Pisałam już, że mój ojciec ma zdiagnozowanego raka złośliwego. No i wczoraj był na konsultacji w klinice onkologii i zlecili kolejne badania i tak minie kolejny miesiąc bez leczenia. Jego problemy ze zdrowiem zaczęły być widoczne już latem (i oczywiście nie zostały przez nas wtedy zignorowane), minęło prawie pół roku i nadal "nic" się nie dzieje. Nie wspomnę już nawet o tym, że biopsję powinien był mieć zrobioną już latem, a nie dopiero w listopadzie. Zaczynam się już trochę bać tego traconego czasu.
#zalesie

