Panowie, jeśli macie 20-40 lat i wydaje się Wam, że przegrywacie w życie, to pamiętajcie - być może po prostu jeszcze nie znaleźliście swojego patrona. Musicie tylko wyzbyć się skrupułów i porzucić wszelką godność na rzecz lojalności.
Zamknijcie oczy.
- Przychodzisz na świat w Przemyślu, za późnego Bieruta. Po maturze zaczynasz studiować historię sztuki na KUL. Dość szybko wpadasz w środowisko przemyskich hipisów, do grupy eksperymentujących z narkotykami. Twoi koledzy włamują się do aptek i fałszują recepty, by zdobyć psychotropowe substancje, które potem rozprowadzają po okolicy. W pewnym momencie milicja robi nawet nalot na Twój dom, gdzie znajdują morfinę.
- Z czasów hipisowskich zostaje Ci ksywa "Członek" i niechęć do podejmowania jakiejkolwiek pracy. Studiów na KUL nie kończysz.
- Kończysz za to szybkie Pomaturalne Studium Ogrodnictwa i od końca lat 70. prowadzisz rodzinne gospodarstwo. Równolegle angażujesz się w Solidarność, drukujesz podziemną prasę, organizujesz zbiórki żywności dla strajkujących robotników, współtworzysz nawet podziemne audycje radiowe, za co MO ponownie wchodzi Ci do domu, a nawet zamyka Cię na dwa miesiące w areszcie. Do końca PRL nadal udzielasz się w artystycznym podziemiu i jesteś sporadycznie inwigilowany przez SB. Równolegle dalej pracujesz sobie jako ogrodnik.
- Masz 34 lata, gdy upada stary system i kończy się Twoje nudne życie. W tym samym roku poznajesz swojego mistrza z Żoliborza. Natychmiast zapisujesz się do Porozumienia Centrum i jesteś w nim całe lata 90. Na koniec wraz z częścią PC przechodzisz do Porozumienia Polskich Chrześcijańskich Demokratów. Ale to tylko epizod. Gdy szef zakłada Partię i zostaje jej Prezesem, natychmiast wracasz pod jego skrzydła. Zaczyna się trwający dwie dekady bal.
- W pierwszych wyborach zostajesz posłem. Tworzysz struktury Partii na Podkarpaciu. Jesteś bezwarunkowo wierny Prezesowi, więc wchodzisz nawet do politbiura na Nowogrodzkiej, a miejsce na wyborczej jedynce masz gwarantowane w każdych wyborach. Ponieważ starannie pozbawiasz się posiadania własnego zdania na jakikolwiek temat, powszechnie uchodzisz za aparatczyka idealnego. Jako jednego z niewielu, nie trzeba Cię tresować, bo jestes taki już wcześniej. A Prezes takich docenia.
- W wieku 41 lat zostajesz szefem partyjnego klubu parlamentarnego. Z tamtych czasów będą Cię pamiętać jako leniuszka, któremu niewiele się chciało i który nad niczym nie panował. Ale wierność się opłaca, niedługo zostajesz wiceprezesem. Wyżej w Partii już się zajść nie da.
- Dobra Zmiana jest dla Ciebie wyjątkowo dobra. Prezes robi Cię Marszałkiem Sejmu, czyli drugą osobą w państwie. Posłusznie egzekwujesz zarządzoną z góry autorytarną urawniłowkę. Obcinasz posłom opozycji czas na wypowiedź, ignorujesz regulamin Sejmu, uniemożliwiasz jakąkolwiek demokratyczną debatę. Gdy Prezes każe Ci zmienić Straż Marszałkowską w uzbrojoną bojówkę, robisz to bez wahania. Za wierność wybaczy Ci się nawet wyrzucenie jednego posła z obrad, co zakończy się okupacją mównicy przez opozycję i słynnym nielegalnym głosowaniem w Sali Kolumnowej.
- Byłbyś Marszałkiem do dziś, gdyby nie wylazł z Ciebie Twój bizantyjski charakter. Więcej czasu starasz się spędzać na Podkarpaciu, niż w Warszawie, a że nie lubisz długo jeździć, to załatwiasz sobie latającą taksówkę. Średnio dwa razy w tygodniu, z pominięciem wszelkich procedur, zamawiasz sobie transport wojskowymi samolotami i śmigłowcami, w dodatku w procedurze HEAD. Nawet gdy chcesz polecieć na działkę, specjalnie dla Ciebie uruchamia się samoloty w Krakowie, robi próbny oblot, odbiera Cię z Warszawy, wiezie do Rzeszowa, by kilka dni później odwieźć Cię z powrotem.
Bal trwa. Podatnika kosztuje to kilka milionów rocznie.
- Gdy sprawa wychodzi na jaw, Partia jest gotowa Cię bronić do upadłego, a Ty będziesz kłamać w tej sprawie do końca. Niestety idą wybory i psujesz wizerunek troskliwego Pana Władzy, który pochyla się nad maluczkimi. Prezes usuwa Cię ze stanowiska, bo może. Zawsze mógł i zawsze o tym wiedziałeś. Oczywiście za utopione w lotach miliony nie ponosisz żadnej odpowiedzialności karnej.
- Chude lata trwają tylko chwilę. Znowu dostajesz wyborczą jedynkę, reelekcję i stanowisko wiceprezesa klubu parlamentarnego. A wkrótce także fotel przewodniczącego Komisji Spraw Zagranicznych, a na dokładkę jeszcze zostajesz doradcą, a w rzeczywistości kretem, przy Pinokiu. Nikomu nie przeszkadza, że przez 3 lata posłowania ani razu nie wchodzisz na mównicę. Jesteś od zadań większego kalibru.
- Premier jest w stanie wojny z Partią i frakcją Zakonu PC, jego pozycja słabnie. Gdy podczas kolejnej bitwy pod dywanem, Pinokio rzuca na pożarcie szefa własnej kancelarii Michała Dworczyka, wszyscy wiedzą, że Prezes będzie potrzebował w KPRM gumowego ucha i donosiciela.
- Jesteś kandydatem idealnym. Zawdzięczasz Partii ostatnie 33 lata kariery i cały swój majątek. Gdyby nie Prezes, dalej kisiłbyś się w przemyskim światku artystycznym i zajmował się ogrodnictwem. Prezes chciał od Ciebie tylko jednego: absolutnej wierności. Dałeś mu to, w zamian otrzymując możliwość występowania w telewizji, sześciokrotną elekcję poselską, formalne stanowisko drugiego człowieka w kraju i porządne apanaże.
- Gdy potrzeba wcisnąć premierowi wtykę, jesteś w pierwszym szeregu. Twoje legendarne lenistwo jest atutem, bo pozwoli sparaliżować prace Kancelarii. Masz 67 lat i znowu dostajesz wysoko płatną robotę, w której nic nie musisz robić. Twoja równie legendarna wierność jest jedynym co masz do zaoferowania.
Partii to wystarczy.
Nazywasz się Marek Kuchciński. I to jest historia Twojego sukcesu.
#jebacpis #bekazpisu #polityka #wiadomoscipolska #putinowskapolska
(tekst nie mój, źródło: Doniesienia z putinowskiej Polski na fb)

