
Smutny Wrak Ekologii
hejto.pl#urbex #morze #szczecin #marynarz #ciekawostki #klamrawpodrozy #historia #fotografia #drony
Jesteśmy już nad morzem, albo jeszcze nie. Bo nie każdy postrzega okolice Szczecina, jako miejscowość nadmorską. A już na pewno nie Jezioro Dąbie, choć to ma bezpośredni dostęp do Zatoki Szczecińskiej. Jednak co by nie było, Szczecin ma morski port i pływają tam duże jednostki. Ale my nie o tym dzisiaj. My o niespełnionych marzeniach, wybieganiu w przyszłość i traceniu tych marzeń. Obiektem dzisiejszego artykułu, jest wrak statku Jacka Kwiatkowskiego. Czym był ten statek i kim był Pan Jacek? Zacznijmy jednak tym razem od końca:
Wrak leży na mieliźnie wschodniego brzegu jeziora Dąbie. Zaraz obok wsi Lubczyna, w której to miejscowej marinie, ów statek stacjonował, wraz z drugą jednostką właściciela Jacka Kwiatkowskiego. Co Ciekawe, jednostka, wszędzie jest opisywana, jako po prostu statek, bez nazwy, bez nr rejestracyjnego (a przynajmniej nie doszukałem się takiego). Oficjalna nazwa, nadana przez właściciela, to "Pływające Labolatorium Ekologiczne". Drugi statek nosił nazwę: "Platforma Edukacyjna". Od razu wyjaśnijmy los tej drugiej jednostki. Została ona albo zezłomowana, albo rozebrana, ale dotarcie do tych informacji, jest prawie niemożliwe.
Szybko tylko nadmienię, że artykuł o tym wraku napisał swego czasu, @SzaryBurek , więc, żeby nie powielać jego narracji, podszedłem do tego inaczej, choć wiele informacji, zapewne będzie się pokrywać.
Właścicielem statku, był marynarz Jacek Kwiatkowski. Służył w wojsku, a potem jako marynarz statków cywilnych, jako telegrafista. Znalazłem, nawet relację, że podczas pewnej awarii radaru, w 1968r. na statku "Lublin", u wybrzeży Afryki, próbował naprawić ów radar, co przypłacił zdrowiem, w postaci napromieniowania. Jako świadek niszczenia mórz i oceanów, zwrócił się ku ekologii. Po skończeniu służby, postawił na edukację i badania. Zbudował dwie jednostki, kosztem sprzedaży własnego mieszkania. Na większej jednostce, która teraz jest wrakiem, mieszkał.
Z racji, tego, że obydwie jednostki, nie miały nazw własnych, ani nie doszukałem się numerów rejestracyjnych, domyślam się, że mogły być zbudowane na kadłubach jakiś innych odkupionych statków. Mam podejrzenia też, że mogłby to być swoiste, samowole szkutnicze, ale w szczytnym celu. Jego historia przypomina mi trochę dążenie do celu Pana Antosa i jego elektrowni wiatrowej, którą też swego czasu, tutaj opisałem.
https://www.hejto.pl/wpis/marzenie-scietej-glowy-czyli-wiatrak-antosa
Historie są podobne. Dążenie do celu i marzeń, które nie zostały dokończone i skończyły się śmiercią pomysłodawcy. Choć oczywiście, nie są identyczne.
Jacek Kwiatkowski miał ambitne plany. Oprócz edukacyjnych jednostek, które miały uświadamiać uczestników, o zagrożeniach płynących z eksploatacji mórz i oceanów, chciał stworzyć czasopismo "wiatrodmorza.info" (adres nie działa), miał też stronę poświęconą swoim statkom "bmpolonia.info" (adres nie działa). Wszystko to sprawiało, że facet, pomimo wieku, szedł z duchem czasu. Ale jak w ogóle jeden statek zniknął z powierzchni ziemi (ekhm, wody), a drugi osiadł na mieliźnie?
Otóż, obydwie jednostki, zwarte ze sobą, stały przycumowane na marinie w Lubczynie. Nieodpłatnie. Ponieważ, Kwiatkowski swoje wykłady i badania na swoich statkach, również prowadził darmowo. Jednak marina w końcu upomniała się o pieniądze, za postój. Wobec tego, Kwiatkowski zaczął załatwiać odholowanie swoich jednostek w inne miejsce. Co swoją drogą może dowodzić, że same statki nie miały w ogóle silników, lub nie były w stanie pływać o własnych siłach, z jakiś powodów. Po powrocie do mariny, okazało się, że statki zostały zwolnione z cumów i zaczęły dryfować po jeziorze. W skutek wiatru i prądów, osiadły na mieliźnie. Tak jak wspomniałem wcześniej, "Platforma Edukacyjna" prawdopodobnie została doholowana do nabrzeża i rozebrana lub zezłomowana, A "Pływające Labolatorium Ekologiczne" osiadło na mieliźnie w szuwarach, gdzie stoi do dziś. Zostało rozkradzione i zdewastowane.
Przy czym, ta jednostka była równocześnie domem Jacka, który pozbył się mieszkania na rzecz tych statków.
Wg relacji Kwiatkowskiego, nie stać go było na odholowanie do mariny. Gdzieś się doszukałem ceny 500zł, za godzinę pracy holownika w 2011r. Co nie wydaję mi się zbyt wygórowaną ceną. Jednak potoczyło się to inaczej i facet stracił dorobek życia, włącznie ze swoim domem. Nie wiem, co się działo z nim, między 2011r. kiedy statki zostały "wyrzucone" z mariny, a 2018r. kiedy zmarł. W ogóle jest bardzo mało informacji, czym w ogóle były te statki. Nie ma zdjęć ze środka. I tylko jedno zdjęcie znalazłem z czasów, kiedy był przycumowany do mariny.
Drugie zdjęcie, które znalazłem, jest prawdopodobnie z roku 2012, kiedy wrak leżał na mieliźnie około roku.
Zdjęcie zostało wykonane przez Agnieszkę Tarczykowską (kimkolwiek jest, ale tak widnieje w sieci)
Na koniec jeszcze jedna uwaga. W artykułach, które przeszukałem, w celu napisania tego artykułu, wszystkie źródła podają, ze ten sławny wrak, jest katamaranem. Śmiem się z tym nie zgodzić i nie rozumiem powielania fejków, przez każdą ze stron. Ten wrak jest jednokadłubowcem i obok katamarana nie stał. Chyba, że są jakieś wyjątki od reguły. Bo dla mnie katamaran, jest dwukadłubowy. A na zdjęciach ewidentnie stoi jednokadłubowiec. Jeśli się mylę, proszę o opinię eksperta, w postaci @bartek555 czyli naszego nadwornego marynarza (° ͜ʖ °)
Tyle relacji z obcowaniem z tym wrakiem. Nie wszedłem osobiście na niego, bo w zależności od pogody, szuwary są podmokłe, albo można przejść suchą stopą. Ja nie miałem tej okazji, dlatego większość zdjęć jest z drona.
Trzymajcie rękę na pulsie po następne artykuły z tej wyprawy, czyli tradycyjne:
Stay Tuned (° ͜ʖ °)
źródła wykorzystane w artykule:
https://ekurier.24kurier.pl/Art/Show/112166
https://wszczecinie.pl/40-metrow-morska-granica-zycia-i-smierci-wywiad/14920
https://gs24.pl/dom-stoi-na-mieliznie-marynarz-stracil-wszystko/ar/5439742