Aleksandr Chodakowski podważa sens kolejnej mobilizacji w Rosji. Uważa, że aktualna błędna taktyka doprowadzi tylko do wielokrotnego zwiększenia strat. Tradycyjną artylerię wypierają drony ze względu na precyzję, a ciężar walki przeniósł się na małe grupy szturmowe, które wkraczają na pozycje dopiero po ich wcześniejszym "wyczyszczeniu" bezzałogowcami. Rosyjskie oddziały są zmuszane do posuwania się naprzód po linii najmniejszego oporu wyłącznie po to, by móc zaraportować "sukcesy" dowództwu. Skutkuje to tworzeniem ryzykownych włamań w linie wroga i niepotrzebnymi okrążeniami własnych sił. Przytacza przykład niedawnego okrążenia żołnierzy jednej z brygad.
Walki są oparte o sprzęt bezzałogowy, co prowadzi do wyniszczających, powolnych walk i poczucia frustracji wobec braku koncepcji na rozstrzygające zwycięstwo operacyjne.
Tłumaczenie niżej:
==============
W nawiązaniu do wczorajszego tekstu... Dziś szturmowiec nie biega z karabinem gotowym do strzału i granatami za pasem, jak w filmach o Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej, prowadząc ogień w kierunku przeciwnika. Oczywiście, karabin też jest mu potrzebny i musi go używać – podobnie jak granatów, nawiasem mówiąc. Ale najpierw pozycja, którą trzeba zdobyć, będzie oczyszczana z obecności siły żywej głównie za pomocą dronów, dopóki nie przestanie zdradzać oznak życia. Potem szturmowiec pójdzie ją zająć, wda się w walkę, jeśli będzie z kim, i sam od razu znajdzie się w położeniu poprzednich lokatorów: jego też będą stamtąd wykurzać tymi samymi sposobami.
Taka »filozofia« wojny zaczęła kształtować się już na samym początku, w opozycji do praktyki ułańskich szarż. Było wiele narzekań na to, że artyleria nie domaga i piechota musi iść na bagnety na nieobezwładnione pozycje. Czego to sama Pawliwka dowiodła... Ale taktyka wojny w mieście i taktyka wojny w polu to nie to samo. Zresztą artyleria to też nie to samo co drony: sterować trajektorią lotu pocisku jeszcze się nie nauczono (w przypadku pocisków kierowanych zakres manewrowości też nie jest specjalnie wielki...). Artyleria częściej kopie księżycowe kratery, niż trafia (zwłaszcza pociskami z zaprzyjaźnionych krajów), a dron jest w stanie wlecieć w otwór drzwiowy ziemianki.
I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie świadomość, że to miecz obosieczny: przeciwnik ucieka się do dokładnie takich samych metod, a mając przewagę w »małym niebie« – wykazuje wystarczającą skuteczność. Stąd też to dreptanie w miejscu. Ale rezultat przecież pokazać trzeba?! I się go pokazuje. Patrzysz czasem na mapę i myślisz: powiedzcie, kto wam doradził zapuścić tego członka [w znaczeniu: wybrzuszenia na linii frontu] w kierunku przeciwnika? Przecież was odetną! – no i odcinają, jak niedawno jedną z brygad, której ponad stu żołnierzy znalazło się w okrążeniu. Ale dlaczego tak robią? Z powodu konieczności dostarczenia rezultatu dowództwu nie kierują się logiką wojskową, tylko posuwają się tam, gdzie napotykają najmniejszy opór, nawet jeśli takie postępy grożą konsekwencjami...
Ogólnie rzecz biorąc, współczesna wojna ma niewiele wspólnego z poprzednimi. Odczuwa się pewną frustrację z powodu niezrozumienia, jaka strategia czy taktyka, poza wzięciem głodem (wojną na wyczerpanie), mogłaby okazać się zwycięska. Trwają gorączkowe poszukiwania rozwiązań, ale czynnik ludzki – jedyne, co pozostało niezmienne z dawnych czasów – pokazuje cuda nieugiętości: jedną półkulą rozwiązuje problem – drugą przeszkadza w jego rozwiązaniu. I my wszyscy – uczestnicy bieżących wydarzeń – przeżywamy dziś niełatwy czas, gorączkowo próbując wyjść ze ślepego zaułka."
#rosja #wojna #aryocontent
