#polityka
Karol Nawrocki był przedstawiany jako twardziel na ciężkie czasy, który nikomu nie da sobie w kaszę dmuchać. Pierwsza próba, nawet nie taka poważniejsza, powiedzmy średni kaliber i zamiast ryku lwa mamy nieśmiałe miauknięcie wystraszonego kociaka. Byle tylko pana Trumpa nie urazić. Bo pan Trump się wkurzy i kolejnej fotki na Twitterka nie będzie.
A przecież tutaj nie trzeba było wytaczać jakiś ciężkich armat. Jakiś komentarz w delikatnym tonie coś w stylu "Panie prezydencie Trump, nie mogę zgodzić się z pańską oceną, Polska zawsze była wiernym sojusznikiem USA, czego dowodem jest nasza obecność w Afganistanie. W tej wojnie przez cały jej okres uczestniczyło w niej 33 tysiące polskich żołnierzy z czego 43 przypłaciło to życiem walcząc na pierwszej linii wraz z amerykańskimi sojusznikami"
Przecież nawet taki narcyz jak Trump raczej by o to focha nie strzelił. Jak to ktoś ładnie w necie napisał "łatwo krzyczeć w obecności polskich żołnierzy, ciężej zabrać głos gdy trzeba polskich żołnierzy bronić"
Nie abym był Nawrockim rozczarowany, niczego dobrego po nim się nie spodziewałem. Ale niesmak jest.
A tutaj przykład jak powinna wyglądać taka odpowiedź gdyby wypowiadający się miał jaja chociaż w szczątkowej formie:

