tak trochę z d⁎⁎y, chyba na początku 3 odcinka. Zwłaszcza, że niby cały czas powinniśmy śledzić perspektywę Roberta, a dostajemy inną osobę, chyba tylko po to, by nas przekonać, że pewien "romantyczny" wybór jest bardziej kanoniczny, niż inny.


A no i głosy postaci były całkiem spoko. Nie wszyscy są aktorami głosowymi, bo za część zespołu, który wysyłamy odpowiadają "osobistości internetowe". Ja tych ludzi nie znam poza jednym, który podkładał głos pod Sonara i on chyba wypadł najgorzej. Cała reszta znośna, a niektórzy jak na brak doświadczenia, fantastyczni - np. Waterboy moim zdaniem był świetnie "zagrany głosem".


#gry #grykomputerowe #dispatch #dziwengrawgry #telltale

f12d4267-daae-47e9-9850-c017cf122984
39f4b08c-003c-4c10-919a-edb2eb2ef8d4
b17a8f80-7e2b-47f1-b7f0-dab0d9153a99
e2fa8473-7045-45e0-ac7c-cacf2c2aaa7c
a5398d56-e778-450f-9d55-c6a5e56af547

@Dziwen Jak bardzo jest rozbudowany branching?

To pretensjonalne "choices matter" w Walking Dead od Telltale to był marny bait.

Było na przykład czy ratować osobę A czy B by ostatecznie ginęła w tym samym momencie w następnym odcinku. Więc w efekcie nie miało to sporego znaczenia.

Za przykład dobregu branchingu to zawsze biorę Alpha Protocol czy Fallout New Vegas.


Więc, gdzie ten Dispatch leży?

@wielkaberta hm. Wyżej, niż w przypadku starych talltale, ale daleko od F:NV, czy AP. Jeden wczesny wybór jest znaczący i nieodwracalny, potem sporo wpływa na morale zespołu (niektórzy mogą się buntować w misjach). Sprawdzałem wybiórczo, czy twórcy nie robili mnie w balon udając, że wybory mają sens, bo sceny się np. nie zmieniają, ale nie. Zmian naprawdę bywa sporo i to takich, które realnie mogą utrudnić grę. Sam grałem w stylu szczerego good guya i kilka wyborów dosłownie sprawiło, że ledwo ukończyłem tę grę. Z pewnością nie udało mi się zapobiec pewnym wydarzeniom i miałem inne zakończenie, niż większość graczy przez to.

Ukończyłem kawalek tej gry pirata ogrywając, bardzo podobają mi sie dialogi. Super sa zrobione. Postanowiłem dalej nie grać i zapłacić twórcom wiec czekam na jakieś promocje, bo gry Telltale bardzo sobie cenie.

@Dziwen a w Life is Strange grałeś? Jak oceniasz? Ja stosunkowo niedawno ogrywałem i powiem szczerze, że jak lubię gierki takie narracyjne, to akurat ta była nieco nudna.

@kopytakonia próbowałem pierwszego LiS i średnio podszedł. Chyba nie moja bajka, choć ciekawiło mnie o co chodzi z tą burzą. Ukończyłem tylko kilka procent.

Zaloguj się aby komentować

TREK TO YOMI

to dość unikatowa gra. Po ukończeniu Ghost of Yotei nie byłem do końca gotowy, by pogodzić się z końcem "samurajskiej podróży", a taka klimatyczna przygoda 2.5D wydawała się intrygująca. W jednej z ocen zauważyłem, że ktoś stwierdził, że wizualnie ta gra wygląda tak, jakby każdy zrzut ekranu, zrobiony w dowolnym momencie wyglądał, jak wycięty z kadru jakiegoś filmu Kurosawy i coś w tym jest.


Na screenach niżej macie jakiś przykład, choć jak zwykle hejto je mocno skompresuje, więc dodam jakieś losowe graficzki tutaj w pełnej rozdzielczości. Ogólnie zrzuty ekranu nie dadzą takiego dobrego rozeznania, bo tu sporo rzeczy miga, rusza się, mamy ziarno filmowe, czy wiatr.


Trek to Yomi opowiada historię samuraja, który w dość liniowy sposób podąża śladem bandytów odpowiedzialnych za śmierć jego mistrza z czasów dzieciństwa. Na pierwszy rzut oka fabuła wydaje się prosta, ale z czasem okazuje się, że skrywa kilka ciekawszych zwrotów akcji - jednego z nich celowo tu nie zdradzę.

W grze pojawiają się wybory, choć mają raczej formę "wybierz jedną z trzech opcji na ekranie", niż złożonych decyzji wynikających z naszych działań. Mimo to w kluczowych momentach możemy zdecydować o motywacji i celu bohatera, co wpływa na zakończenie i nadaje historii nieco większej głębi.


Gdybym miał opisać klimat Trek to Yomi, wrzuciłbym do jednego kotła Samuraja Jacka - i to dosłownie, bo niektóre kadry wyglądają jak wyjęte wprost z tej animacji - dorzucił odrobinę Limbo wzbogaconego o elementy 3D, do tego dołożył sterowanie momentami przypominające stare odsłony Resident Evil, a całość polał gęstym sosem klasycznego japońskiego kina samurajskiego. Efekt? Pod wieloma względami to po prostu przepiękna gra.


To, co w Trek to Yomi naprawdę kuleje i to mocno, to system walki. Szkoda, bo potencjał jest. Nie chodzi o to, że nie da się tu poczuć satysfakcji: jeśli lubimy szperać w poszukiwaniu ukrytych w lokacjach ulepszeń, to z czasem nasz bohater będzie potrafił sporo wytrzymać i wykonać całkiem efektowne kombosy. Problem w tym, że gra zdaje się celować w klimat soulslike - trudny, oparty na parowaniu i unikach - a żeby taki model działał, gracz musi czuć pełną kontrolę nad postacią, a losowość powinna być minimalna.


Tutaj niestety wszystko wydaje się trochę… przypadkowe. W teorii parowanie wymaga odczekania, aż broń przeciwnika zacznie błyszczeć. W praktyce ten sygnał wizualny często nie ma wiele wspólnego z momentem, w którym gra oczekuje naszej reakcji. Akcja na ekranie bywa źle zsynchronizowana z tym, co powinniśmy zrobić na padzie czy klawiaturze - i to jest jedna z najczęściej powtarzanych uwag wśród graczy.


Problem szczególnie narasta w późniejszych etapach, gdzie odległości między kapliczkami zapisu robią się bardzo duże, a gra stawia przed nami grupy kilku czy nawet kilkunastu przeciwników naraz. To nie znaczy, że stanie przed nami niewykonalna misja, ale może się pojawić frustracja. Dlatego warto sobie trochę pomagać: na przykład szybki cios z obrotu działa znacznie lepiej niż zwykły szybki atak. Co w praktyce oznacza, że czasem opłaca się stać do wrogów plecami i odwrócić z ciosem. Trudne, nienaturalne, ale gdy zaczyna wychodzić, daje zaskakująco dużo satysfakcji.


Ogólnie uważam, że od strony samego doświadczenia Trek to Yomi jest niesamowitą grą. Niezbyt długą, bo przejście jej zajęło mi około 6h, ale to chyba dobrze. W sensie czasem fajnie jest siąść do czegoś, co nie wymaga 40h+ i ma w miarę liniową progresję, zwłaszcza, jak ma tak unikatowy styl.


Ogrywałem na początku na #nintendoswitch 1 i tam tej gry nie polecam. Utrata jakości wizualnej to jedno, ale to, co trudno obejść, to przycinki, jakie zdarzają się przy zmianie lokacji. Często zdarzało się, że traciłem połowę życia, zanim gra stawała się na tyle płynna, bym mógł walczyć z rywalem, co stał przy drzwiach lub przejściu.


Jako, że mi się spodobała stylistyka, kupiłem ten tytuł też na Steamie i tu nie mogę się do niczego przyczepić. W obu wersjach mamy opcję na język polski, a postaci mówią po japońsku.


A no i polecam ustawić sobie gammę tak, jak gra zaleca. W tym tytule to kluczowe, by móc w 100% docenić doświadczenie.


Czy polecam? Jak zwykle, nie wiem. Z pewnością nie jest to zły wybór, jak ktoś ją złapie na przecenie. Sam wydałem chyba ekwiwalent 20zł x2 i nie żałuję. Dużo zależy od tego, jaki macie stosunek do tego, co opisałem o systemie walki. Mamy 4 poziomy trudności do ustawienia, które da się zmieniać w locie, choć ten najłatwiejszy wcale nie oznacza, że nagle zaczniemy wymiatać. Sam zaczynałem na trudnym, po 2 akcie zmieniłem na normalny, a kończyłem na najłatwiejszym, bo mam wrażenie, że za bardzo bym się frustrował powtarzając pewne walki po naście razy nie koniecznie z własnej winy. Cała reszta jest dość niepodrabialna i tam leży siła tego tytułu.


