W USA dojrzewa pomysł, żeby członkom Kongresu - także senatorom - po prostu odciąć możliwość kupowania akcji pojedynczych spółek. Stop Insider Trading Act, który właśnie przeszedł przez House Administration Committee w styczniu 2026 r., idzie w stronę twardego zakazu: bez „ale”, bez tłumaczeń, bez gimnastyki definicjami. Zakaz ma objąć nie tylko polityków, ale też ich małżonków i osoby na utrzymaniu. Do tego dochodzi coś, czego nie wymyśliła dotąd żadna duża demokracja: publiczne zawiadomienie 7-14 dni przed sprzedażą papierów. Timing przestaje być prywatnym sportem. A w Polsce można handlować. Jest unijne MAR (EU 596/2014), są jawne oświadczenia majątkowe, jest ujawnianie transakcji po fakcie w 30-45 dni, ale nie ma formalnego zakazu na akcje indywidualne i nie ma żadnego „uprzedź rynek”, zanim klikniesz „sprzedaj”. W praktyce system opiera się na tym, że polityk ma mieć wstyd i instynkt samozachowawczy - bo formalnie wolno dużo, a „zapach” konfliktu interesów robi resztę. Przykład Nancy Pelosi dobrze pokazuje różnicę logiki. W USA jej portfel - dzielony z mężem - latami budził emocje na tyle, że powstały aplikacje kopiujące jej transakcje z ujawnień. W polskich realiach mogłaby robić podobnie: legalnie, z obowiązkiem ujawnienia po czasie. Tyle że amerykański projekt z 2026 r. uderza właśnie w ten mechanizm - nie tylko ogranicza handel, ale też odbiera możliwość grania timingiem, bo każda sprzedaż musiałaby być zapowiedziana publicznie z wyprzedzeniem. I nagle „zaufajcie nam” zamienia się w „sprawdźcie nas, zanim zrobimy ruch”.
Pani Pelosi to jednak fachowiec
#polityka #usa #gielda #inwestowanie #ciekawostki

