Tak, używamy małego niepełnosprawnego dziecka do propagandy, to takie katolickie.
Pomijam już, jak chore to jest samo w sobie. Pokażmy urywek, że jest happy. No i co? Nic! To tylko mały fragment życia. Potem dorasta, staje się bardziej świadome i zdaje sobie sprawę, że bez pomocy nie może egzystować. I tak będzie do końca. Wielu z nich ma też rodziny, które przez lata wychowywania takich dzieci ledwo wiążą koniec z końcem finansowo i psychicznie, bo pomoc państwa jest kiepska. Ale potem ci sami ludzie, na przykład w USA, chcą blokować pomoc dla takich ludzi.
Statystycznie osoby niepełnosprawne 3 razy częściej giną z powodu samobója. Jest też kilkukrotnie większy odsetek chorób psychicznych.
Bo przecież życie jest "święte", więc nie mogą skorzystać z eutanazji. Jednak dla nich doświadczenie życia, jakiekolwiek by nie było, jest już nieistotne. Jest to kult cierpienia.
Ideologia wykorzystuje potem bez zastanowienia niepełnosprawnych tylko jako tło do porównywania i wychowywania swoich dzieci. "Jasiu, doceniaj swojego patologicznego tatusia, bo mogłeś skończyć jak Zosia na wózku, więc zamknij mordę i nie marudź".
#polityka
