Nie musicie oglądać tego wywiadu, serio. Ale serio, nie ma sensu. Ani dla beki, ani dla celów poznawczych, ani dla połechtania swojego poczucia wyższości wobec tego idioty Carlsona.
- Obejrzałem ponad 40 minut. To plus opisy całości (np. autorstwa Agnieszki Jędrzejczyk na okopressie) w zupełności mi wystarczy. Od pierwszej minuty mamy kremlowski komplet. Półgodzinny wykład historyczny, pełen kłamstw tak grubych, że aż niewiarygodnych, ckliwą opowiastkę jak to dobra Rosja zawsze chciała pokoju i szacunku, ale żodyn jej nie szanował, bzdury o Ukrainie jako sztucznym tworze i tak dalej. Pod tym względem ten wywiad, a przynajmniej te 40+ minut, ma tylko jeden walor: otóż jeśli nie wiecie jak brzmi ruska propaganda na ten temat, to tu się dość szybko zapoznacie z jej przekrojem. Jeśli wiecie, to szkoda czasu.
- Ale najważniejsze jest co innego. Otóż nie musicie tego oglądać, bo to nie jest dla Was, tylko dla Amerykanów. Ile przeciętny Amerykanin może wiedzieć o historii Ukrainy? O Rusi Kijowskiej, Złotej Ordzie, Chanacie Krymskim, powstaniu Chmielnickiego i tak dalej? A ile Wy wiecie o historii Korei, Malezji, Botswany czy - żeby już nie było - nawet jakiejś Bułgarii czy innej Norwegii? Niewiele. I dokładnie tyle samo Amerykanie wiedzą o historii naszego regionu. Dlatego można im wcisnąć dowolną ilość dowolnych bzdur i tak długo jak jakiś debil pokroju Tuckera Carlsona będzie ich wysłuchiwał z wiarygodnie wyglądającym zainteresowanie, tak długo publika to łyknie. I o to w tym chodziło. Nawet nie ma znaczenia, kto na ile był tego świadomy. Jasne, Putin raczej wiedział co robi, a Carlson być może nie. Z drugiej strony: obaj są tak zakłamani i tak szaleni, że pewności mieć nie można. Może jeden naprawdę uwierzył we własną propagandę historyczną, a drugi robił to tylko dla pieniędzy? Nie dowiemy się, ale też nie musimy.
- Oczywisty jest za to cel tej zagrywki. Zaczął się tzw. rok superwyborczy. Do urn w tym roku pójdzie połowa światowej populacji. Rosjan z pewnością bardzo interesują wybory do parlamentu europejskiego w czerwcu oraz oczywiście amerykańskie w listopadzie. Głównym kandydatem Republikanów już jest - ciężko uwierzyć, że muszę to napisać osiem lat po 2016, ale cóż - Donald Trump, który zapowiada "zakończenie wojny w 24 godziny". Każdy z trzema działającymi neuronami doskonale wie, że oznacza to sprzedanie Ukrainy Putinowi za worek ziemniaków. I choć nie podzielam oezupesymizmu, że za x miesięcy ruskie czołgi będą w Warszawie, to fakt, że Rosja nie dostanie w Ukrainie wpierdolu, tylko wymęczy jakiś kompromis, który ogłosi historycznym zwycięstwem, będzie dla Polski faktem bardzo, ale to bardzo kosztownym i niebezpiecznym. Taki jest realny scenariusz, jeśli Trump wygra. I dlatego Putin bardzo chce, by wygrał. I dlatego bierze sobie pożytecznego idiotę Carlsona (zresztą byłego doradcę Trumpa) i z pomocą jego pseudozamyślonej twarzy wpuszcza w amerykańską infosferę czyściutką kremlowską propagandę.
- Dwie godziny. Wszystkie szalone teorie. Liczne podprogowe przekazy (w tych 40 minutach było ich z dziesięć). Wszystko pięknie powiedziane, nieprzerywane, spójne, logiczne, no kurde, to musi być prawda. A nawet jak nie, to może wystarczy, by podważyć tę prawdę, którą znaliśmy do tej pory.
- Wywiad wrzucono 22 godziny temu. Do tego momentu, tylko na Twitterze obejrzano go 140 miliony razy (edit: nie wiemy jak długo trwało jedno obejrzenie). Nawet jeśli tylko co dziesiątego wejrzenia dokonał Amerykanin, a śmiem przypuszczać, że było ich więcej, bo Carlson ma miliony wyznawców - zadanie zostało spełnione. I odpowiednio podkręcone przez ruskie trolle, farmy botów, pożytecznych idiotów i zwykłych agentów, ma szanse stać się nową prawdą dla milionów. I te miliony za 9 miesięcy pójdą głosować na gościa, który będzie im mówił właśnie to.
Wojna informacyjna. Not even once.
#ukraina #rosja #wojna #polityka
(Tekst nie mój, źródło: Doniesienia z putinowskiej Polski na fb)


