Trzy rzeczy.
Po pierwsze, to nastąpił wysyp wytworów w tej LXII edycji konkursu #nasonety w kawiarni #zafirewallem , co cieszy, a jeszcze bardziej cieszy, że wysyp ten objawia się liczbą wytworów w granicach rozsądku, bo jednak jakieś tam podsumowanie tej edycji będę musiał w końcu napisać.
Po drugie – i to cieszy również – wysyp wytworów może świadczyć o tym, że przypuszczenie moje o łatwości rymowania do tekstu pana Kazika Staszewskiego było słuszne, co wnioskuję tak z liczby do tej pory opublikowanych wytworów, jak i z własnych doświadczeń, bo kolejne wiersze pojawiają się u mnie w głowie same z siebie.
Po trzecie wreszcie: koniunkturalizm. Bo oto, kolejny już zresztą raz, postanowiłem znów odciąć kupon od mojego opus magnum i napisać o tym, co też zdarzyło się naszej parze po powrocie z podróży poślubnej do Rzymu. Pamiętacie może, że Jerzy miał problem z górną ósemką? Pacha słała go dentysty – i miała rację! – Jerzy jednak, całkowicie po męsku, tę dobrą radę zupełnie zlekceważył, wobec czego sprawy posunęły się dalej. Można wręcz powiedzieć, że posunęły się za daleko:
Zgryzota
– „Ten ortodonta coś długo go trzyma” –
martwi się żona (zwie ją Ptaszyna),
a w gabinecie siedzi Ostrowski,
któremu rosną górne dziewiątki.
Z powodu tych wizyt ogromna kasa
im z konta znika – na fundusz zgłasza,
urzędnik odmawia grobowym tonem:
– Za tenże zabieg nie będzie zwrócone.
Jerzemu już nawet się przyssać nie zdarza,
choć żona co wieczór okazje mu stwarza
z rozkładu pożycia zupełnie nierada;
on się zaś przy niej kładzie, lecz siada,
jakoś nie może – z nerwów go miota
problem ze zgryzem. Czyli zgryzota.
