Życie to przewrotna su*a. Pracuje w słynnym IT ale w nie słynnym dziale czyli powiedzmy sobie taka pierwsza linia wsparcia, mała rodzinna firma więc zarobki nie powalają ale naprawdę luźna praca. Ma swoje minusy i plus jak każda praca. Swego czasu chciałem odejść z it do sprzedaży ale oferty z wynagrodzeniem jak w Żabce mnie nie interesowały. Kilka dni temu odezwał się mój były pracodawca którym mu już kilka razy odmawiałem ciekawej pracy głównie ze względu na to że nie rozumie on procesów sprzedaży, więc ciężko osiągnąć wyniki. Ale uparcie co dwa lata dzwoni bo nikt nie realizuje jego wymyślonych planów. No powiedziałem że jak wrócę z urlopu (i wróciłem) to dam znać. Ale jeszcze się nie odezwałem bo to ja jestem króliczkiem i mnie trzeba gonić. Tym przydługim wstępem chciałem powiedzieć ze rozważam zmianę pracy i że po cichu już wspomniałem kilku (dwóm) współpracownikom w obecnej pracy że niedługo możemy się rozstać. I zaczął się festiwal spierdo…nia na który nie byłem gotów. Już trzech (a miało wiedzieć tylko dwóch) ma pretensje że nie dałem im znać wcześniej, bo oni mnie chcą. Ja im tłumaczę że nie chce it. A oni mi tłumaczą że dadzą 15k PLN żebym chociaz przez rok dla nich popracował. To dla mnie duzo więcej niż zarabiam teraz. Ja tłumaczę że nie chce. A oni krzyczą żebym dawał swoją stawkę i akceptują. Czy to ten słynny koniec it? Może u klepaczy excela.
A ja teraz mam dylemat. Zostać w obecnej pracy gdzie jest luz ale zero satysfakcji, isc tam gdzie zająłbym się sprzedażą specyficznego profilu na cały świat (choć głównie Europa) ale ze średnim szefem czy zostać w tym zasranym it którego powoli mam już dość?
Normalnie by mnie to nie trapiło ale jestem już w wieku w którym kolankspokie już dwa razy ominąłem.
Nie wiem, jak wrócę z kotem od weterynarza, odbiorę kochane z dworca to pojadę do domu i się wódki napije żeby to przemyśleć.
#zalesie #gownowpis