Mam wrażenie, że pisana była pod ewentualną przyszłą ekranizację. Typowy thriller, dzieje się dużo i jest dość chaotycznie. Nie ma tutaj zbyt rozbudowanych postaci, czy głębokich przemyśleń.
Mamy kilku pozornie randomowych bohaterów, którzy zaczynają bawić się w gangsterkę przymuszeni przez swoją przeszłość. Cała tajemnica rozwiązuje się pod koniec książki.
Fani gry pewnie będą zachwyceni, reszta (jak ja) niekoniecznie.
Gaimana czytam w ciemno. Tak było również z tą pozycją, i bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Spodziewałem się czegoś innego, a dostałem cudowną młodzieżówkę.
Rodzina półtorarocznego dziecka zostaje zamordowana, a maluch cudem trafia na cmentarz. Tam zostaje przyjęty pod opiekę przez duchy, zjawy i inne istoty. Mieszkańcy obejmują małego Nika "swobodą cmentarza". Przeżywa on tam przygody bardziej lub mniej niebezpieczne.
Bardzo podobał mi się pomysł i przedstawiony świat. Przygody Nika są przyjemne, a większość z nich sprawdziłaby się nawet jako odrębne opowiadania. Nie jest wprost powiedziane od samego początku, kim są Silas i Pani Lupescu, i dopiero po jakimś czasie kliknęło mi, co to za „stwory”. Nauka nowych umiejętności przypominała mi zdobywanie nowych skilli w grze
Na sam początek. Autorka zasługuje na potępienie, ale nie znaczy to że utwór również.
Kim jest Król Artur każdy wie i ja też tam niby wiedziałem: że niby Lancelot, Ginewra, Merlin i jakiś okrągły stół, i ten Graal. Tak na prawdę to nigdy się w legendy arturiańskie nie zagłębiałem i postanowiłem to zmienić. A że Sapkowski w "Rękopisie znalezionym w smoczej jaskini" napisał o tej pozycji: "obok 'Był sobie raz na zawsze Król' White'a bezsprzecznie najlepszy tetelling legendy aruriańskiej", no to postanowiłem przeczytać. Wszedłem na LubimyCzytać by się czegoś jeszcze o tym dowiedzieć i czytam "Magiczna legenda Króla Artura, opowiedziana z perspektywy kobiet, które dzierżyły władzę zza tronu." - OK zapowiada się ciekawie i pewnie będzie super lektura.
I się przejechałem. O Bogini! Cóż żesz mi uczyniła?! Pomysł i historia sama w sobie - klasunia, ale mam zastrzeżenia do samego wykonania. Dostajemy bardzo powolną opowieść, która jest niepotrzebnie rozwleczona na ponad 1100 stron! W większości rozterki naszych bohaterek na kartach histori są podobne:
* Irgiany (początek histori, matka Artura): Chciałabym być z Utherem, ale jestem żoną Garloisa. Kocham Uthera, ale jestem żoną Garloisa i tu mi dobrze. Ale jesteśmy sobie przeznaczeni, ale nie będę słuchać się Viviany itd.
* Morgiany: No kocham Lancelota, ale on mnie nie chce. Miałam mu się oddać, a nie Królowi Bykowi. Albo: zdradziłam Boginię, ale bym chciała wrócić do Avalonu. Jestem niegodna, ale tak bym chciała do Avalonu, itd. Jedno muszę przyznać, postać Morgiany jest najbardziej skomplikowaną w tej książce i najwięcej się rozwija i zmienia w trakcie trwania historii.
* Gwenifer (Ginewra): kocham Lancelota, ale jestem żoną Artura. Nie mogę grzeszyć, bo Bóg mnie ukarze i nie urodzę potomka Arturowi. Ale tak bardzo chciałabym z Lancelotem, ale nie mogę itd.
Po pewnym czasie staje się to męczące i sprawia, że postacie w moim odczuciu stają się jednowymiarowe. Jedynie u Morgiany dzieje się trochę więcej. Co można powiedzieć o postaciach męskich? Niewiele, bo są one tylko tłem, tak jak tłem jest również tendencyjna wojna starych religii z chrześcijaństwem.
Dostałem tę książkę pod choinkę i nie planowałem jej czytać tak szybko Ale potrzebowałem przerwy od "Mgieł Avalonu" i jakoś tak wyszło
Nie jest to klasyczna powieść S-F i trochę mi to przeszkadzało. Sam pomysł zwiększenia inteligencji głównego bohatera mi się podobał, jednakże czuję niedosyt.
Trochę o treści. Charlie jest osobą o obniżonym IQ. W trakcie eksperymentu naukowego zostaje odblokowany jego iloraz inteligencji, przez co Charlie w przeciągu kilku tygodni staje się geniuszem. Obserwujemy jego rozwój i radzenie sobie z emocjami jakie mu towarzyszą poprzez czytanie jego pamiętnika. Aż dochodzimy do jego upadku, gwałtownego obniżenia inteligencji do poziomu sprzed eksperymentu.
Forma tej książki - dziennik - pozwoliła mi wczuć się w emocje bohatera. Szczególnie podobały mi się fragmenty autoterapii i opowiadanie traum jakich Charlie doznał wcześniej. Byłem pełen empatii dla małego Charliego, a posiadanie 7-letniego szkraba w domu na pewno spotęgowało moje odczucia.
Tak jak forma dziennika mi się podobała, to uważam że poprzedzielanie historii innymi punktami widzenia dałoby lepszy efekt. Mielibyśmy trochę wytchnienia od narracji tylu "ja vs reszta świata". Wydaje mi się również, że przedstawienie dehumanizacji głównego bohatera było odrobinę przesadzone, w szczególności w postaciach naukowców przeprowadzających eksperyment.
Mimo, że syn zrezygnował z czytania książki tak w 2/3, to jest to rewelacyjna książka. Szkoda, że nie trafiłem na nią wcześniej. Zostałem oczarowany historią małej Ronji, która żyje w lesie Mattisa i tam spotyka Birka, syna Borki. Jest to piękna opowieść o przyjaźni i rodzicielstwie.
@tschecov 10 lat to już spokojnie można to czytać. U mnie syn ma 7 i jak były opisy wietrzydel czy ataku szaruch, to się bał i przez to mu się nie podobało i zrezygnował.