Wczoraj musiałem wybrać się do Oslo i z powrotem — 5 godzin jazdy w jedną stronę.
Miałem trochę czasu, więc zamiast głównymi trasami pojechałem mniej ruchliwymi drogami. Trochę z sentymentu, bo to okolice, w których zaczynałem swoją przygodę z Norwegią w zamierzchłych czasach.
Takie wyjazdy dają czas do myślenia. Człowiek nagle zauważa, jak przytłaczające potrafią być miasta, ekspresówki i autostrady. Jedziesz zamknięty w tunelu asfaltu — szybko, wygodnie, ale trochę bez kontaktu z tym, co jest dookoła. Nawet jeśli pojawi się coś ciekawego, to często nie da się zwolnić, zatrzymać ani nawet obejrzeć przy takiej prędkości.
Jasne, jeśli człowiek się spieszy, to autostrady są szybkie i komfortowe. Poza tym przy dużym natężeniu ruchu jeżdżenie zwykłymi gminnymi drogami byłoby nierealne. Ale tam, gdzie to możliwe i kiedy się nie spieszy, taka trasa potrafi być przyjemna. Zwłaszcza na norweskiej wsi, gdzie — w przeciwieństwie do Oslo — mam wrażenie, że nikt specjalnie się nie spieszy.
#norwegia #norweskiezadupia #podroze







