Rosyjski korespondent "Wojenkor Kotenok" napisał, że wojna na Ukrainie utknęła w martwym punkcie z powodu dominacji śródków rażenia piechoty. Straty Rosjan przed walką to 80-90% zanim w ogóle dotrą do Ukraińców (głównie od FPV i dronów bombowców "Baba Jaga"). Jakakolwiek koncentracja ściąga ataki z powietrza i uniemożliwia przełamania. Wymuszona taktyka małych grup: Działania opierają się na samobójczych 2-3 osobowych grupach, które pod osłoną pogody lub nocy infiltrują teren i miesiącami ukrywają się na pozycjach, zaopatrywane wyłącznie za pomocą dronów. Co powoduje, że przekaz medialny o rychłym zwycięstwie to bajki.
Tłumaczenie niżej:
============
O tym, że front na ukraińskim teatrze działań wojennych (TDW) znalazł się w martwym punkcie, wspominałem już nie raz. Taka sytuacja ukształtowała się jeszcze w zeszłym roku, który upłynął pod znakiem bitwy o Pokrowsk (Krasnoarmijsk). Przerodziła się ona w półtoraroczną serię nieprzerwanych, wzajemnych uderzeń o charakterze taktycznym i powolne odpełzanie przeciwnika na zachód. Do początku tego roku aglomeracja pokrowska została wyzwolona, a posuwanie się Sił Zbrojnych FR na wielu odcinkach zwolniło z powodu prób kontrataków ze strony przeciwnika. Ale nie tylko to stało się przyczyną względnej stagnacji frontu. Winna jest całkowita dominacja technicznych środków kontroli i rażenia na odległość nad działaniami siły żywej.
W rzeczywistości prowadzi to do tego, że jakiekolwiek podciągnięcie/podejście rezerw na linię styczności bojowej (LSB) i próba ich nagromadzenia do działań ofensywnych, związanych z przełamaniem obrony przeciwnika, stają się, delikatnie mówiąc, problematyczne, a w większości przypadków wręcz całkowicie niemożliwe.
Wczujcie się w te liczby – 80-90% strat w stanie osobowym ma miejsce jeszcze na etapie przemieszczania się w kierunku LSB. To znaczy, że 8 lub 9 żołnierzy ginie w drodze, nawet nie nawiązawszy walki z przeciwnikiem, a wręcz w ogóle go nie zobaczywszy. Większość strat jest wynikiem ataków dronów FPV oraz dronów uśpionych (tzw. „śpiochów” czekających na ziemi), w które ukraińskie formacje są masowo wyposażane. Prawdziwe spustoszenie sieją drony z serii „Baba Jaga”, zasypując zrzutami grupy żołnierzy na otwartej przestrzeni i w ukryciu.
Wynik: wielokrotnie wyższa liczba strat, zamrożona linia frontu. Przez ostatnie 2 lata strony przeszły na taktykę działań małymi grupami, tłumacząc to przede wszystkim względami skrytości. Z jednej strony, jest to słuszne z punktu widzenia rozproszenia siły żywej i minimalizacji strat. Z drugiej, mały format przekreślił to, czego tak bardzo oczekuje się od wojska na górze i w mediach – zakrojonych na szeroką skalę działań ofensywnych i zmiażdżenia wroga. Do operacyjnych i strategicznych przełamań brakuje sił i środków, a ich gromadzenie natychmiast ściąga uderzenia rakietowe i ataki dronów. To jest właśnie ten martwy punkt. Powstała sprzeczność między relacjonowaniem wojny w oficjalnych mass mediach i oczekiwaniem głośnych zwycięstw/wyzwoleń [media transmitowały narrację o kolapsie i rychłym upadku przeciwnika, który tak i nie nadszedł] a rzeczywistością. Front zamienił się w strefę lokalnych, tzn. wyłącznie taktycznych przesunięć stron, z atakami i wycofywaniem się po sto z hakiem metrów dziennie. W ten sposób można wojować choćby i sto lat, i nie ma w tym cienia przesady. Systemy sztucznej inteligencji Pentagonu wyliczyły, że przy utrzymaniu obecnego tempa i tendencji na ukraińskim TDW, Siły Zbrojne FR będą potrzebować prawie 100 lat na dotarcie do zachodnich granic Ukrainy, o czym zresztą zameldowano Trumpowi. Stąd jego stanowcze deklaracje o konieczności zakończenia wojny, która stronom nie przynosi wiele poza ogromnymi stratami. Ogólnie rzecz biorąc, stwierdzenie to okazało się niewiele odbiegać od prawdy.
Wykorzystanie małych grup wygląda mniej więcej tak: dwójki i trójki szturmowców dają radę pod osłoną mgły, oparów, niepogody czy w nocy szybko przedrzeć się na przednią linię, uchodząc przy tym z życiem i – mówiąc nowomową – zinfiltrować system obrony przeciwnika, zająć pozycję w okopie/rowie/zniszczonym budynku czy piwnicy i zamaskować się, unikając wejścia w strefę zainteresowania operatorów bezzałogowców wroga. Przyczaili się. Czekają na rozkaz. Wykonują błyskawiczne wypady na powierzchnię, po to by zaraz znów się ukryć. To nie z dobrego życia pojawili się u nas żołnierze, którzy miesiącami działają w ten sposób w oderwaniu od sił głównych, zaznaczając naszą obecność/kontrolę na tym czy innym kierunku, odcinku frontu, w danej miejscowości. Przeżywają oni dzięki zrzutom z dronów, które dostarczają im wodę, jedzenie, amunicję i środki łączności. Fizyczny kontakt z nimi jest praktycznie wykluczony z uwagi na aktywne działania „małego lotnictwa” wroga. Tych, którym dopisze szczęście, uwalnia się z izolacji wraz z posuwaniem się naszych wojsk naprzód albo ewakuuje na tyły i przedstawia do wysokich odznaczeń – jak na przykład Siergieja Jaraszewa, który przez miesiąc przekazywał dowództwu koordynaty prosto z pozycji przeciwnika, naprowadzając drony i ogień artylerii. Jaraszew otrzymał tytuł Bohatera Rosji. Liczba takich wyczynów idzie w dziesiątki, o ile nie w setki.
============
#aryocontent #rosja #wojna #ukraina



