Wiersz o rozjechanym jeżu
Raz jeża młodego przejechała furmanka.
Jeż leży bez życia – na asfalcie schnie.
Nie dostał jeż nawet na truchło swe wianka.
Te leży na słońcu, trochę już cuchnie.
Nie pogrzeb dla jeża, nie płacz, ni pokłony.
Lecz sobie na drodze jeża ciało gniło.
W oddali w kościele zabiły gdzieś dzwony,
z okazji niedzieli. Czuć było woń zgniłą.
Śmierć śmierdzi, jest brzydka, to życie, nie baśnie.
A życie jest kruche – je stracić, to chwila.
Być może by umrzeć Twoja kolej właśnie,
i piorun Cię strzeli, lub rozłoży kiła?
#nasonety #zafirewallem
