Polak szefem wydziału zabójstw na Alasce. Czyli historia o tym, jak Sławomir Markiewicz przez 14 lat nadzorował ponad 300 spraw o zabójstwo.

Kiedy zaczynał nam opowiadać, jak kogoś zamordował, szkliły mu się oczy. Jakby wszystko przeżywał od nowa. Rozmawiając z nim, musieliśmy zachować zimną krew - mówi Sławomir Markiewicz, który przez 14 lat był szefem wydziału zabójstw w Anchorage na Alasce. W tym czasie miał do czynienia z czterema seryjnymi mordercami, nadzorował ponad 300 spraw o zabójstwo, policjanci wzięli udział w 34 strzelaninach, w których zginęło ponad 20 osób. Zanim Markiewicz trafił na Alaskę, 37 lat wcześniej wraz z żoną wykorzystał furtkę, jaką było spotkanie z papieżem i uciekł z komunistycznej Polski.

tygodnik.interia.pl

Komentarze (14)

Bardzo ciekawa historia, najciekawsze, że nie potrzeba obywatelstwa, żeby zostać policjantem, aż mnie to dziwi, ale USA to dziwny kraj. Będąc nielegalnie można mieć firmę, zatrudniać ludzi...

Kurde, ale artykuł - pierwszy raz słyszę o Markiewiczu.


A @aleextra masz rację, kraj strasznie dziwnych przypadków i dziwnych praw. Też się czasem dziwię jak realnie wygląda życie w USA bo to jak i PL kraj dzikich absurdów

Fajny wywiad też z nim zrobił Dawid Andres w 'Ciężarówką przez Stany' w sezonie 3.

Zaskakujące że nie trzeba obywatelstwa żeby dołączyć do policji w USA. I to ile tam jest zabójstw w Anchorage.. To tak jakby w Kato+Chorzów (bo nawet mniej niż sam Wrocław czy samo Krk) były 3 strzelaniny dziennie, seryjny zabójca raz na kilka lat i kilka napadów z bronią w miesiącu. Co powoduje że USA jest bardziej przemocowe niż biedadzielnice polskich miast w latach '90?

Zaloguj się aby komentować