Pojechał sobie człowiek do rodziców na pogawędkę. Zjeżdżając z trasy zobaczyłem psa. Tak jakby coś szukał. Ale pomyślałem sobie "pewnie komuś uciekł". Kiedy wracałem po kilku godzinach, ten pies wciąż tam był. Zauważyłem też, że był w obroży. Pewnie ktoś biedaka porzucił na pastwę losu.


Nie wiem dlaczego ale jakoś mną to wstrząsnęło. Wracałem rozbity wewnętrznie. Wciąż myślę o tym psie...

#przemyslenia

Komentarze (8)

@GitHub a może komuś uciekł rzeczywiście? Ja miałem kiedyś podobna sytuację, akurat pies to był blablador więc nie bał się podejść do mnie. Na smyczy był breloczek z numerem telefonu, zadzwoniłem i się okazało ze uciekł z domu niedaleko

Zaloguj się aby komentować