
"Omerta została złamana". Prokuratura poluje na "Mańka" i "Kaczkę". Zaciska się pętla w aferze Zondacrypto
OnetAresztowany w poniedziałek wieczorem Roman Ż. to jeden z trójki przedstawicieli świata przestępczego uważanych za realnych właścicieli giełdy Zondacrypto. Dwaj kolejni — Marian W., pseud. "Maniek" i Tomasz D., pseud. "Kaczka" — uciekli za granicę. Pierwszy jest najprawdopodobniej w Dubaju, drugi w Japonii — ustalił nieoficjalnie Onet. — Omerta została złamana, teraz każdy będzie robił co może, żeby nie siedzieć — mówi nam osoba z otoczenia przestępców związanych z giełdą.
Roman Ż., pseud. "Rudy", to jeden ze znanych przedstawicieli przestępczego podziemia ze Śląska, który zajmuje się wyłudzaniem podatku VAT. W przeszłości skazywany był m.in. za udział w zorganizowanej grupie przestępczej, oszustwa i fałszowanie dokumentów.
Do jego zatrzymania doszło w sobotę późnym popołudniem. To niestandardowa sytuacja. Jeśli przestępcy nie są zatrzymywani na gorącym uczynku, śledczy zwykle nie wysyłają po nich policji w weekendy. W tym wypadku sprawa była jednak pilna — śledczy uzyskali bowiem informacje o tym, że Ż. szykuje się do opuszczenia kraju. Jego obrońca, mec. Błażej Gazda, przyznał później, że jego klient miał wykupiony bilet na lot do Chin.
Gazda to w otoczeniu Romana Ż. postać ciekawa. Jest nie tylko jego prawnikiem, ale również wspólnikiem. Zasiadał w spółkach kontrolowanych przez swojego mandanta, również w tych, które były przez niego przejmowane na skutek nielegalnie prowadzonej działalności, ale i w takich, w których beneficjentem był w przeszłości Sylwester Suszek. Był też prezesem takiej spółki, w którą — poprzez podmiot z Cypru — zainwestował Suszek.
Roman Ż. i jego słup w BitBay, poprzedniczce Zondacrypto
Aresztowanie Romana Ż. uznane zostało za przełom w prowadzonym przez prokuraturę śledztwie. O jego możliwej roli mówiło się od lat. Jako pierwszy wskazywał na nią Michał Fuja z "Superwizjera" TVN.
Ż zainwestował w spółkę BitBay, przekształconą później w Zondacrypto. Zrobił to w pierwszym etapie jej działalności, niedługo po jej utworzeniu, a w zasadzie po przekształceniu kupionej gotowej spółki Radhonest. Założycielem tej ostatniej była zaś kancelaria, z którą związany był mec. Karol Kuch, jeden z bohaterów afery w NCBiR.
o zainwestowaniu swoich pieniędzy poprzez słupa — skazywanego wcześniej za poważne przestępstwa Marka Knisza, członka znanego na Śląsku gangstera Grzegorza P., pseud. "Pokid" — ten ostatni objął 35 proc. udziałów BitBaya i został jej wiceprezesem. To dało Romanowi Ż. bezpośredni wpływ na zarządzanie budowaną właśnie giełdą kryptowalut. Dodatkowo jeden z założycieli giełdy — Mateusz Bajer, przyjaciel Suszka — był szwagrem "Rudego".
Wpływy Knisza — a poprzez niego Romana Ż. — na BitBay kończą się na przełomie 2017 i 2018 r. Knisz zostaje wykreślony z listy jej wspólników i pozbawiony funkcji wiceszefa. Spółka przechodzi zaś w ręce trzech spółek zarejestrowanych w Dubaju, kontrolowanych przez ukrywającego się obecnie za granicą Mariana W., pseud. "Maniek". Wedle ustaleń "Gazety Wyborczej" miał on wówczas zainwestować w BitBay kwotę 120 mln zł.
