Pojechał sobie człowiek do rodziców na pogawędkę. Zjeżdżając z trasy zobaczyłem psa. Tak jakby coś szukał. Ale pomyślałem sobie "pewnie komuś uciekł". Kiedy wracałem po kilku godzinach, ten pies wciąż tam był. Zauważyłem też, że był w obroży. Pewnie ktoś biedaka porzucił na pastwę losu.
Nie wiem dlaczego ale jakoś mną to wstrząsnęło. Wracałem rozbity wewnętrznie. Wciąż myślę o tym psie...
#przemyslenia
