A tu wpis wczorajszy
"
Dziennik staruszka‑rekruta
(Czterowers na motywach dawnej pieśni o płonących stanicach i towarzyszu podróży Golicynie).
„Czwartą dobę koszary bez światła,
Czwartą dobę w ciemnościach miasteczko tonie.
Siedzimy bez ciepła, bez wody, bez obiadu.
Żołnierzu, wytrzymaj. Służysz, synu!”
To o „czterech dobach” w wersie piosenki jest przesadzone. Ale przez te pół doby, gdy nie było prądu, żołnierze nie zjedli śniadania ani obiadu. Były polowe kuchnie, lecz nikt nawet nie pomyślał, by je uruchomić. A nawet gdyby spróbowano, od razu by się nie udało: trzeba było znaleźć drewno. Jeśli natomiast odpalać na oleju napędowym – w zbiornikach zgromadził się kondensat, przewody przeciekają, dysze należy przedmuchać. Słowem, jeśli kiedyś zaczną karmić z polowej kuchni, to na pewno nie tego dnia.
Autorowi tych dziennikowych zapisków można zarzucić, że wszystko widzi w ponurych barwach. Owszem, w życiu armii zdarzają się odosobnione przypadki. Po co, pytają, szerzyć negatyw? Zgodziłbym się z tym stwierdzeniem, gdyby te negatywne przypadki faktycznie były odosobnione i rzadkie – i gdyby natychmiast je usuwano, niszczono, zwalczano. Ale tak nie jest!
Słusznie powiedział major, z którym rozmawiałem (jego szczere wypowiedzi zostaną jeszcze spisane), że organizacyjnie rosyjskiej armii nie ma. Powtórzę jego słowa:
„Armii jako efektywnie walczącej organizacji nie istnieje. Istnieje bohaterska ofiarność żołnierzy, którzy walczą mimo całego tego nieuporządkowania, bezmyślności, braku profesjonalizmu, jawnego cynizmu i głupoty tych, którzy nimi dowodzą”.
Gdybyśmy mieli jawnie działający system śledzenia nastrojów, opinii żołnierzy – faktycznie służący eliminowaniu uchybień – wtedy rosyjskie społeczeństwo poznałoby nazwiska niektórych dowódców. Tych, którzy organizują „mięsne” szturmy, sprzedają pomoc humanitarną i odznaczenia, wymuszają pieniądze od podwładnych. Poznałoby też nazwiska urzędników wojskowych, którzy dręczą rannych i okaleczonych niekończącymi się biurokratycznymi opóźnieniami. I nie tylko by się dowiedziało – tych wszystkich „działaczy”, a właściwie kanalie, pociągnięto by do surowej odpowiedzialności… A mówiąc o karze, nie mam na myśli więzienia, tylko wysłanie do batalionów i nawet pułków karnych, na linię frontu – tam, gdzie ci nieudolni dowódcy bez wyrzutów sumienia posyłają tysiące naszych chłopaków.
Szanowny Panie Ministrze Obrony i Najwyższy Zwierzchniku Sił Zbrojnych – najwyższy czas, by zacząć walczyć mądrze, poważnie i zdecydowanie.
MK: Jak rozumiecie, ostatnie wersy to czysty „rytuał”."