Nie znam się na tym, więc i ciężko mi to opisać własnymi słowami, ale jest #afera z cyklu #cyberbezpieczenstwo
Są ludzie, którzy zajmują się znajdowaniem podatności pozwalających na zdalny dostęp do urządzeń codziennego użytku. Klasyką gatunku jest włamywanie się na niezabezpieczone hasłem kamerki IP, swego czasu było głośno o milionach paneli fotowoltaicznych w Niemczech. Teraz swoimi odkryciami dzieli się publicznie człowiek, który był w stanie oglądać obraz z kamer w odkurzaczach DJI i jakichś wideoniańkach na całym świecie.
Pod tym linkiem autor opisuje swoje przygody z tymi odkryciami związane:
https://github.com/xn0tsa/nobody-puts-baby-in-a-corner#if-you-own-one-of-these-cameras
Jako laik jedyne co z tego wynoszę to: ustawiać wszędzie własne hasła i uważać jakie urządzenia z kamerami kupuje się, a jeśli już to czy na pewno są mi one potrzebne do życia. Czy urządzenie potrzebuje dostępu do internetu i czy mogę to wypiąć. Choć i to nie zawsze wystarczy, bo dużo producentów ma wywalone w ponoszenie kosztów na coś więcej niż zupełne minimum aby ich produkt działał.


