No, ostatni luźny weekend w Hiszpanii w tym sezonie. Za tydzień już pierdolnik z pakowaniem, sprzątaniem, transportem motorków i swojego jestestwa do Polski. Szybko minęło.
Ale oczywiście wracam tu po wakacjach. Z trochę lepszym planem, raczej gdzieś bliżej Malagi (teraz mieszkam w Torre Del Mar, jakieś 30 km na wschód). Bliżej Malagi, bo muszę zmienić koncepcję dotyczącą nauki języka i przestawić się z lekcji online na coś na żywo na miejscu. Ciężko wyjść poza podstawy, jak właściwie z nikim na codzień po hiszpańsku nie rozmawiasz. Mieszkanie w spokojnej sypialni jaką jest to miasteczko nie ułatwia sprawy.
Transport Kawasaki do Polski już nagrany, jakieś torowanko na pewno w tym sezonie wpadnie. Tiger zostaje w magazynie w Maladze, bo będzie tu potrzebny
Powoli rozglądam się już za mieszkaniem na przyszły sezon, ale trenuję tu cierpliwość, bo wiem, że w zeszłym roku najciekawsze oferty pojawiły się pod koniec wakacji. I najlepsze cenowo.
I tak ogólnie, to eksperyment z emigrajcą uważam za bardzo udany. Zima w Andaluzji jest wprawdzie deszczowa tak gdzieś od grudnia do marca, ale to i tak bez porównania z Polską aurą. Z kilkudziesięciu znajomych zarzekających się, że mnie odwiedzą, groźby spełniło sztuk dwa. I przez tydzień padało
Niektórzy prolongowali groźby na jesień. Zobaczymy.
Kosztowo wyszło mniej więcej jak mieszkanie w Polsce, z jednym wyjątkiem, bo woda grzana na prąd, więc trzaskałem 250 kWh miesięcznie (za jakieś 100 euro). O właśnie - jakbyście kiedyś szukali tu mieszkania na zimę. Dobrze przemyślcie, czy nie szukać takiego z centralnym ogrzewaniem. Tak, większość jest nieogrzewana, a budynki nieocieplone. A poranki tu są chłodne. Normą w styczniu są 2 stopnie o 7 rano i 18 o 12. W zimie pierwszy raz od 30 lat spałem w skarpetach (wręcz budziłem się w nocy, by je założyć), a z prysznica od razu wskakiwałem w długie dresy i bluzę, z których stopniowo się rozbierałem do południa. Pytałem, jak w tych warunkach żyją ludzie starsi lub rodziny z małymi dziećmi. Ano siedzą w jednym pokoju z farelką. Chore.
Zawsze oczywiście można się dogrzać klimą, nawet w ogłoszeniach mieszkaniowych jest podkreślane, że mieszkanie dysponuje takim "ogrzewaniem", no ale nie wydaje się to zbyt ekonomiczną opcją.
Trasy do zwiedzania motocyklem to bajka. Gdzie nie pojedziesz, jest pięknie. Ale najlepiej jednak na jesieni i wczesną wiosną, bo teraz już zaroiło się od motocyklistów na drogach (hehe, dawcy, najgorzej), a wcześniej rzadko kogo widziałem. Zrobiłem kilka tysięcy km w losowych kierunkach, a nadal zupełnie losowo dobieram trasy i trafiam na drogi, na których nigdy nie byłem. Nawet jeszcze nie zaliczyłem Gibraltaru, nie zrealizowałem planu z wycieczką do Portugalii. Ale jak nie teraz, to następnym razem.
Dobra, widzimy się za dwa tygodnie na polskiej ziemi :*
#shagwestwhiszpanii #emigracja #motocykle



