@bartek555 Jak tego słuchałem (bardzo dobry i merytoryczny wykład), to mnie c⁎⁎j strzelał. Każda katastrofa jest złożeniem wielu czynników, zwykle takich, którym można zapobiec, jeśli się o nich pomyśli zawczasu. Czasem jest to trudne, ale w przypadku Heweliusza to był pełen przepis na katastrofę od momentu zbudowania tej krypy.
Przelewy były nieblokowane (choć na Bałtyku należy się spodziewać warunków prowadzących do głębszych przechyłów ze względu na charakter tego morza. Zarówno projektanci, jak i stocznia, znali te uwarunkowania.
Tu nie chodzi tylko o przelewy, ale i o wysokość nadbudówek, ograniczoną niezatapialność (1 przedział - really?) i inne wspomniane czynniki. Ten beton wylany na nadbudówce to inna sprawa i o ile z pewnością wpłynęło to na utratę stateczności, to nie był to jedynie dodatkowy czynnik.
Moment, kiedy scyzoryk mi się w kieszeni otworzył, to kiedy Pan profesor wspomniał o słowach III oficera, że tam się nie mocowało ładunku. No i jeszcze decyzja o wyjściu w morze, w sztormowy dzień, z uszkodzoną furtą rufową - kiedy do zejścia jej pod wodę wystarczyło kilkanaście stopni.
Zawsze brzmi mi w głowie taka banalna fraza - metr sześcienny wody waży tonę. Pokład kolejowy Heweliusza to było około 1400m2. Dziesięciocentymetrowa warstwa wody tamże to 140 ton. Ciężar swobodnie przemieszczający się pod wpływem przechyłów. Pokład ten był otwarty, bez przepierzeń (z tego co czytałem). Wychodzenie z uszkodzoną furtą, przy kretyńskim systemie balastowania, w sztorm, to było... kurde, nie mam słów.
Ułasiewicz był winny. Podobnie jak wszyscy, którzy tę kulturę "byle jak i byle szybko" tolerowali i promowali. A także projektanci tego badziewia.
Tu nawet nie ma sensu skupiać się na spiskach, bo w przypadku tej krypy i tej kultury pracy to była kwestia wyłącznie trafienia na warunki dostatecznie sprzyjające do tego, by uruchomić łańcuch nieodwracalnych wydarzeń. Lubię teorie spiskowe, ale tutaj na nie nie ma miejsca.