Powiem nieskromnie, że uważam samego siebie za wyborny temat do żartów, jeden nawet z lepszych jakie przychodzą mi do głowy. Wiersz poniższy, o zabarwieniu lekko seksistowskim, no bo jestem przecież zwolennikiem konserwatywnej rodziny i tradycyjnego podziału ról w małżeństwie (wiecie pewnie dobrze, kim jest konserwatywna), całkiem mi się podoba. Jest on jednakowoż trochę dłuższy niż zwyczajowe czternaście wersów, no bo w czternastu wersach nie udało mi się samego siebie przekonać o tym, że przecież dobrze jest jak jest:


***


Stan kawalerski


Psiakrew, cholera! – skarpety znów brudne!

Psiakrew, cholera! – chyba od zimy

zlew okupują talerzy zwaliny!

Jeszcze by dywan ustroić gównem! –


w głowie rozbrzmiewa mi głos matczyny,

więc biorę się za to zadanie trudne

i chociaż poty wylewam siódme,

z obowiązkami przegrywam babskimi.


To mała cena za wieczorną wolność,

za to że mogę gdy chcę sobie golnąć –

tak to tłumaczę mój stan kawalerski.


Bo na cóż jest mi czysty klozet,

na cóż przeżywać pretensji zgrozę,

o jakąś tam może się starać symbiozę,

a (nie daj Boże!) dostać poroże –

te wszystkie małżeńskie gadżety.


***


#nasonety

#zafirewallem

Komentarze (9)

Zaloguj się aby komentować