W 2018 r., kiedy BitBay zostaje wpisana na listę ostrzeżeń Komisji Nadzoru Finansowego, jej właściciel wyprowadza ją za granicę, najpierw na Maltę, a ostatecznie do Estonii.
W 2021 r. zmieniają się władze działającej już wówczas na pełnych obrotach giełdy: Sylwestra Suszka w fotelu prezesa zastępuje Przemysław Kral, którego do spółki wprowadził właśnie "Maniek".
— Kral był jego obrońcą w różnych sprawach i stąd się znali — opowiadał niedawno Onetowi ich wspólny znajomy.
W jednej z ujawnionych rozmów prowadzonych przez Sylwestra Suszka żalił się on swojemu następcy, że nie rozumie, dlaczego zostaje odsunięty od kierowania giełdą. Jego wątpliwości Kral zbywał argumentem, że "taka była decyzja inwestorów". Z treści rozmowy nie wynika jednak, kogo miał na myśli. Choć wskazuje, że na tym etapie głównym dowodzącym w giełdzie był już Marian W., pseud. "Maniek".
Prokuratura łapie wiatr w żagle. Na tropie Mariana W., ps. "Maniek"
Zatrzymanemu w sobotę Romanowi Ż. prokuratura najpierw przedstawiła zarzuty dotyczące działania w zorganizowanej grupie przestępczej powołanej w celu popełniania przestępstw komputerowych, wyrządzenia szkody w jej majątku na kwotę co najmniej 7,8 mln zł i przywłaszczenia jej środków w takiej właśnie kwocie. Mężczyzna nie przyznał się do nich, a w poniedziałek wieczorem został tymczasowo aresztowany.
Reprezentujący go mec. Gazda, pomimo wszystkich wymienionych wyżej faktów i ujawnienia w jego domu przedmiotów i dokumentów związanych z giełdą, utrzymuje, że jego klient nigdy nie miał z nią nic wspólnego.
— Absolutnie nie ma — podkreślił Gazda po doprowadzeniu Romana Ż. do prokuratury w Katowicach.
Jego zatrzymanie, a następnie aresztowanie, nie tylko przeczy słowom obrońcy, ale świadczy o tym, że śledczy rzeczywiście złapali wiatr w żagle. A pętla wokół Mariana W. się zaciska.
Świadczy o tym niedawne zatrzymanie dwóch kobiet z jego bezpośredniego otoczenia: Jaromiry W. i Anny P. Obie mają zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej. Pierwsza to była żona "Mańka", druga to jego prawa ręka i słup w prowadzonych w Polsce interesach. To na nią zapisana jest spółka, do której należy baza paliwowa w Czeladzie, gdzie Suszka widziano po raz ostatni.
Czy oznacza to, że za jego porwaniem — i ewentualnym zabójstwem, o którym przekonani są śledczy — stoi Marian W.? Tego nie wiadomo. Istnieją jednak poszlaki, że może mieć o nim wiedzę. Pierwszą jest fakt przedstawienia Annie P. zarzutu usunięcia i wywiezienia z bazy w Czeladzi zapisu z dnia, w którym po raz ostatni widziano tam Sylwestra Suszka. O drugiej mówią Onetowi źródła z prokuratury i świata przestępczego zaangażowanego w Zondacrypto.
Kolejny "inwestor" z półświatka Tomasz D., pseud. "Kaczka" wyjechał z Polski
— Kiedy Suszek oddawał giełdę "Mańkowi", to zostawił sobie klucze do portfeli bitcoinów, które w czasie jej prowadzenia sobie "wykopał". To były dziesiątki, może nawet setki milionów złotych. Kiedy upomnieli się o nie ludzie, którzy wcześniej w niego zainwestowali, "Maniek" najprawdopodobniej im go wystawił, by to od Suszka, nie od niego dochodzili tego, co ich zdaniem im się należało. Ja też nie sądzę, by to była egzekucja. Najprawdopodobniej za bardzo go przycisnęli i przesadzili.
Podobnie rzecz widzi osoba z krakowsko-śląskiego półświatka: — Nie było sensu zabijać Suszka. To nie był nikt ważny. On nie miał siły, żeby się mścić, albo wojować z nami. Chcieli zabrać mu to, z czego ich zdaniem się nie rozliczył. Poszło za ostro i trzeba było pozbyć się ciała, "zniknąć gościa". Nasz rozmówca wywodzi się z kręgów kolejnego gangstera, którego nazwisko przewija się w aferze.
To Tomasz D. (przed zmianą nazwiska K.), pseud. "Kaczka", z Krakowa, w przeszłości związany z jedną z odnóg bandy słynnego Janusza T., pseud. "Krakowiak". Według naszych rozmówców w początkowej fazie działania giełdy miał zainwestować w jej rozwój 2 mln zł.
— To wieloletni przyjaciel Romana Ż. Jego pasierbica jest teraz formalną właścicielką domu w Hiszpanii, który kupili kiedyś wspólnie Roman Ż. i Sylwester Suszek. Zresztą zupełnie niedawno bawiła tam z bratem "Kaczki" — opowiada nasze źródło.
Tomasz D. przebywa obecnie w Japonii. Udało nam się z nim skontaktować.
"Kaczka": Nie mam żadnej wiedzy dotyczącej działalności BitBay ani Zondy
W korespondencji z Onetem mężczyzna przyznał, że zna znał Sylwestra Suszka i jest znajomym zarówno Romana Ż., jak i Mariana W. Kategorycznie zaprzecza jednak jakimkolwiek swoim związkom z BitBay i Zondacrypto.
— "Nigdy nie inwestowałem w spółkę BitBay, nie pełniłem w niej żadnej funkcji i nie miałem w niej żadnej roli, nawet najmniejszej" — przekazał nam w wiadomości przesłanej przez jeden z komunikatorów. — "Nie pomagałem w jej otwieraniu, ani nie pożyczałem komukolwiek z jej władz pieniędzy na jej działalność. Nie posiadam żadnej, nawet minimalnej wiedzy dotyczącej działalności BitBay ani Zondy, poza informacjami ogólnodostępnymi".
"Kaczka" przyznaje, że jego pasierbica Sylwia rzeczywiście jest właścicielką połowy domu należącego niegdyś do Sylwestra Suszka. Ale twierdzi, że udziały w nim kupiła od niego jeszcze 2020 roku, a więc na długo przed zaginięciem założyciela Zondy.
Zaprzecza, by jego wyjazd do Japonii spowodowany był toczącym się śledztwem.
— "Był zaplanowany znacznie wcześniej i proszę, by nikt nie próbował sugerować, że był jakąkolwiek ucieczką" — przekazał Onetowi. Zapewnia, że w sprawie zaginięcia Suszka nigdy nie był przesłuchiwany, ale jeśli zostanie wezwany przez prokuraturę, to się w niej stawi i złoży "wszelkie wymagane wyjaśnienia".
"Kaczka": nie miałem konfliktu z Suszkiem. W pewnym momencie zaczął się odsuwać
Według jednego z naszych źródeł "Kaczka" opuścił już jednak Japonię i obecnie przebywa w jednym z europejskich krajów. Ten sam informator już kilkanaście tygodni temu opowiadał nam o udziale Tomasza D. w gangsterskim spotkaniu w dawnym hotelu "Forum" w Krakowie, gdzie stojący na Zondacrypto przestępcy mieli ustalać podział przychodów z giełdy. Według jego relacji, powołujący się na autorytet innego słynnego gangster — Marka M., pseud. "Oczko" zażądać miał wówczas od "Mańka" 25 proc. udziałów w zarządzającej nią spółce.
"Kaczka" nie zaprzecza, że tam był. Na nasze pytania o charakter tego spotkania nie odpowiada. Przedstawia taką oto wersję: — "W tamtym okresie przez to miejsce przewijały się tysiące ludzi, w tym całe rodziny z dziećmi. Trudno więc przedstawić zwykłe spotkanie w jakimś miejscu, jako jakieś tajne spotkanie >>na szczycie<<. Spotkałem tam Mariana, który również tam przyjechał. Zamieniliśmy kilka zdań i każdy poszedł w swoją stronę"
Tomasz D. zapewnia, że ani z "Mańkiem", ani z Przemysławem Kralem nie miał żadnego kontaktu od połowy 2020 roku. W tym czasie rozluźnić miały się również przyjacielskie dotychczas relacje, jakie łączyły go z Suszkiem.
— "Przez wiele lat był bardzo dobre. Spotykaliśmy się zarówno w Polsce, jak i zagranicą. Moje dzieci latały jego helikopterem. Nasza relacja trwała do końca 2020 roku. Nie było jednak między nami żadnego konfliktu. Dało się jednak zauważyć, że w pewnym momencie Sylwester zaczął odsuwać się od części swoich wcześniejszych znajomych i przyjaciół. W mojej ocenie wpływ na zmianę tych relacji mogły mieć osoby z jego otoczenia, między innymi Przemysław Kral".
"Towarzystwo uznało, że omerta została zerwana. Nikt nie chce iść siedzieć"
Według naszych informatorów ostatnie tygodnie to w przestępczym półświatku zaangażowanym w działalność Zondacrypto okres wzmożonej paniki. Kolejne ruchy prokuratury i zatrzymywane do sprawy osoby wskazują, że śledczy ustalili z grubsza mechanizm funkcjonowania giełdy.
Wzmogły się również ich działania w związku z zaginięciem i najprawdopodobniej zamordowaniem Sylwestra Suszka.
Znamienne jest, że spośród zatrzymanych — poza Anną P., w przypadku której mówić można jedynie o utrudnianiu śledztwa — nikt nie usłyszał dotychczas zarzutów związanych z tym ostatnim aspektem sprawy. A to, w opinii jednego z naszych rozmówców, może stanowić nadzieję na kolejny przełom.
— Towarzystwo uznało, że omerta została zerwana. Każdy teraz będzie robił wszystko, by nie pójść siedzieć. Żeby uchronić się przed ewentualną odpowiedzialnością za "głowę" Suszka, będą mówić prokuratorom o tym, w jaki rzeczywiście sposób funkcjonowała Zondacrypto, kto wpadł na ten pomysł, kto to sfinansował. Żeby uniknąć wyższej kary, będą jednak musieli opowiedzieć wszystko, co wiedzą o zniknięciu Sylwka — opowiada człowiek, który był związany z organizacją przestępczą Tomasza D., pseudonim "Kaczka".
Minister Waldemar Żurek: powiązania, które można nazwać mafijnymi
Oprócz stricte kryminalnego wymiaru sprawa Zondacrypto ma swój wymiar polityczny. Już pod wodzą Krala giełda inwestowała bowiem ogromne pieniądze we wspieranie różnego rodzaju inicjatyw polskiej prawicy: była głównym reklamodawcą wspierającej PiS Telewizji Republika oraz organizowanych przez nią imprez, w tym konferencji CPAC, która w rzeczywistości była podsumowaniem kampanii wyborczej ubiegającego się wówczas o prezydenturę Karola Nawrockiego. Pieniądze przekazał również fundacji Zbigniewa Ziobry.
W zamian za to — jak ujawnił w ub. tygodniu w Sejmie premier Donald Tusk, cytując fragment zeznań Krala — miał oczekiwać ułaskawienia przez przyszłego prezydenta i ukręcenia łba prowadzonym przeciwko niemu i Zondzie śledztwom po powrocie Ziobry na stanowisko ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego.
— Nie mamy zebranych wszystkich materiałów dowodowych, ale to, co już teraz zobaczyła opinia publiczna, świadczy o tym, że były dokładnie takie powiązania, które można nazwać mafijnymi. W momencie, w którym świat przestępczy dociera do polityków tak skutecznie, że przyjmują pieniądze, to możemy mówić o mafii — mówił we wtorek rano na antenie radiowej Trójki obecnie piastujący te funkcje Waldemar Żurek
#wiadomoscipolska #zondacrypto #polityka
#owcacontent