#zima #gownowpis #nostalgia #lata90

Wiem, że to się może wydawać dziwne, ale w czasach szkolnych lubiłem chorować Nie mówię o jakieś poważnej chorobie oczywiście. Ot przeziębienie, jakaś grypa, zapalenie krtani były czymś na co w pewnym sensie czekałem zimą. Zasadniczym plusem chorowania było oczywiście to, że nie szedłem do szkoły. Jednak największym profitem było siedzenie samemu w domu. Gdy skończyłem jakieś 11-12 lat rodzice uznali, że mogę być sam w domu chorując. Mama zostawiała mi lekarstwa, termometr. Byłem na tyle odpowiedzialny, że pamiętałem o wzięciu tabletek, wypiciu syropu czy zmierzeniu temperatury. Około 7.30 rodzice wychodzili do pracy. Zamykały się drzwi i miałem cudowną perspektywę bycia w ciszy przez następne 8-9 godzin. Najczęściej czytałem książki albo gazety i słuchałem muzyki. Często w tle miałem włączone radio. Uwielbiałem też przez okno obserwować spokojne, pokryte śniegiem osiedlowe uliczki. Było po prostu świetnie. Do tego ciepła herbata i tak było przez tydzień lub dwa a koledzy i koleżanki siedzieli w szkole np. na matematyce.

01aea41c-6a3f-42f3-b1f3-eef7796b0eef

Komentarze (9)

ErwinoRommelo

Noo eh zapalenie oskrzeli I cyk wszyscy poszli a ty pod kocykiem kakauko odpalasz ps2 I cyk w san andreas zycie jest piekne

onpanopticon

@WatluszPierwszy termometr przyłożyć do kubka z kakalkiem, zrobić smutna minke i szło załatwić. A w wieku 12 lat jak mówiłem, że nie chce mi się iść to nie musiałem, takich miałem fajnych rodziców. Zalety samych szóstek w szkole i że w sumie to jednak lubiłem chodzić do szkoły, więc musiało mi się naprawdę nie chcieć xd

WatluszPierwszy

@onpanopticon Ja w podstawówce bardzo lubiłem szkołę. Niemniej tydzień lub dwa przerwy zawsze było miłą odmianą. Zresztą nie chodziło mi nawet o samą nieobecność w szkole, ale po prostu o ten fajny, cichy klimat w domu.

W liceum już kombinowałem byle tylko nie iść do szkoły.

onpanopticon

@WatluszPierwszy w liceum to już nie chodziłem prawie w ogóle, choć z domu wychodziłem Dojeżdżałem do miasta i ginąłem w nim do wieczornego powrotu xd I znów walka, żeby 50% obecności zaliczyć pod koniec roku (co się nie udawało często), ale jak zwykle piąteczki ratowały. Naprawdę nie trzeba tam chodzić, żeby się nauczyć. Powiem nawet, że w moim przypadku szkoła raczej przeszkadzała w nauce i dobrym zrozumieniu materiału, a na bank marnowała tylko czas - jeśli jej celem było jakieś "nauczanie".

koszotorobur

@WatluszPierwszy - wtedy grało się w gry cały dzień - a teraz człowiek jak chory to nie ma siły pilota od telewizora podnieść

Belzebub

@WatluszPierwszy ahh mam podobne wspomnienia. Tylko ja pod kocykiem i bajki w TV

Poldek0000

Z podobnych historii…

Za młodu dostałem śnieżką w spocony buziak i skończyło się porażeniem mięśnia twarzowego. Nic fajnego — leczenie zastrzykami, średnia przyjemność. Ale był też jeden plus: cały dzień leżałem na kanapie, buziak na ciepłej elektrycznej poduszce i oglądanie TV bez limitu 😄

Cała ramówka Polonia 1: Daimos, Tsubasa, do tego Cartoon Network. Taki „pakiet rehabilitacyjny”.

Tego nie zapomnę nigdy.

WatluszPierwszy

@Poldek0000 taki "pakiet" zawsze był fajną opcją. Moja mama raczej zawsze była zasadniczą osobą, ale jak chorowałem to się zmieniała o 180 stopni. Od razu taki pakiecik dostawałem. Herbatki, obiad podawany do łóżka i pytania typu "iść coś kupić dla ciebie?". Eh... to byli czasy.

lipa13

@WatluszPierwszy Mam tak do dzisiaj - ważne tylko żeby choroba nie była zbyt poważna. Zamiast siedzieć przed kompem i klepać gówno taski - cyk L4, kocyk, herbatka, książka i spokój od rana do wieczora. Czasami jak coś mnie łapie to nawet się trochę cieszę xD

Zaloguj się aby komentować