
Zasłużony i dobrze wyposażony pułk „Skelya”. Świadkowie mówią o torturach i śmiertelnych pobiciach, gdzie rekrutów nazywają"Jednorazówki"
BabelArt. z UKRAIŃSKIEGO portalu!
Artykuł Babela opisuje ukraiński 425. oddzielny pułk szturmowy „Skelya” jako jednostkę o dwóch twarzach: z jednej strony bardzo zasłużoną bojowo, dobrze wyposażoną, biorącą udział w najcięższych walkach wojny rosyjsko-ukraińskiej; z drugiej — według świadków — jako miejsce, gdzie świeżo zmobilizowani ludzie byli zastraszani, bici, poniżani, pozbawiani normalnej opieki medycznej i traktowani jak materiał do zużycia.
Najmocniejszy motyw tekstu to zarzut, że część nowych rekrutów w „Skelya” traktowano jak „jednorazówki” — czyli ludzi przeznaczonych do jednego użycia, bez realnego oczekiwania, że wrócą z misji szturmowej. Według relacji Ołeksandra Żykina jakiś przełożony miał podejść do namiotu, zapytać, kto tam jest, a gdy usłyszał, że to trzeci oddział, rzucił coś w stylu: „A, jednorazówki”. Dla Żykina oznaczało to brutalną prawdę o tym, jak część kadry postrzegała świeżych rekrutów: nie jako żołnierzy do wyszkolenia i ochrony, ale jako wymienialny materiał szturmowy.
Pierwszym miejscem, do którego trafiali mobilizowani, był tzw. „Chicken Coop”, czyli nieformalny punkt dystrybucyjny „Skelya”. Według świadków przypominał prowizoryczne koszary w starym budynku gospodarczym. Ludziom zabierano telefony, kazano się rozbierać, przeszukiwano ich, kontrolowano nawet wyjścia do toalety. Część relacji mówi o traktowaniu rekrutów jak więźniów: poruszanie się tylko w grupach, pod eskortą uzbrojonych ludzi, krzyki, kopniaki, przysiady, „planki” i inne kary fizyczne.
Bardzo ważny wątek dotyczy ludzi z uzależnieniami, zwłaszcza tych na terapii substytucyjnej metadonem. Babel opisuje przypadki mężczyzn, którzy według dokumentów i świadków powinni być leczeni albo uznani za niezdolnych do służby szturmowej, ale mimo to trafiali do „Skelya”. Bez leków część wpadała w silny zespół odstawienny: bezsenność, ból, biegunki, halucynacje, agresję, ryzyko samobójstwa. Świadkowie twierdzą, że takich ludzi izolowano, bito, wiązano taśmą, a czasem wrzucano do małych pomieszczeń razem z innymi w podobnym stanie.
Najbardziej wstrząsającą historią jest sprawa Ołeksandra Semenowa. W styczniu 2026 roku trafił do szpitala w Kropywnyckim mocno pobity: miał poranioną głowę, ręce, nogi, palce, ślady kajdanek i obrażenia na plecach. Twierdził, że uciekł z „Skelya”, gdzie był bity, przywiązywany do quada i ciągnięty po ziemi. W nagraniu dla lekarzy mówił też o samobójstwach w jednostce. Kilka dni później zmarł w szpitalu. Oficjalną przyczyną śmierci było zapalenie płuc, ale artykuł sugeruje, że okoliczności były znacznie bardziej podejrzane.
Drugi kluczowy przypadek to Ołeksandr Żykin, żołnierz, który wcześniej służył od 2023 roku i był na terapii metadonowej. Twierdzi, że po trafieniu do „Skelya” odebrano mu możliwość leczenia, próbował uciekać, po czym był bity, miał wybite zęby i połamane żebra. Według jego relacji był też wiązany, pilnowany z bronią, zmuszany do spania i chodzenia skuty z innym uciekinierem. Rodzinie udało się nagrać rozmowę wideo, podczas której mówił, że wszystko jest dobrze, ale jednocześnie pokazywał pobitą twarz.
Artykuł opisuje też przypadek Maksyma Skipy, który miał popełnić samobójstwo przez powieszenie. Według jednego ze świadków Skipa był wcześniej bity i wyśmiewany, między innymi po znalezieniu przy nim metadonu. Regiment potwierdził samobójstwo, ale przedstawił je jako związane z problemami narkotykowymi, a nie z przemocą w jednostce.
Kolejna historia to Dmytro Koval, 50-letni mężczyzna, który według świadków odmawiał jedzenia, dużo się modlił i był przerażony. Świadkowie twierdzą, że był codziennie bity, szczególnie gdy próbował mówić o swoich prawach albo odmawiał wykonania poleceń. Zmarł po kilkunastu dniach od mobilizacji. Oficjalnie jako przyczynę wskazano kardiomiopatię, ale rodzina widziała na ciele siniaki i obrażenia, dlatego domaga się dalszego śledztwa.
Babel opisuje też przypadek Wołodymyra Cukanowa, który zmarł po pobiciu skutkującym wieloma złamaniami żeber i urazem klatki piersiowej. W tej sprawie śledczy podejrzewają młodszego sierżanta „Skelya”. Według śledztwa miał on kopać Cukanowa w klatkę piersiową i tułów. Podejrzany najpierw przyznał się w sądzie, potem przez prawnika przedstawił inną wersję, twierdząc, że tylko obezwładniał rekruta.
Babel naliczył 26 śmierci rekrutów „Skelya” w ciągu około sześciu miesięcy. Wiele z nich oficjalnie opisano jako zapalenie płuc, niewydolność serca, kardiomiopatię albo inne choroby. Rodziny i świadkowie często twierdzą jednak, że ludzie byli wcześniej zaniedbani medycznie, zastraszeni, przemoczeni, chorzy, niedoleczeni albo bici. Osobny zarzut dotyczy tego, że wielu rekrutów trafiało do szpitala za późno.
Regiment „Skelya” odpiera zarzuty, twierdząc, że przemoc nie jest systemowa, że jednostka działa w warunkach ogromnego deficytu ludzi, a jeśli wojskowa komisja lekarska uznała kogoś za zdolnego, to jednostka ma prawo go przyjąć. Przedstawiciele „Skelya” przyznają, że pojedyncze przypadki niedozwolonych metod mogą się zdarzać, ale zaprzeczają, że jest to oficjalna praktyka albo rozkaz dowództwa.
Biuro Wojskowego Ombudsmana przyznaje jednak, że na „Skelya” wpływa wyjątkowo dużo skarg. Według niego problemem są m.in . opieka medyczna, skala jednostki i brak wystarczającej kontroli. Jednocześnie ombudsman podkreśla, że „Skelya” naprawdę walczy na bardzo trudnych kierunkach i ma wielu wartościowych oficerów oraz żołnierzy. Problem polega na tym, że jednostka urosła do takiej skali, że trudno ją skutecznie nadzorować.
#wojna #ukraina #wojna #wiadomosciswiat