@brain tani kredyt nie powinien zwiększać możliwości, bo to rzeczywiście rodzi patologię, jeszcze rok, czy dwa lata temu było słychać o takich, którzy zakredytowali się po same kule w dobrych czasach, a gdy przyszedł kryzys, to im ratę wywaliło w kosmos. Przy okazji winduje to ceny nowych mieszkań, bo na więcej nas stać, prawda? A właśnie nie chcemy tego, by ceny mieszkań rosły, bo mogą, tylko by były łatwiej dostępne, a samo ograniczenie tego programu do rynku wtórnego, powoduje mniejsze wyludnianie miasteczek i dużych wsi, gdzie mieszkania są naprawdę tanie, względem obecnych zarobków.
Limit cenowy za metr kwadratowy jest czynnikiem, który faktycznie powoduje dostosowanie się, cen do tego programu. Dla przykładu - dzwoniłem by dowiedzieć się o pewną kawalerkę i na wstępie gość mi powiedział, że za 10k pln poniżej ceny z ogłoszenia jest chętna para, która weźmie kredyt bez wkładu własnego, bo wtedy cena akurat nie przekroczy limitu, więc negocjacje mogę sobie odpuścić. Teraz pomyślałem, że można wprowadzić limity cenowe za metr, ustalane przez gminy, dzięki czemu to one decydowały, by na jakim pułapie miałaby być dopłata, można wtedy włączyć mieszkania z rynku pierwotnego, z osobnym limitem.
Zgadzam się z tym, że sztuczne stymulowanie rynku jest nieszczególnie korzystne, ale do rozwiązania jest problem demograficzny i to jest jeden z tych problemów, gdzie coś trzeba poświęcić. I masz rację w tym, że politycy średnio nadają się do pisania takich programów, lepiej chyba oddać tę kwestię ekspertom, ale spoza lobby deweloperskiego.