Zmobilizowany poległ z rąk współtowarzyszy, a rodzinie odmawiają wypłaty odszkodowania [PODCAST]

Chciałabym podzielić się reportażem w formie podcastu na temat społeczny. Tym razem posłuchamy historii rodziny z Republiki Komi, w której syn został zmobilizowany i pojechał na Ukrainę, gdzie, najpewniej zabili go "współtowarzysze broni".


Co więcej, rosyjski MON uznał, że chłopak zginął w jakimś wypadku, z własnej winy, więc rodzinie nie przysługują żadne odszkodowania, zasiłki i świadczenia. Zdesperowana rodzina postanowiła upublicznić swoją historię, a ja ją opracowałam.


Materiał jest dość długi i obfituje w dużo ciekawych informacji, które dają całkiem kompletny obraz życia w Republice Komi, realiów bycia zmobilizowanym, jak i tego co się dzieje za linią frontu w rosyjskich szeregach. No i oczywiście, przedstawia podejście rosyjskiego aparatu biurokratycznego do matek poległych żołnierzy.


#rosja #ukraina #wojna #andromeda

YouTube

Komentarze (7)

Zawsze takie historie są smutne kiedy przedstawia się je z perspektywy rodzin.


Ostatecznie jednak, ten młody mężczyzna pojechał by podbić Ukrainę jako agresor. Nawet się nie wymigiwał i nie unikał poboru - w przeszłości sam zabiegał o przyjęcie do wojska, a po liście z komisji uzupełnień czuł się w obowiązku walczyć. Matka wspomina, że "gdybym wiedziała jak to się skończy, ukryłabym Lijoszenkę w lesie, nigdzie bym go nie puściła. Myślałam, że Bóg zapewni mu bezpieczeństwo, czytałam modlitwy dzień i noc - nie pomogło". Nie niepokoiło jej, że jej syn jedzie zabijać Ukraińców w ich kraju. Gdzieś tam dalej wspomina nawet że matka albo ciotka namawiały go do strzelania do Ukraińców. Z perspektywy żałuje straty potomka i to budzi współczucie.


Gdyby tą samą historię opowiedzieć na Hejto z perspektywy frontu to wszyscy tu byliby zachwyceni zabijającymi się "orkami".

Chłop mówił o gotowaniu upolowanej sarny i zająca, bo nie dostarczono im niczego do jedzenia. To, co wydawało się być ukraińską propagandą, okazuje się być prawdą.

Zaloguj się aby komentować