Nie wiem czy kogokolwiek to zainteresuje, ale jak zwykle to moje 3 grosze. xD

#gry #steam #trektoyomi #kurosawa #samuraje #samurajjack #grykomputerowe > #dziwengrawgry <

8d7fde1c-5952-4c17-b49b-4d376992389c
dd5ff1a9-55ee-4f3a-b193-d38dba117626
d94b5a39-941f-4c1e-836a-cbd4d22627b9
384a1dea-075c-481c-a69d-62b4b6771e94
1fb08b06-bf0d-4b1b-a34c-5df4e7dd8d01

Zaloguj się aby komentować

88 + 1 = 89


Tytuł: Cyberpunk 2077 - bez DLC

Developer: CD Projekt RED

Wydawca: CD Projekt RED

Rok wydania: 2022

Gatunek: FPS/RPG/Akcyjniak

Użyta platforma: PC

Ocena: 8/10

Czas gry: A pewnie ze 60h

--------


Zastanawiam się co mogę napisać o tej grze, czego jeszcze nie napisano. Z mojej perspektywy bywało różnie. Kilka osób przynajmniej doświadczyło mojego narzekania na bugfest, jaki mimo kilku lat od premiery nadal był tu obecny, ale... Z biegiem czasu było coraz lepiej. W zasadzie im dalej byłem od początku gry - od miejsca w którym dostajemy pełną wolność - tym mniej miałem problemów i dziwnych gliczy. Serce się topi, że po zakończeniu wróciły stare bugi i mogłem znowu doświadczyć tego czegoś. Tu się działy takie rzeczy, że aż po akcji gdy ciało gościa zaczęło sunąć po asfalcie i zatrzymało się na światłach jak samochód, a potem na zielonym odjechało, zainstalowałem sobie programik do nagrywania. Tak mnie to rozwaliło, że uznałem, że nie chcę takich akcji przegapić w przyszłości. xD


Sporo misji miało problem ze startem. Dla przykładu misja Judy w jej mieszkaniu nie triggerowała się w zasadzie do samego końca gry. Jedna z misji Johnniego - ta w której ktoś musi oddzwonić - w zasadzie w ogóle się nie odpaliła i jej nie ukończyłem w pełni.


Tak ogólnie nie czułem, żeby to była dla mnie gra, która zasługuje na więcej, niż 8/10. Pewnie innym podeszła bardziej, dla mnie w wielu aspektach była po prostu spoko, a tylko w kilku wybitna. Misje to coś, co moim zdaniem mocno odróżnia REDów od innych twórców, bo często mają to coś. Nawet nie chodzi mi o wątek główny, tylko te misje poboczne. Mam wrażenie, że mało było takich na jedno kopyto, a w świecie zdominowanym przez kopiuj-wklej, to rzadkość. W tym miejscu powinienem dowalić jeszcze bardziej, niż ostatnio grze Death Stranding 2, ale się powstrzymam. W końcu to inny typ gier, choć podejrzewam, że gdyby REDzi dostali historię Sama do rąk, to byłaby znacznie bardziej urozmaicona. Dlatego poniekąd nie boję się o Wiedźmina 4.


Co do zakończeń, to chyba nie urwały dupska. W sensie były OK, ale nie dawały ciarek na plecach, nie były bardzo emocjonalne. Nawet jak się wybrało takie, w którym ktoś umierał, to w zasadzie nie miałem żadnej reakcji. Podobała mi się relacja V i Johnniego, jaką wypracowałem podczas gry, ale to wszystko. Fajny koncept, ale mam wrażenie, że urwany zbyt szybko. Może dodatek dałby więcej. Sporo pozytywnych emocji było związanych z Panam i jej misjami, choć nie wszystkimi. To była taka część gry w której faktycznie czułem to co chcę by gry mi dawały - mimo że nie było romansu.


Koniec, końców czuję się lepiej po ukończeniu Cyberpunka 2077, niż po ukończeniu Death Stranding 2.


