We wtorek odbierałem auto mojej mamy z serwisu. Na czas naprawy szkody (wymiana uszkodzonych drzwi), było wypożyczone auto zastępcze, również z OC sprawcy. Wszystko super, auto oczywiście zatankowałem do pełna przed oddaniem, jakieś 5 min drogi od serwisu. Wczoraj (czwartek) dostałem telefon od goscia z wypożyczalni, że stoi właśnie pod serwisem i jest przerysowany tylny zderzak z lewej strony. Myślę sobie wtf, żadnej szkody nie kojarzę, jak wsiadałem auto było całe. Mówię, że proszę o przesłanie zdjęcia i jedyna opcja to przerysowanie auta gdy stało już na placu serwisu. Gość mnie uspokajał, dobrze dobrze, pan tu niczym nie odpowiada, ja sobie to zgłoszę do ubezpieczyciela, bo auto ma pełne pokrycie szkodowe na czas wypożyczenia. Podkreślał to kilka razy w trakcie rozmowy. Dostałem zdjęcie (picrel), uszkodzenia oczywiście nie kojarzę.
Temat nie dawał mi spokoju przez cały dzień i postanowiłem go zbadać, bo kilka rzeczy mi nie grało.
-
Po zostawieniu samochodu na naprawę i odbiorze zastępczego, gość z wypożyczalni pokazał mi podobny szlif, tylko z prawej strony i bardziej na błotniku. Powiedział, żebym się tym nie przejmował i sfotografował to uszkodzenie plus resztę auta.
-
Na zdjęciu z uszkodzeniem, które rzekomo powstało w trakcie wypożyczenia, nie było wyrysowanej linii wyznaczającej miejsce parkowania.
-
Byłem absolutnie przekonany, że odstawiłem "całe" auto. Oczywiście zapytałem mamę, czy coś było, ale zaprzeczyła.
Dlatego też pojechałem dzisiaj z samego rana na stację, gdzie tankowałem auto i poprosiłem o dostęp do monitoringu. Niestety, nic nie ugrałem, bo kierownik będzie dopiero w poniedziałek. Ale pracownik pokazał mi widok z kamery i będzie perfekcyjnie widać w jakim stanie był zderzak w momencie tankowania.
Byłem także w serwisie. Na początek zrobiłem oględziny miejsca parkingowego, w którym zostawiłem samochód zastępczy. Kostka brukowa różni się od tej zdjęcia i oczywiście jest wyrysowana linia wyznaczająca miejsce parkowania (picrel 2). Byłem też w salonie i trafiłem na niezbyt miłego i pomocnego kierownika, z podejściem typu "nie mam czasu na takie pierdoły". Zostawiłem na kartce potrzebne dane do przeglądu monitoringu, tj. dzień, przedział czasowy, kolor auta i rejestrację. O dziwo przed chwilą zadzwonił do mnie pan z serwisu, który przyjmował moje auto do naprawy. No i nie zgadniecie co ( ͡° ͜ʖ ͡°) Powiedział z pełnym przekonaniem, że szkoda na pewno nie powstała u nich, a auto zastępcze było odbierane w środę, a nie wczoraj, tak jak twierdził gość z wypożyczalni w trakcie wczorajszej rozmowy telefonicznej i jak chcę, to mogę przyjechać i udostępnią monitoring do wglądu. Jest tylko jeden minus - na nagraniach nie widać za bardzo zderzaka w momencie przyjazdu, ale to będzie na kamerach stacji benzynowej.
Pytanie do Was - kręcić Małysza i złożyć uprzejmy donos ubezpieczycielowi po zdobyciu nagrania ze stacji? Czy może machnać ręką i odpuścić? Generalnie bardzo nie lubię cwaniactwa i zarzucania mi czegoś, czego nie zrobiłem. Wygląda mi to na ewidentną próbę wyłudzenia kasy od ubezpieczyciela jako dodatkowy zarobek do najmu. Ponadto wiele wskazuje na to, że to nie pierwszy numer z ich strony. Jestem prawie przekonany, że szlif z prawej strony również został celowo przez nich zrobiony.
No i na koniec nauczka na przyszłość dla siebie i dla Was, bo jak zapewne domyślacie się, nie zrobiłem zdjęć swoim telefonem przed odbiorem i po zdaniu auta. ZAWSZE ale to ZAWSZE róbcie zdjęcia wypożyczanego auta z każdej strony. Zarówno przed najmem jak i po jego zakończeniu, czy to w Polsce, czy na zagranicznym wyjeździe. Jest to skuteczny bat na takich cwaniaczków na jakich ja trafiłem. Prawdopodobnie gdybym wyciągnął telefon i zrobił zdjęcia przy gościu, w trakcie odbierania auta zastępczego, to tej całej historii by nie było, a tak to wyczuł jelenia, na którym może wydębić dodatkowy hajs.
#oszukujo #motoryzacja


