Komentarze (3)
Nie mam pojęcia po co wznawiają ten film. Oryginał miał nieosiągalny już dzisiaj klimat, który nie tylko polegał na aktorach, ale również na niepowtarzalnej muzyce Queen (z "It's a kind of magic" użytym dosłownie jako jeden z fajniejszych one-linerów). Clancy Brown dosłownie stworzył demonicznego Kurgana, przerażającego i ordynarnego typa, który nie potrzebował żadnych efektów specjalnych, żeby budzić obrzydzenie i grozę. Tej roli Bautista zwyczajnie nie ogarnie, a przynajmniej ja, będę miał gdzieś z tyłu głowy jego rolę jako głupawego Draxa z Guardians of the Galaxy. Co najgorsze Crowe może stać się comic relief niczym z marvelowskiego Thor: Love and Thunder i zamiast grać poważnego mentora, stanie się starożytnym pośmiewiskiem, co chwila nie rozumiejącym współczesnego świata. Wszystkie filmy oprócz I cz. okazały się wtopami poniżej średniej, z II cz. jako podręcznikowym przykładem niszczenia własnej marki i fatalnego zarządzania. Serial z lat 90. też się niczym nie wyróżniał, no może poza niezwykłą nudą. Jakaś niewyjaśniona nostalgia.
Zaloguj się aby komentować