--------

#gamesmeter - tera nie zapomniałem

#dziwengrawgry < do blokowania

#gry #cyberpunk2077 #grykomputerowe

566c2fff-0653-4969-9e4b-67664c84b970

@Dziwen ja przechodziłem dwa razy. Od razu po premierze i przy okazji grania w dodatek, gdy zmienili mechaniki awansów. Za 2 razem jako kobieta i postawiłem na umiejętności hackerskie. Dodatkowe wyzwanie gdy próbujesz każdą misję przejść bez wykrycia


Oczywiście gra ma cały czas trochę błędów ale ogólnie jest świetna i pełna ukrytych smaczków

#dałbymdychę


Myślę, że ocena mocno rozbija się o stylistykę. Personalnie settingów punkowych jakiś gorąco wielkim fanem nie jestem, ale jednak lubię to bardziej przyziemne, dystopijne podejście. Nie ma idealnego rozwiązania, ludzie to siusiaki, ile się nie nastarasz to ktoś przyjdzie i nasra. Bardziej mi to brzmi niż takie Skyrimowe zakończenie wojny domowej przez jednego człowieka, bo wziął i połamał na kolanie każdego jednego żołnierza drugiej strony. xD


Ja dużo odczekałem po premierze zanim zagrałem (dosłownie parę tygodni temu skończyłem platynować), więc pewnie największego bagniska błędowo-robaczego uniknąłem, ale nie trafiłem na nic co by mnie odcięło od progresu czy uniemożliwiło ukończenie jakiegokolwiek zadania. Poza notorycznym "katapultowaniem" pojazdów w powietrze po ich zawezwaniu, czy doczytywaniem elementów otoczeniu już po moim dotarciu do nich (i kilkusekundowym zastanawianiu się, czemu jest tu niewidzialna ściana) był spokój. Chyba raz musiałem zrobić quickloada bo rozmowa przerwana przez walkę nie wznowiła się sama. I raz nie mogłem wchodzić w interakcje z obiektami i osobami, też naprawione quickloadem.


Zastanawiam się, czy to nie jest jakaś niekompatybilnosć sprzętowa, że może gierka się nie lubi z pewnymi konfiguracjami, bo miałem okazję z dwiema osobami o tym pogadać i u nich nie było takich kwiatków wcale, a jedna z tych osób ma na pewno dużo świeższy sprzęt ode mnie. Przy okazji ciekawe, czy sama obecność dodatku coś przypadkiem naprawia?


Co do zakończeń to ja byłem bardzo usatysfakcjonowany, a te krótkie scenki epilogowe na napisach potrafią duszę i serce wyżymać do sucha (choćby wariant z zakończeniem sprawy "na własnych warunkach"). Zwłaszcza zakończeniu odblokowywanym przez dodatek, Wieża.


No i mnie kompletnie kupił system rozwoju postaci, mnogość buildów i kombinacji sprzętu, perków, wszczepów, metod ich zastosowania jest obłędna. W porównaniu do trzeciego Wieśka, gdzie levelowania postaci i wsadzania ledwie kilku małych bonusów w sloty nienawidziłem z pasją i przez to niemal zawsze grałem pod znaki bo jako jedyne cokolwiek się zmieniały, progres jest niesamowity i liczę na przeniesienie tych zdobyczy do W4.


BARDZO polecam DLC. Dużo dodaje, nie tylko fabularnie, ale i gameplayowo.

@KsRobag bardzo chiałem spróbować, ale akurat jak grałem nie było na przecenie. Trochę szkoda, bo bardzo mnie ciekawiło co zrobili z Idrisem Elbą.

Myślę, że sporo zależy od tego, jak podejdziesz do historii. Jak z Tobą rezynowała, to odbierzesz ją inaczej - lepiej, niż ja. Mnie niestety nie porwała. Miała swoje momenty, ale czegoś mi tu brakowało. Dla przykładu z tego typu gier, u mnie Deus Ex Mankind Divided to taki świat, który kupuję w 200% i nie mogę przeboleć, że nowy DE już nie powstanie.

@Dziwen Oj Deus Ex to niepowetowana strata jest, mi Cyberpunk właśnie dziurę po Adamie Jensenie zapełnił i podrapał tą potrzebę na jakieś pierwszoosobowe skradanio-strzelanie w sosie z zaawansowanych technologii i problemów społecznych.


Może to jest plan, odłożyć teraz i wrócisz sobie kiedyś na świeżo jak domkniesz dodatek.


A tak jeszcze z innej beczki - na postacie wywracałeś oczami czy się podobały? Ogrywane po polsku czy angielsku? Bo IMO fabuła wątku głównego jakoś specjalnie wybitna sama w sobie nie jest, ot banda gamoni z przerostem ambicji rzuca się na ciut za duży cel, ale interakcje z ludkami, sposób opowiedzenia tej historii bardzo jej dodaje w moich oczach uroku.

@Dziwen Podchodziłem ze dwa razy ale jakoś ui, drzewko skilli, piszczące dźwięki - jakoś mnie ta gra przytłacza i męczy po kwadransie.

Zaloguj się aby komentować