Powalona dzisiejsza pogoda nad morzem, zawierucha, spokój, zawierucha, spokój i tak cały czas przeplatanka od rana ;) Dlatego porzuciłem plany na prawdziwą jazdę i odpaliłem chomika.
Po ostatnich przebojach dziś na spokojnie, pierwsza 11 turystycznym tempem, a druga 11 wspinaczka na 560 metrów z rozłożeniem sił na cały dystans.
Kto w niedzielę zrobił test ftp, bo przecież zaraz plan treningowy? No ja. Kto dzisiaj odkrył, że na 4. dzień treningowy jest przewidziany właśnie taki test? Widomo xD
Zatem nie pozostało mi nic innego, jak odpalić mywhoosh, znaleźć jednostkę treningową odpowiadającą TSS testowi i sobie pokręcić nieco inaczej.
Mimo tego, że dziś pierwszy dzień gdy mi nie leciało z nosa (po 5 dniach przeziębienia). To stwierdziłem, że jest to najlepszy czas na wyścig ! xD
No i było fajnie z początku, cały czas 5 strefa mocy, nawet "wygrałem" pierwszy sprint i byłem na czele na jednym ze zjazdów. Po pół godzinie moc zaczęła się kończyć, zostałem w drugim peletonie, a na 4,5 km przed końcem odpadłem. Chude szczury odjechały mi na 2 podjazdach
Już zbastowałem i chciałem spokojnie dojechać do końca, no ale przecież przed metą mamy prostą, to co ? ja nie do⁎⁎⁎ię konkretnego sprintu na koniec ? xD
Dojechałem na 62 pozycji na 155 uczestników. I tu popełniłem błąd bo od razu wyłączyłem trasę, wypiąłem się pedałów i stanąłem na ziemi. I jak mnie helikopter nie złapie, musiałem się trzymać kierownicy aby nie odlecieć xD
Ostatecznie usiadłem na podłodze oparty o kanapę i jakoś doszedłem do siebie
I jak mnie helikopter nie złapie, musiałem się trzymać kierownicy aby nie odlecieć xD
Dobra p⁎⁎da, co nie? XD Po zeszłorocznym wyścigu złapał mnie taki wir, że po 3 minutach walki na mecie ze skurczami w czwórkach i dwójkach, musiałem na części pierwsze rozłożyć manewr sadzania dupska na ławce. Coś w stylu: wychyl tułów do przodu, ugnij kolana, biodra do tyłu itd. Chyba z 10 min tętno wracało do normalności.
Po takich nudach jak wczoraj, całkiem niezły wycisk dzisiaj wszedł jak złoto. Moja dyspozycja przyznam, że była stosunkowo przeciętna. Spałem blisko 8h, ale rano miałem wrażenie że mógłbym spać 12 godzin. Może to kwestia mojej corocznej zabawy ze stanem zapalnym w uchu.
@onpanopticon to jest dramat, średnie tętno na poziomie 113. Najgorsze było pilnowanie watów, dopiero na koniec udawało mi się je kontrolować bez patrzenia na cyferki.
Pierwszy dzień treningowego chomikowania, a wraz z nim dwie wtopy. Pierwsza związana jest z faktem, że dowiedziałem się czym jest współczynnik przełożenia w brytonie i czemu zrobiłem w 40 minut całe 12 km xD Druga wtopa to cyrk z moim dzisiejszym ogarnięciem, bo znowu kręciłem bez wiatraka. Nawet otwarty balkon nie pomógł.
@dzangyl niby wiadomo, a moje przygotowywanie się do jazdy na chomiku, to wieczne zapominanie o czymś. Zegarek, wiatrak, ręcznik, czapka, bidon za daleko, laptop nie podpięty do zasilania, no ciągły cyrk.
Wczoraj skorzystałem z samotności w domu i kręciłem przy 15 stopniach
Wczoraj była siłownia, więc dzisiaj przyszła pora na chomika. Miała być lżejsza jazda, z myślą o jutrzejszym rozpoczęciu planu treningowego, ale przypomniało mi się o teście FTP. Więc nie dość, że zajezdnia, to jeszcze na czczo, bo IF xD Wyszło całkiem spoko, ale na rozjeździe czułem już energetyczny zjazd, bo cały trening trwał blisko 1,5h.
Minąłem dziś w Zwifcie Amerykanina ze 133 nabitymi kilometrami i już byłem zszokowany ale później zobaczyłem jeszcze 2 innych którzy mieli nabite 177 km i właśnie się żegnali.
Tegoroczne tortury na chomiku zakończyłam 45-kilometrową jazdą. Czas dłużył się tylko odrobinę mniej niż na fotelu u dentysty i nie wiem, dlaczego to sobie zrobiłam, ale przynajmniej 30. level na MyWhoosh wbity, a na Stravie śmieszny znaczek za 800 km pedałowania w grudniu. Ogółem kręcenia w miejscu uzbierało się ponad 1600 km i nie zamierzam poprawiać tego wyniku w 2026. xD
Tegoroczne ostatki. Miało wpaść parę jazd więcej na chomiku, ale kilka dni wypadło przez jakieś wirusowe gówno.
Podsumowanie roku:
Łączny przebieg: 7843 km (vs 6805 w 2024)
Przejechane na zewnątrz: 7218 km (vs 5862)
Liczba dni z rowerowymi aktywnościami: 151 (vs 168)
Liczba dni z rowerowymi wypadami: 83 (vs 68)
Liczba tras 100+ km: 23 (vs 19)
Najlepszy wypad: Zgorzelec - Świnoujście
Rok oceniam na 5-. Co prawda trzeci rok z rzędu wypadłem na X czasu przez perturbacje zdrowotne, które tym razem były planowane. Finalnie nie wyszło nawet najgorzej, bo zamiast operacji na koniec maja, została ona przełożona na połowę października. Udało się pobić dotychczasowe granice kilometrażowe, szybciej kręcić oraz rozsądniej gospodarować energią. Pokpiłem całościowo sprawę z siłownią, ale tu już nie ma frustracji, a jest akceptacja Coś tam okazjonalnie jeszcze podźwigam, ale to bardziej z myślą o ogólnym kurażu i... rowerze. Od przyszłego tygodnia wprowadzam plan treningowy, który mam nadzieję zazębi się z dietetycznym xD
Wczoraj ani mgła smoleńska z rana, ani wiatr, który ją potem przewiał, nie zachęcały do wyjścia na zewnątrz, a nogi zrobiły się jakieś ciężkie - aż się prosiło o zrobienie rozjazdu.