Właśnie skończyłem oglądać The Office. Podchodziłem do niego n razy ale zawsze kończyłem przygodę wraz z odejściem Steva Carrella. Tym razem się zaparłem. I nie żałuję. Zdecydowanie najlepszy tasiemiec jaki oglądałem. A teraz dobranoc, bo rano trzeba iść do "biura" (^_-)

Komentarze (11)

@hlorek Muszę się zmusić żeby wrócić, czasami są fajne perełki, ale czasami dawka krindżu jest zbyt duża by przebrnąć dalej.

@hellgihad Też tak myślałem, ale pierwszych 6 serii było tylko o Michaelu - jego wzlotach i upadkach, głupocie i naiwności. Siódma seria całkowicie odmienia świat Dunder Mifflin. Pozostali bohaterowie, którzy dotychczas byli tłem, wychodzą z cienia. Cieszę się, że Michael dostał pół serii, w której tak niewinnie wszedł w dorosłość. Ale musiał odejść, aby serial stał się czymś więcej niż tylko opowieścią o glupku. Dopiero po jego odejściu pozostali bohaterowie stali się pierwszoplanowymi, a serial zaczął być czymś więcej niż sitcomem.

Teraz wiem, że serial się zmienił, ale poziom nie spadł.


@Opornik Wiele osób postrzega życia Adasia Miauczyńskiego jako parodię. Ale czy słusznie?

@MaX IT Crowd jest strasznie ch⁎⁎⁎we. Fajny humor a potem akcja typu ziomek zamknięty za drzwiami bo coś strasznie bez sensu

Zaloguj się aby komentować